Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 270 015 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Elżbieta Wierzycka i Brzeziny koło Łodzi

piątek, 06 października 2017 20:23

Geneteka, czyli indeksy aktów metrykalnych, zbiór prowadzony na stronie Polskiego Towarzystwa Genealogicznego (PTG), wydobyła kolejną (mamy nadzieję) Wierzycką, Elżbietę. Co ciekawe zapis jest z 1763 r., czyli byłaby to jedna z najstarszych wzmianek o nazwisku, a w Genetece  do tej pory na terenie obecnej Polski najstarsza, gdyż te starsze pochodzą z obecnej Ukrainy (Stanisławowa). Znamy w tej chwili tylko indeks, czyli zapis osoby indeksującej, która próbowała odczytać metrykę. Z indeksu wynika, że było to trudne zadanie, wpis musiał być mało czytelny, czyli to mogła nie być Wierzycka, tylko jakieś podobne nazwisko, ale nie ma co być pesymistą, lepiej być optymistą.

9 kwietnia 1763 r. w parafii Brzeziny (obecne województwo łódzkie) miał miejsce chrzest Marianny Barbary, córki Mikołaja i Elżbiety Wierzyckiej. Nazwiska dziecka i owego Mikołaja nie udało się niestety odczytać, ma zaczynać się na literę "Ch", a kończyć na "-ski", rodzice byli szlachcicami (generos.). Jako miejscowość również wymienione są Brzeziny. Ciekawe. 

Brzeziny były miastem prywatnym w województwie łęczyckim I RP. Właścicielem miasta ok. 1783 r. był Antoni Lasocki, syn Józefa, czyli Lasoccy w owym czasie. Antoni Lasocki był kasztelanem gostyńskim, jak mówi Słownik geograficzny, Józef zaś kasztelanem łęczyckim, a wcześniej starostą gostyńskim (z różnych źródeł takie informacje). Lasoccy herbu Dołęga to rodzina związana z Brzezinami już od XV w., mocno utytułowana szlachta, zamożna.

.

Co mógł robić w Brzezinach Mikołaj Ch. i jego żona Elżbieta Wierzycka? Może Mikołaj pracował dla Lasockich? Jeżeli był ekonomem, rządcą, czy kimś takim, to dość prawdopodobne, że żonę również sobie wziął z tego samego kręgu, szlachty "pracującej". Może zatem Elżbieta była związana rodzinnie z Adamem Wierzyckim, ekonomem skockim w 1723 r.? Jesteśmy 40 lat później, w 1763 r. Informacja o Adamie pochodzi z "Tek Dworzaczka" i dotyczy Skoków koło Poznania, pisaliśmy o tym na blogu w sierpniu 2011 r. W 1723 r. odnotowano tam chrzest Wiktorii, córki Adama Wierzyckiego. Może Elżbieta Wierzycka, matka Marianny Barbary Ch. w Brzezinach, była wnuczką Adama? O ile była Wierzycka, no ale założyliśmy optymizm. Odnotowujemy ją tutaj, żeby trop, który wydobyła Geneteka nie został zapomniany, bo a nuż kiedyś złoży to się w jedną całość. Szanse na połączenie Elżbiety z "naszym" Wincentym Wierzyckim nie są duże, ale szukamy przecież "po nazwisku" i już dawno ustaliliśmy, że "wszyscy Wierzyccy są nasi".

.

 

_______

Link do wpisu w Genetece:

http://geneteka.genealodzy.pl/index.php?op=gt&lang=pol&bdm=B&w=05ld&rid=B&search_lastname=Wierzycka&search_name=&search_lastname2=&search_name2=&from_date=&to_date=1800&exac=

a także samej księgi w zasobach FamilySearch, wśród chrzestnych jest Petronela, chyba Wierzycka jednak, chociaż może być i Unierzycka:

https://www.familysearch.org/ark:/61903/3:1:3Q9M-CSL5-78YY?i=856&cat=298531

.

Nazwisko męża Elżbiety i ojca Marianny Barbary wygląda najbardziej na "Chlewski", wiadomo, że było krótkie, zaczynało się na "Ch" i kończyło na "ski", obecnie rzadkie w Polsce, zaledwie kilkadziesiąt osób, ale pojawia się w powiecie brzezińskim koło Łodzi.

.

.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dom w Tarnowie

wtorek, 26 września 2017 12:19

"Zabytkowe kościoły diecezji tarnowskiej" to strona internetowa p. Marka Sztorca poświęcona, jak sama nazwa wskazuje, zabytkowym kościołom w diecezji, której stolicą jest Tarnów. Autor zamieszcza na niej między innymi biogramy słynnych architektów, którzy te kościoły projektowali. Jednym z nich jest Adolf Juliusz Stapf, któremu swoje kształty zawdzięczają kościoły w Łękawicy, Trzerzewinie, Szynwałdzie, Zdrochcu, Cikowicach i Stróżach. Tak się na szczęście składa, że architekci, którzy projektują obiekty sakralne nie stronią zwykle od bardziej prostych zleceń, którymi zawsze były domy mieszkalne. Marek Sztorc w biogramie Adolfa Juliusza Stapfa potraktował temat szeroko i napisał również o innych realizacjach tarnowskiego architekta, w tym o .... uwaga, uwaga, domu Hipolita i Marii Wierzyckich. Tak, to prawda, sama przecieram oczy ze zdumienia, przecież tego domu siostra mojego dziadka po II wojnie światowej nie mogła odnaleźć, wszyscy już dawno myśleli, że do naszych czasów nie przetrwał. A on jest, wszystko wskazuje na to, że jest, stoi sobie w Tarnowie przy ul. Chopina, skryty od ulicy przez inny nowszy już budynek. Dom mieszkalny nie jest duży, jednorodzinny zdecydowanie, ślady stylu Stapfa widać wyraźnie, ale również widać w tym budynku .. rodzinne Koszyce, miejsce gdzie Hipolit się urodził. Data budynku to 1901 r., czyli dziadek Stanisław, urodzony w Tarnowie, był rocznym dzieckiem, trojka starszego rodzeństwa (Maria, Zofia i Hipolit) była już dawno na świecie, a najmłodszy Wiesław miał się dopiero urodzić. Czy naprawdę mieszkali w tym budynku? Autor strony o kościołach w diecezji tarnowskiej zaleca żeby sprawę zbadać głębiej w archiwach, oczywiście trzeba będzie to zrobić.

Póki co, zamieszczam zdjęcie ze strony p. Marka Sztorca, http://tarnowskiekoscioly.net/index.php/biogramy/103-stapf-adolf-juliusz

zwyczajnie "kradnę", ale nie mogę się oprzeć, oto dom zaprojektowany przez Adolfa Juliusza Stapfa. Na marginesie tylko dodam, że nazwisko Stapf nie jest w naszej historii rodzinnej całkiem obce. Tak się składa, że Wierzyccy mieli córkę Marię, która wyszła potem za mąż za Żychiewicza, a Rościszewscy, rodzina brata prababci Marii, miała również córkę Marię i ta Maria wyszła potem za .. Stapfa. 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (3) | dodaj komentarz

Ludwik Wierzycki b. oficer żuawów

sobota, 19 sierpnia 2017 20:34

Zasoby bibliotek cyfrowych wydobyły i tę informację, o Ludwiku Wierzyckim, byłym oficerze żuawów. Żuawi? Ano właśnie, mało wiemy o żuawach w polskiej historii, a tutaj okazuje się, że jakiś Ludwik Wierzycki był z nimi związany. Jakiś, nie wiemy czy "nasz" Ludwik, chociaż Ludwika Wierzyckiego mamy, starszego brata pradziadka Hipolita. Może był trochę za młody w czasie powstania styczniowego, jako urodzony w 1842 r., a może nie.

O żuawach, legendarnym pułku powstańczym, całkiem sporo się pisze. Oddział został utworzony w 1863 r., w czasie powstania styczniowego. Inicjatorem jego założenia był Francuz, jest to francuska tradycja, dosyć świeża w tamtym czasie, bo datowana na rok 1830 i zaangażowanie Francuzów w Algierii. Ale jesteśmy na ziemiach polskich, oddział żuawów istniał zaledwie dwa tygodnie, w którym stoczył trzy główne bitwy, pod Miechowem, 17 lutego, po tej bitwie poniósł duże straty, ale zyskał ogromną legendę i szybko się odrodził, nowa rekrutacja w Krakowie. Walczył potem pod Chrobrzem, 17 marca i pod Grochowiskami, 19 marca 1863 r. Już 21 marca oddział przestał istnieć.

Co ciekawe, zachowała się fotografia grupki żuawów na Świętym Krzyżu, wykonana przez Walerego Rzewuskiego, znanego krakowskiego fotografa:

File:January Uprising participants at Święty Krzyż 1863.PNG

 .

Gdzie natknęliśmy się na informację o Ludwiku Wierzyckim, byłym oficerze żuawów? W czasopiśmie "Głos Wolny", z 28 lutego 1865 r., na stronie 3, w zasobach cyfrowej biblioteki Muzeum Narodowego w Krakowie.  Bez linku na razie, bo go nie ma, jakieś akrobacje internetowe wydobyły tę informację, ale "Głosu Wolnego" z 28 lutego 1865 r. nie udaje mi się elegancko wydobyć.

.

Nęci poszukać odpowiedzi na pytanie, czy owym żuawem mógł być "nasz" Ludwik Wierzycki, brat pradziadka Hipolita. Ludwik Maciej Wierzycki urodził się 18 lutego 1842 r., syn Wincentego i Marianny, drugie imię Maciej otrzymał zapewne po swoim dziadku, ojcu Marianny Sataleckiej, rymarzu. W tym samym czasie żył jednak jeszcze w Królestwie Polskim inny Ludwik Wierzycki, Ludwik Hipolit, syn Walentego i Anny. Żadnych powiązań naszych Wierzyckich z rodziną Walentego nie udało się ustalić, to tak na marginesie uwaga, ale był tam Ludwik Hipolit. I teraz, który z nich był oficerem żuawów? Tamten czy nasz? Co przemawia za Ludwikiem Maciejem? Przemawia za tym Miechów, pierwsza bitwa żuawów i Kraków, że w Krakowie ich werbowano. Ludwikowi Maciejowi do Miechowa i Krakowa było dużo bliżej niż Ludwikowi Hipolitowi, rodem z ziemi sieradzkiej. To po pierwsze, a poza tym? To zdjęcie żuawów mnie zastanowiło i jego autor Walery Rzewuski, pochodzący z mieszczańskiej rodziny krakowskiej. Tak się składa, że mamy zdjęcie na którym jest Ludwik Maciej, z ojcem, matką i bratem, zdjęcie pierwotnie wykonane w pracowni Walerego Rzewuskiego w Krakowie. Gdyby to nasz Ludwik był owym oficerem żuawów wyjaśniła by się tajemnica tego zdjęcia.

.

Jest i link do "Głosu Wolnego", dzisiaj udało się go otworzyć (strony nie są zeskanowane po kolei, list jest na stronie 248, która jest 4 stroną, 4 z 6):

http://cyfrowe.mnk.pl:8080/Content/130/1865_061.pdf

A tam kolejna niespodzianka, okazuje się, że Ludwik Wierzycki, b. oficer żuawów, podpisał list w grupie emigrantów polskich w Zurychu, w 1865 r., ten sam list podpisał także M. Hertel. Niespodzianka polega na tym, że Hertel to nazwisko babki naszego Ludwika Macieja, matki jego ojca, Wincentego Wierzyckiego. Może to tylko zbiegi okoliczności mające na celu nas mamić, ale może być i wskazówka, że żuaw Ludwik Wierzycki jest jednak nasz.

.

.

 

 


Podziel się
oceń
0
5

komentarze (0) | dodaj komentarz

Maria Wierzycka

sobota, 19 sierpnia 2017 19:17

 

W czasopiśmie "Nowa Reforma", nr 269 z 1910 r., z zasobów Jagiellońskiej Biblioteki Cyfrowej, znajdujemy taką informację: 

"Tarnów, 15 czerwca. W liceum SS. Urszulanek
odbył się w dniach od 8—11 b. m. egzamin doj¬
rzałości pod przewodnictwem Dyr. Jana Leńka, dy¬
rektora II gimnazyum w Tarnowie. Świadectwo
dojrzałości otrzymały: Bergielówna Marya (z odzn.),
Broszówna Marya, Chrzanowska, Gottwaldówna Ja¬
nina (z odzn.), Jugendfeinówna Janina (z odzn.),
Krawczykówna Zofia (z odzn.), Kukówna Anna
(z odzn.), Ledóchowska Józefa (z odzn.), Maciejo¬
wska łlarya, Majewska Jadwiga (z odzn.), Nitri-
bittówna Janina, Pieniążkówna Marya (z odzn.),
Katu! dó we a Janina (z odzn.), Rypuszyńska Wanda,
Szczepańska Halina, Szostkiewiczówna Halina, Szost-
kiewiczówna Zofia (z odzn.), Wierzycka Marya, 
Wolińska Stefania."

Oczywiście pogrubienie nasze. Czyli Maria Wierzycka, siostra dziadka Stanisława,
w 1910 r. zdała maturę, wyniki było szybko, trzeba przyznać, nie to co dzisiaj.
Czasopismo "Nowa Reforma" wychodziło w Krakowie i ukazywało się dwa razy
dziennie, to były czasy, inne wiadomości przy śniadaniu, inne przy kolacji.

Link do numeru gazety, informacja o maturze siostry dziadka jest na 3 stronie pisma:
http://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/plain-content?id=205460


Czerwiec 1910 r. to ważny okres w historii rodziny. Ojciec Marii, Hipolit, zlikwidował
swoją firmę w Tarnowie w dość niejasnych, a właściwie tajemniczych okolicznościach.
Firmę, którą prowadził od 1886 r. Likwiduje, a następnie znika, co było dalej do dzisiaj

praktycznie nie wiemy, mamy sprzeczne informacje także na temat jego śmierci, chyba
w 1913 r. i chyba w dzisiejszych Czechach (?). Z czasem sprawa powinna się jednak
wyjaśnić, może nawet szybko, bo coraz więcej czasopism, starych gazet, ukazuje się
w bibliotekach cyfrowych, a to są świetne źródła informacji o takich sprawach.
Czyli trzeba szukać, coś już tam mamy. "Gazeta Lwowska", numer 125 z 1913 r.,
również z zasobów Jagiellońskiej Biblioteki Cyfrowej, informuje, na stronie 8,
o wykreśleniu firmy Hipolita Wierzyckiego w Rzeszowie, "skutkiem śmierci i zwinięcia
przemysłu przez spadkobierców":
 
"Wykreślenie firmy. 
Z rejestru oddział A. wykreślono: 
Siedziba firmy: Rzeszów. 
Brzmienie firmy: Hipolit Wierzycki. 
Przedmiot przedsiębiorstwa: Handel 
galanteryjny i norymberski. 
Posiadacz: Hipolit Wierzycki zamie- 
szkały w Tarnowie. 
Skutkiem śmierci i zwinięcia przemysłu 
przez spadkobierców.
Dzień wpisu: 8 kwietnia 1913. 
C.k. Sąd obwodowy jako handlowy, 
Oddział V. 
Rzeszów, dnia 19 kwietnia 1913."
http://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/plain-content?id=205460
.
.

Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pułkownik Krzysztof Mellin

niedziela, 30 lipca 2017 18:30

 

Na sejmie koronacyjnym w 1676 r. oberszterleytant Krzysztof Mellin otrzymuje indygenat, czyli przyjęcie w poczet polskiej szlachty przedstawiciela zagranicznego szlacheckiego rodu. 1676 r. to czasy Jana III Sobieskiego, czyli największych tryumfów wojskowych I Rzeczypospolitej, indygenat Mellina najpewniej jest z nimi związany. 

Pułkownik Krzysztof Mellin wyskakuje nam w internetowej wyszukiwarce przy Husiatyniu na dzisiejszej Ukrainie, ale chronologicznie pojawia się najwcześniej przy .. Malcie, przy okazji opowieści o barwnej historii życia Otto Friedricha von der Groebena (1657-1728). Czytamy tam mianowicie, że ów Otto jako siedemnastoletni chłopiec, czyli w 1674 r. wyrusza "pod opieką" polskiego pułkownika wojsk koronnych Krzysztofa Mellina na Maltę. "To polski pułkownik prawdopodobnie zaraził młodego Otto pasją podróży i służbą na morzu", czytamy. Otto walczy potem w barwach Zakonu Maltańskiego z Turkami i piratami na Morzu Śródziemnym, ale to już raczej odrębna od "opiekuna" Krzysztofa Mellina historia. 

.

Kolejny internetowy traf to książeczka Aleksandra Czołowskiego pt. "Wojna polsko-turecka 1675 r.", a w niej opis obronyTrembowli. Na stronie 25 czytamy, że zameczki podolskie, Husiatyń i Sidorów Kalinowskiego, były bardzo słabe jako punkty oporu przeciwko Turkom,"ani tam wody ani chleba nie było". Stał tam pułk pieszy dragoński Jana Cetnera ze 160 ludzi złożony, jedną połową z nich dowodził pułkownik Krzysztof Mellin, to w Husiatynie, a drugą połową w Sidorowie kapitan Jan Samuel Chrzanowski. Jan Sobieski rozkazał 24 lipca obie te załogi wycofać i ściągnięto je do Trembowli. Rozkazy wkrótce się zmieniły i chorąży Mikołaj Sieniawski "pchnął rozkaz do Melina, aby z całym pułkiem przybył do Brzeżan". To bardzo nie spodobało się Sobieskiemu, który uważał, że należy przede wszystkim wzmocnić Trembowlę, pisał tak 9 i 14 sierpnia. Tak też się stało, komendantem Trembowli został jednak kapitan Chrzanowski (być może przez to wysłanie Mellina do Brzeżan). Następnie Aleksander Czołowski pisze dużo o Chrzanowskim, nie wspomina już o Mellinie, który jednak najpewniej tam był (???). Wojna z Turcją łatwa nie była, kolejno przecież padły Zbaraż, Mikulińce i Podhajce, Turcy zbliżali się do Trembowli. Rozpoczęło się oblężenie, bardzo ciężkie, wrzesień, październik, coraz gorsza pogoda, kiedy oblężonym zabrakło amunicji uzdatniali tureckie kule, które padały na zamek i wysyłali je z powrotem. Niszczyli budowane przez Turków podkopy, w końcu król obiecał odsiecz i zbliżał się w te rejony, co wymusiło na Turkach myślenie o odwrocie i odstąpienie  od oblężenia. Trembowla, 14-dniowy opór przeciw Turkom, stały się symbolem zwycięstwa nad Turkami. Czołowski nie pisze wprost o udziale w obronie Trembowli pułkownika Krzysztofa Mellina, trzeba to potwierdzić (lub zaprzeczyć) w innych źródłach.

.

Jest natomiast do wychwycenia inna jeszcze wzmianka o pułkowniku Krzysztofie Mellinie i roku 1675, pisze o tym także Aleksander Czołowski. Że mianowicie Jan Sobieski ulokował w zamku w Złotym Potoku załogę pod dowództwem pułkownika Mellina. Jak to się ma do Trembowli? Jeszcze nie wiem, ale Złoty Potok koniecznie trzeba będzie odwiedzić, ruiny zamku stoją, w Trembowli byłam. Jeszcze Brzeżany, Husiatyń. Mam nadzieję, że więcej miejsc ze szlaku bojowego pułkownika Mellina uda się odszukać. W każdym razie indygenat na sejmie koronacyjnym w 1676 r. jest faktem, Krzysztof Mellin znalazł się w kręgu polskiej szlachty. 

.

.


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mellin

niedziela, 16 lipca 2017 22:39

 

W genealogii ze strony dziadka Stanisława, na głębokim już poziomie, 4xprababki, pojawia nam się nazwisko Mellin. Tajemnicze, ale właściwie jasna sprawa, to potomkowie Krzyżaków, łapiemy ich w Ziemi Michałowskiej, w rejonie Brodnicy. Nie wiem czy genealogia Mellinów jest dobrze znana, ja jej wciąż jeszcze nie badałam i nie znam, wciąż czeka, chyba na to, że ktoś mnie wyręczy w tym dziele, a wyręczy na pewno, nie wątpię, bo sprawa jest arcyciekawa. Mikołaj Mellin zginął w bitwie pod Grunwaldem w 1410 r., jako komtur radzyński, wcześniej związany urzędowo także ze Starogrodem i z Unisławiem (gdzie ostatnie archeologiczne odkrycie, o czym już na blogu było). Te miejsca wraz z nazwiskiem wyłapuje nawet "Słownik geograficzny", czyli ważna historyczna postać, warto zajrzeć w hasła: Radzyń, Starogród, Unisław. Czy moja Mellin zmarła w II poł. XIX w. jest z nim jakoś rodzinnie związana? Od 1410 r. minęło tyle pokoleń, ale można przypuszczać, że tak.

A inni o tym nazwisku, historycznie? Może tak, może nie, mogły być przecież różne rodziny używające tego nazwiska.

Szczególnie interesująca jest postać Ludwiga Augusta Mellina, rosyjskiego kartografa, żyjącego w latach 1754-1835, który sporządził mapy Livonii (dzisiaj Łotwa i Estonia, a kiedyś nasze Inflanty). Właściwie nie był rosyjskim kartografem, tylko bałtyckim Niemcem, ale urodził się w dzisiejszej Estonii (Tuhala, 12/23.01.1754 r.), a zmarł w stolicy obecnej Łotwy (Ryga, 28.02./12/03.1835 r.), a to było wówczas rosyjskie Imperium. Mapy powstały na zamówienie cara Rosji, Pawła. Mellin pracował nad nimi aż 28 lat. Przedsięwzięcie było absolutnie pionierskie, porządne mapy tego rejonu nie istniały wcześniej. Mapy okazały się tak dobre, dokładne, pokazujące oprócz tradycyjnej treści także ukształtowanie terenu, że w związku z ich sporządzeniem Ludwig August Mellin został w 1798 r. ... aresztowany, a mapy wycofano z oficjalnej dystrybucji.

Map jest w sumie 14, ciekawa propozycja dla podróżujących do Estonii i Łotwy także dzisiaj, można je obejrzeć tutaj, link:

https://www.wdl.org/en/item/2571/

i tutaj:

https://et.wikipedia.org/wiki/Liivimaa_atlas

 

.

Właściwie nie jest to temat stricte genealogiczny, kartograf Ludwig August Mellin prawdopodobnie nie jest naszym krewnym, ale z drugiej strony nie jest to wcale wykluczone. Nie wiemy skąd pojawił się w Ziemi Chełmińskiej w XIV w. Mikołaj Mellin, o którym była tutaj mowa, być może Ludwig August Mellin jest potomkiem jakiegoś wspólnego przodka z owym Mikołajem. A poza tym "kocham mapy", a te mapy nie są jakoś dobrze znane. Linki, które powyżej, prowadzą do World Digital Library i Biblioteki Kongresu oraz estońskiej wikipedii.

Do historii przeszedł też słynny fiński matematyk o tym nazwisku, Robert Hjalmar Mellin, żyjący w latach 1854-1933. Dał on nazwę odkrytej przez siebie zasadzie matematycznej, zwanej transformata Mellina. Hasła w wikipedii w języku polskim nie ma, ale są hasła w angielskojęzycznej wersji:

https://en.wikipedia.org/wiki/Mellin_transform

https://en.wikipedia.org/wiki/Hjalmar_Mellin

Finlandia była rówież częścią rosyjskiego Imperium i Robert Mellin urodził się jako poddany rosyjskiego cara. 

Nasi czy nie nasi, kolejne nazwisko, które warto genealogicznie śledzić.

.

___

W "Słowniku geograficznym", linki:

hasło Unisław i Mikołaj Mellin:

http://dir.icm.edu.pl/Slownik_geograficzny/Tom_XII/808

hasło Starogród i Mikołaj Mellin (1398-1409):

http://dir.icm.edu.pl/Slownik_geograficzny/Tom_XI/253

hasło Radzyń i Mikołaj Mellin:

http://dir.icm.edu.pl/Slownik_geograficzny/Tom_IX/485

.

 


Podziel się
oceń
0
1
Tagi: Mellin

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wierzyccy, repatrianci z Kresów

piątek, 14 lipca 2017 10:26

 

Okazuje się, że po II wojnie światowej znajdujemy Wierzyckich repatriantów z .. Kresów. Taką informację dostarczają dane Państwowego Urzędu Repatriacyjnego Powiatowy Oddział w Nysie, zespół 45/341/1, Archiwum Państwowe w Opolu. Nie  ma skanów w internecie, ale w bazie szukajwarchiwach.pl jest już informacja o tym zespole i jest nawet indeks nazwisk repatriantów, a tam dwóch Wierzyckich - Antoni i Stanisław. Bardzo ciekawy trop - skąd przybyli w okolice Nysy Antoni i Stanisław Wierzyccy? Co więcej, oni, ich potomkowie wciąż tam mieszkają, to wiemy, ze strony internetowej moikrewni.pl (mapa nazwisk w Polsce, sporządzona na podstawie bazy numerów pesel). Czyli dowiedzieć się skąd tam przybyli to bardzo prosta sprawa dzisiaj. Czy może być jakaś rewelacja, nowy trop? Może, ale nie musi.

Szczególnie interesujący może być fakt, że do Nysy przybywali repatrianci ... ze Stanisławowa. Tak, tak, Stanisławowa (dzisiaj ukraiński Iwanofrankiwsk), ale nie wiem czy to taka pewna informacja. Wierzyccy powracający z Kresów mogą być z różnych zakątków, tereny dzisiejszej Litwy, Białorusi, Ukrainy, ale okolice Stanisławowa są bardzo prawdopodobne. Dlaczego? Ano dlatego, że w I poł. XVIII wieku Wierzyccy tutaj mieszkali, pisaliśmy już o nich na blogu kilkakrotnie, ostatnio bodaj tutaj, a tam linki także do wcześniejszych tekstów:

http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,356052070,title,Niagryn,index.html

Niagryń, wioska w Karpatach Wschodnich, to ślad Wierzyckiego w I poł. XIX w., ale źródłem tych Wierzyckich wydaje się sam Stanisławów, I poł. XVIII w., gdzie żył Józef Wierzycki, żołnierz w Stanisławowie i jego trzej synowie: Jan, Antoni i Maciej, urodzeni w latach 1730-1738.

.

Oczywiście repatrianci do Nysy nie muszą być "tymi" Wierzyckimi, ale na pewno przypomnieli kierunek kresowy, że dobrze by było na nim bliżej się skupić w "wierzyckich" peregrynacjach. Pamiętam jak zaczęłam poszukiwania prapradziadka Wincentego i pokazał nam się uczeń z Kowna, który bardzo pasował do obrazka. Miał to samo imię, także wiek się zgadzał, tamten Wincenty Wierzycki został wydobyty na powierzchnię ponieważ uczył się w gimnazjum, w którym nauczycielem był Adam Mickiewicz. Potem odkryliśmy, że tamten Wincenty studiował w Wilnie weterynarię i "obrazek" zaczął nam się rozchodzić, a kiedy ustaliliśmy imię ojca tamtego Wincentego - Maciej, było już wiadomo, że to nie nasz Wincenty.

.

Geneteka wydobyła na powierzchnię informację, że w 1857 r. (rok urodzin Hipolita) umiera w Łucku Helena Wierzycka, żona Macieja:

http://geneteka.genealodzy.pl/index.phpop=gt&lang=pol&search_lastname=wierzycka&search_lastname2=&from_date=&to_date=&exac=1&rid=D&bdm=D&w=21uk

Łuck, to też Kresy. A w Równem, w sumie okolice Łucka, w 1791 r. urodził się Paweł Wierzycki, szwoleżer Napoleona, syn Józefa i Marianny. Ojcem naszego Wincentego był Paweł, o tyle szwoleżer  żywo nas interesuje:

http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,339588850,title,Pawel-szwolezer,index.html

Tak, że dużo tych kresowych tropów Wierzyckich, ciekawe, że po II wojnie światowej ci kresowi wrócili do Polski, nie wiedziałam o tym, w ogóle takiego tropu nie badałam. 

______________________________

Państwowy Urząd Repatriacyjny, Powiatowy Oddział w Nysie, zespół 45/341/1, Archiwum Państwowe w Opolu:

http://szukajwarchiwach.pl/45/341/0/10.1002/34 q=Wierzycki&wynik=15&rpp=15&page=1#tabJednostka

i indeks nazwisk, Wierzyccy na stronie 103:

http://szukajwarchiwach.pl/45/341/0/10.1002/34?q=Wierzycki&wynik=15&rpp=15&page=1#tabIndeksy

.

.


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wielkopolscy Wierzyccy w I RP

niedziela, 02 lipca 2017 12:48

 

Pisaliśmy już o nikłym śladzie po kilku Wierzyckich w Wielkopolsce w czasach I RP, czyli przed rozbiorami. I RP była demokracją szlachecką, krajem rządziła szlachta, której było bardzo dużo. O wiele za dużo, nawiasem mówiąc, chociaż akurat w Wielkopolsce szlachta była mniej liczna (na pewno nie tak liczna jak na Mazowszu). Rody szlacheckie z Wielkopolski i Kujaw wywędrowały na wschód, najpierw Mazowsze, Podlasie, potem Kresy, tak był ogólny kierunek tej wędrówki. Ale jesteśmy w Wielkopolsce. Teki Dworzaczka, najpoważniejsza baza genealogiczna dla czasów I RP w Wielkopolsce wspomina o Adamie Wierzyckim, pisaliśmy już o nim na tym blogu, ale teraz to przypominamy, "składając" Wielkopolskę. Adamowi Wierzyckiemu w 1723 r. rodzi się córka Wiktoria, podpoznańska parafia Skoki. Adam Wierzyckim jest tam ekonomem, czyli zarządcą dóbr. To jedyny pewny ślad szlachcica Wierzyckiego tamże:

http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,330269718,title,XVIII-to-wieczny-Wierzycki,index.html

 

Ale mamy jeszcze wcześniejszą informację z Wielkopolski. Otóż w 1661 r. Jan Wierzycki. posiadał 800 owiec w niejakim Nojowsku, w jak najbardziej wielkopolskim towarzystwie szlachciców Pacynowskiego i Skałowskiego, których można zlokalizować na zach. od Kalisza. 

http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,332043928,title,Wierzycki-mial-owce,index.html

A Nojowsko? Jest Nojewo w zach. Wielkopolsce, może tam? W każdym razie 1661 r. to najstarszy ślad nazwiska (ale źródła tej informacji, oprócz artykułu z 1974 r., na własne oczy nie widziałam) i chyba na pewno był to szlachcic (w uwagi na towarzystwo)..

.

Pisaliśmy jeszcze o Grzymalitach w okolicach Gniezna, w okresie przednazwiskowym, Grzymała to jeden z herbów Wierzyckich, notowanych przez herbarze.

http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,353755774,title,Grzymalici-Wierzyccy,index.html

Jakiś wątły ślad prowadziłby z okolic Wierzyc pod Gnieznem do Nojewa w zach. Wielkopolsce, ale bardzo wątły, że tu i tu działali Grzymalici. Mało tych Wierzyckich śladów w Wielkopolsce I RP, jaka kryje się za tym tajemnica? Wymarli? Wyjechali na wschód, na Kresy?

.

.


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Konin, Koło, Turek

niedziela, 02 lipca 2017 10:52

 

Konin, Koło, Turek, czyli wschodnia Wielkopolska, to także zagłębie Wierzyckich w I poł. XIX w. Rejon ten znalazł się w granicach Królestwa Polskiego (po 1815 r.).

W okolicach Konina baza BaSIA wyłapuje aktywność Wawrzyńca Wierzyckiego i kilku innych Wierzyckich. Budzisław Kościelny parafia. W 1826 r, przychodzi na świat Katarzyna, córka Wawrzyńca i Magdaleny. W 1828 r. w parafii Złotków ma miejsce ślub Jakuba Wierzyckiego, syna Wojciecha i Zofii, Wawrzyniec jest tam świadkiem. Bracia? Jakub i Wawrzyniec? Synowie Wojciecha? W 1828 r. Wawrzyniec Wierzycki dwukrotnie został odnotowany jako chrzestny, Budzisław Kościelny. W tymże roku Katarzyna Wierzycka jest chrzestną dziecka w tej parafii, a Agnieszka Wierzycka (z domu) matką Anny. W 1829 r. Wawrzyniec powtórnie jest świadkiem przy chrzcie, a ponadto przychodzi na świat jego córka Antonina. W 1830 r. Małgorzata Wierzycka jest chrzestną (chyba żona Wawrzyńca). Wawrzyniec również w tym roku jest chrzestnym, a w kolejnym akcie występuje razem z Małgorzatą, on jest świadkiem, ona chrzestną. Kolejny rok, 1831 i na świat przychodzi kolejna córka Wawrzyńca, Teresa. Wszystko w jednej parafii Budzisław Kościelny. W tymże roku Wawrzyniec i Małgorzata, oddzielnie, są chrzestnymi nowo narodzonych dzieci. Krótka przerwa i w 1834 r. rodzi się Katarzyna, córka Agnieszki z domu Wierzyckiej, Małgorzata Wierzycka jest chrzestną. W tym samym 1834 r. rodzi się Józefa, córka Wawrzyńca i Małgorzaty, a w 1836 r. następna córka, Małgorzata. W 1837 r. Wawrzyniec będzie świadkiem, w 1840 r. znowu świadkiem, dwukrotnie, także w tym samym roku będzie chrzestnym. Międzyczasie, w 1838 r. chrzestną jest Rozalia Wierzycka. W 1840 r. w Budzisławiu Kościelnym, parafia, rodzi się syn Wawrzyńca i Małgorzaty, Stanisław. Potem jeszcze baza BaSIA wyłapuje Stanisława Wierzyckiego jako chrzestnego w 1861 r.  parafii Kleczew, ale czy to syn Wawrzyńca? W 1854 r. w parafii Dobrosołowo umiera 60-letni Bartłomiej Wierzycki, syn Wojciecha i Zofii. Czy to ten Bartłomiej będzie ojcem dziecka, Wawrzyńca, urodzonego w tymże roku w tej parafii z matki Agnieszki Lewandowskiej? Bo rok wcześniej, w 1853 r. umiera w tej parafii 60-letnia Katarzyna Wierzycka, żona Bartłomieja Wierzyckiego. Czyli głównie dwie parafie: Budzisław Kościelny i Dobrosołowo, bardzo blisko granicy Królestwa Polskiego z Prusami (zaborem pruskim). Budzisław Kościelny blisko Anastastazewa, Dobrosołowo raczej bliżej Słupcy, objeżdżałam kiedyś granice Królestwa Polskiego (w pogoni za Wincentym) i w obu tych miejscach byłam (w Anastazewie i w Słupcy).

.

Tropiąc Wierzyckich w bazie BaSIAtrafiliśmy także na Filipa, który aktywnie działa w kilku parafiach w rejonie miasta Koło i miasta Turek. W 1815 r. odnotowany został jako świadek w parafii Dobrów nad Wartą. Dwa lata później, w 1817 r. świadkuje w parafii Janiszew, położonej w bliskiej okolicy. W 1821 r. Filip ponownie świadkuje w parafii Dobrów. W 1823 r. w parafii Janiszew jest obecny przy chrzcie dziecka. We wszystkich tych czterech sytuacjach ma kompana, Jana Ładzińskiego, panowie zawsze do tej pory pojawiają się razem. Potem działa już sam, jest chrzestnym dziecka w parafii Janiszew w 1826 r., w 1826 r. Filip dwukrotnie świadkuje w Grzegorzewie, kolejna parafia (na wsch. od miasta Koło), przy chrztach, ale pojawia się tam również w 1827 r. przy zgonie niemowlęcia i to ostatni jego "występ" w bazie BaSIA. W 1827 r. baza notuje natomiast Franciszka Wierzyckiego jako świadka.

Potem następuje długa przerwa i w 1844 r. w parafii Grzegorzew przychodzi na świat córka Jakuba Wierzyckiego i Agaty Jaworskiej, Antonina Magdalena. Dnia 24 lipca 1844 r. o godzinie czwartej wieczorem stawił się Jakub Wierzycki, kucharz lat pięćdziesiąt mający, służący we wsi Powierciu, w obecności Łukasz Chrząstowskiego, karbowego, mającego lat pięćdziesiąt, tudzież Józefa Wesołowskiego, ogrodowego, lat czterdzieści sześć, służących we wsi Powierciu i okazał nam dziecię... 

Grzegorzew na wschód od Konina, Dobrów na południe od Konina, a Janiszew już na południe od autostrady A2, w kierunku miasta Turek. Ale ciągle Wielkopolska.

.

.

___________

Chociaż żaden z tych konińsko-kolsko-tureckich śladów nie prowadzi do naszego Wincentego, to nie można z góry niczego wykluczyć. Intryguje imię Stanisław, urodzonego w 1840 r. syna Wawrzyńca i Małgorzaty. W najstarszych notatkach o Wincentym takie imię się pojawia, jako kogoś starszego od znanych dzieci Wincentego, ale nie wiadomo kim miałby być ten Stanisław. A poza tym są to Wierzyccy, a wszyscy Wierzyccy są "nasi".

Wierzyccy emigrowali za ocean pod koniec XIX w., pamiętam, że jeden z emigrantów pochodził z okolic Kleczewa, tak, że ci Wielkopolscy Wierzyccy to może być duża podpowiedź dla potomków tego emigranta. Chyba kilka lat temu miałam z nimi kontakt, chyba, ponieważ nie dało się wówczas ustalić pewnego związku rodziny w USA z emigrantem z okolic Kleczewa.

.

I jeszcze raz link do bazy BaSIA, skąd wszystkie powyższe informacje:

http://www.basia.famula.pl

.

.

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Katarzyna, córka Józefa i Elżbiety Wierzyckich

czwartek, 15 czerwca 2017 18:28

 

Poszukając w sieci przeróżnych Wierzyckich trafiłam na Katarzynę. Pojawia się stosunkowo wcześnie, w 1801 r. 23-letnia Katarzyna Wierzycka bierze ślub z Maciejem Sauerem (który w tym akcie figuruje jako Kwaśniewski alias Sauer), wpis nr 9. Maciej ma 25 lat, a informację wydobyła na powierzchnię strona PoznańProject, indeksacji XIX-wiecznych małżeństw w Wielkopolsce. Dzieje się w parafii Mikstat. Nie ma informacji o rodzicach panny młodej, ale w tej samej parafii 13 lat później bierze ślub z Jakubem Jasińskim 30-letnia Marianna Wierzycka, córka Józefa i Elżbiety. Wpis nr 16 z 1814 r. Czy to mogły być siostry? Obie córki Józefa i Elżbiety, jedna urodzona ok. 1778 r., druga ok. 1784 r.? 

Inna baza danych, BaSIA, Baza Systemu Indeksacji Archiwalnej, również z terenu Wielkopolski, ciągnie tę historię nieco dalej. W parafii Kotłów, na płn. od parafii Mikstat, w 1822 r. odnotowano narodziny syna Macieja Sauera i Katarzyny z domu Wierzyckiej, Karola. Karol przychodzi na świat 30.10.1822 r.o godzinie 6-ej rano, miejscowość Kolonia Strzyżewska, jeszcze trochę na płn. od Kotłowa. A 3 lata później, w 1825 r. w tym samym miejscu umiera 1.11. 24-letnia Jadwiga Sauer, córka Macieja i Katarzyny z domu Wierzyckiej. Kilka dni wcześniej, 22.10., umiera córka Jadwigi, nowonarodzone dziecko. Taka to smutna historia, wydobyta z metryk. Czy Katarzyna była córką Józefa i Elżbiety nie jest pewne, była nią na pewno Marianna. 

.

Józef i Elżbieta Wierzyccy pojawią się w jeszcze innej bazie danych, Tekach Dworzaczka, Biblioteki Kórnickiej PAN. W parafii Wysocko, w Parczewie, w 1790 i 1792 r. odnotowano chrzest ich dzieci, 5.04.1790 r. córki Doroty, 18.07.1792 r. syna Aleksego Bonawentury. W pierwszym wpisie Józef i Elżbieta figurują jako pisarze dworu parczewskiego, w drugim chyba jako dyspozytorzy dworu parczewskiego. Ale to nie koniec wpisów w Tekach Dworzaczka.

Pod datą 18.04.1786 r. w parafii Wysocko znajduje się arcyciekawy wpis. Jest to mianowicie chrzest 5 Żydów w służbie Pawła Skórzewskiego, dziedzica Parczewa. Jest to przede wszystkim Józef, i tutaj nazwisko Wieczycki, jego brat Wojciech, syn Józefa - Filip, żona Józefa - Elżbieta oraz córka Józefa i Elżbiety - Katarzyna. Czyżbyśmy mieli Katarzynę, późniejszą Sauer? Całkiem możliwe, Wysocko i Mikstat to dość bliskie odległości. Dlaczego Dworzaczek zanotował nazwisko w formie Wieczycki? Być może takie było, ale szybko uległo zmianie, a może Dworzaczek się pomylił. W każdym razie wpis o chrzcie 5 Żydów jest absolutnie pierwsza klasa, wymienieni są dla każdego rodzice chrzestni, musiała być to bardzo podniosła uroczystość.

Marianna Wierzycka, córka Józefa i Elżbiety, przychodzi na świat 18.03.1787 r., w Zmyślonej, nie w Parczewie, czyli rok po przyjęciu chrztu przez rodziców, tutaj wiek w momencie ślubu był jednak zawyżony (nie miała 30 lat). Ale możemy powiedzieć, że obie panny Wierzyckie zostały rozszyfrowane, mamy je i mamy ich bardzo ciekawych rodziców. Józef i Elżbieta musieli być młodzi, skoro ich dzieci rodziły się przed i po chrzcie rodziców. Ile w sumie przyszło ich na świat i gdzie?

Oczywiście intryguje nas pytanie - czy nasi Wierzyccy mogą mieć coś wspólnego z tym towarzystwem i chociaż na razie nic na to nie wskazuje, zupełnie inne okolice, ale przecież możliwe jest wszystko i niczego nie należy z góry wykluczyć. A historia na pewno ciekawa, nawet bardzo.

 

____

Teki Dworzaczka:

http://teki.bkpan.poznan.pl/index_regesty.html

Poznań Project:

http://poznan-project.psnc.pl

BaSIA:

http://www.basia.famula.pl

 

.


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (2) | dodaj komentarz

Jan Lach z Kinik

piątek, 09 czerwca 2017 22:23

 

Jan Lach z Kinik, ojciec Anny, żony Pawła Ziemaka Rościszewskiego, jest jak najbardziej postacią historyczną. Może należałoby napisać Kinicki, już bowiem zaczęły kształtować się nazwiska. 85+93, tyle osób tego nazwiska mieszka obecnie w Polsce, głównie w powiecie ciechanowskim. Kiniki leżą zaś w powiecie płońskim, w gminie Raciąż, to obecne podziały administracyjne. Jan Lach z Kinik, żyjący na przełomie XV i XVI w. był synem Mikołaja Niemierzy, kasztelana raciąskiego, sam był kasztelanem sierpskim, czyli całkiem wysokie urzędy w I RP, jeszcze w średniowieczu. Odważni rycerze osiedli na włościach, Kiniccy są herbu Prawdzic (herb z wizerunkiem lwa).

"Słownik historyczno-geograficzny ziem polskich w średniowieczu" uwzględnia Kiniki (przyznam, że do wczoraj nie wiedziałam o takiej miejscowości, chyba nawet nie wiedziałam o Raciążu). Kiniki leżą na wschód od Raciąża, dość blisko, a Raciąż to kiedyś bardzo ważne miasto. Ale nas interesują w tej chwili nie tyle same Kiniki, co Jan Lach z Kinik, ojciec najstarszej żony Rościszewskiej, Anny. Mamy bowiem najstarszą Rościszewską, z domu Kinicką i okolice Raciąża, kolejne nazwisko i kolejne miejsca na mapie.

.

Czego dowiemy się ze "Słownika", który zebrał najstarsze dostępne dokumenty?

W 1472 r. Jan Lach z Kinik i Adam Wilkanowski starosta bratiański dzielą między siebie wieś Rzewin. W 1474 r. Jan Lach z Kinik jest kwitowany z zadośćuczynienia za własność w Rzewinie i Grochowarsku, 100 kóp groszy otrzymują od niego Anna z mężem Piotrem. W 1488 r. Jan Lach z Kinik procesuje się o łąkę z Adamem Wilkanowskim, dziedzicem Grochowarska, a konkretnie procesuje się o zajęcie wozu na łące. W 1489 r. Jan i Adam dzielą między siebie trzecią część Rzewina, która im przypadła po śmierci Doroty. Jan otrzymuje na skutek tego podziału część "od ogrodzenia do Galomina, wielkości 4 włók, karczmę stojącą u wejścia na most z karczmarzem Wissetą i drugą karczmę naprzeciw Galomina z karczmarzem Bartkiem". Piękne, cokolwiek to znaczy. To Rzewin  nie Kiniki (jego główne włości).

W 1494 r. Jan Lach z Kinik z żoną Dorotą odpisują córce Katarzynie dobra Rzewin, Kiniki i Wolę Grochowarską, które zapisują synom: Mikołajowi, Dobiesławowi i Rosłańcowi, z warunkiem wyposażenia sióstr: Małgorzaty, Doroty i Barbary. W 1501 r. Mikołaj, Dobiesław i Rosłan procesują się z kapłanami z Raciąża o sumę 19 kóp groszy zdeponowanych przez ich matkę owym kapłanom na pobożne cele (czyżby chcieli je odzyskać, a może uznali, że na cel pobożny jest to suma zbyt duża albo cel pobożny nie został przez kapłanów spełniony?). W 1519 r. Rosłan zostaje skazany (razem z innymi szlachcicami i kmieciami) na karę 30 florenów za porwanie panny. Bracia naszej Anny, najstarszej żony Rościszewskiej, dzięki takim czynom zostali bardziej w historii odnotowani, warto było być kłótliwym i zadziornym. Sprawy sporne są ciekawsze niż nudne podziały dóbr, tych ostatnich w starych źródłach jest jednak najwięcej. Na przykład w 1526 r. zostaje zatwierdzony podział dóbr Grochowarsk, Rzewin i Kiniki, pomiędzy córki Jana Lacha z Kinik: Barbarę (żonę Mikołaja Rościszewskiego), Dorotę (żonę Piotra Lipskiego) oraz Annę, wdowę po Pawle Ziemaku Rościszewskim i Małgorzatę (żonę Tomasza Kosmaczewskiego). Wszystkie cztery: Barbara, Dorota, Anna (nasza) i Małgorzata, są siostrami zmarłego Dobiesława (po nim jest ten podział). Jeszcze w 1530 r. siostry otrzymują orzeczenie sądu asesorskiego, że są dziedziczkami wszelkich dóbr po bracie Dobiesławie.

.

Tych kilka sądowych faktów i rodzina Jana Lacha z Kinik, jest teraz dużo bardziej bliska, a nasza przodkini Anna dużo bardziej realna. A Kiniki, Grochowarsk i Rzewin trzeba będzie koniecznie odwiedzić, zwłaszcza Kiniki oczywiście, skoro od tego miejsca ukształtowało się nazwisko, które też jest "nasze". Nie wiem czy dobrze liczę, ale Anna Kinicka, żona Pawła Ziemaka Rościszewskiego, jest moją 11x prababcią.

.

.

_____________________________

"Słownik historyczno-geograficzny ziem polskich w średniowieczu"

i hasło "Kiniki"

http://www.slownik.ihpan.edu.pl/search.php?id=13458&q=Kiniki&d=0&t=0

 


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Żony "naszych" Rościszewskich

czwartek, 08 czerwca 2017 21:10

Skoro już tyle mówimy o Rościszewskich, a okazja ku temu nie byle jaka, jak wiadomo (kościółek z Brzeźna koło Lipna stoi już w skansenie w Kłóbce), to może skupmy się jeszcze na małżonkach Rościszewskich. Jakie nasi Rościszewscy brali sobie żony, skąd? Każda żona to przecież kolejne nazwisko w głąb i drzewo nam się rozrasta.

.

Pierwszym "naszym" Rościszewskim jest Gustaw, urodzony w 1834 r. w Mysłakowie, parafia Ligowo, ojciec Marianny Antoniny, prababci. Gustaw za żonę bierze sobie Anielę Umińską. Szukałam tego ślubu całkowicie po omacku, odnalazł się w Archiwum Diecezjalnym w Toruniu przypadkiem. Parafia Bobrowo. Aniela Umińska tam przyszła na świat, z matki Marianny Kiełczewskiej, żony Erazma Umińskiego. Czyli pierwsza nasza "Rościszewska" żona to Umińska i Ziemia Michałowska (nie Chełmińska i nie Dobrzyńska, pomiędzy).

Ojciec Gustawa, Marceli Rościszewski, bierze sobie za żonę Antoninę Ostrowską.  Ślub ma miejsce 12.03.1822 r. w parafii Ruże, a miejscowość to Wojnowo. Okolice Golubia-Dobrzynia, na płn. od :Lipna, czyli Ziemia Dobrzyńska. Tutaj nie znamy dalszych nazwisk w głąb, Ostrowski to bardzo popularne nazwisko, ale trzeba pamiętać, że poszukujemy matki Antoniny, jak była z domu.

Ojcem Marcelego był Rajmund, dopiero co opisywany mąż Urszuli Zaborowskiej. Ślub na miejsce  w parafii Krysk, 12.01.1778 r., a Urszula to urodzona w parafi Kroczewo 28.10.1760 r. córka Ludwika i Justyny. Co ciekawe z sumariusza wynika, że miała siostrę tego samego imienia urodzoną w 1774 r., raczej na pewno błąd, zapewne siostra miała inne imię. Krysk, Kroczewo, zupełnie nowe okolice, powiedzielibyśmy, że zdecydowanie bardziej mazowieckie, Krysk na płd. od Płońska, a Kroczewo rzut beretem od Modlina. To Urszula Zaborowska, a jej matka Justyna? Znamy tylko imię, Justyna, nie znamy jeszcze nazwiska.

Kolej na ojca Rajmunda, Jakuba Rościszewskiego i jego drugą żonę Anielę Węgierską, córkę Marcjana, ślub w 1747 r. Tutaj jesteśmy już bardzo głęboko, ale nic o Węgierskich nie wiemy, to informacja z książki Łempickiego. Tyle, że są miejscowości Węgra na Mazowszu. Coś głębiej? Łempicki podaje jeszcze żonę ojca Jakuba, Seweryna Rościszewskiego, była nią Marianna Orłowska, czyli kolejne nazwisko w głąb, córka Zygmunta. Ojcem Seweryna był Franciszek (ten który kupił Brzeźno), ożenił się on z Anną Bromirską, córką Krzysztofa, która zmarła w 1733 r. Całkiem nieźle, jest kolejne nazwisko żony Rościszewskiej, Bromirska. Możemy zejść z żonami jeszcze głębiej, wszystko to dzięki Łempickiemu, chociaż informacje wymagają na pewno weryfikacji. Żoną ojca Franciszka, Tomasza Rościszewskiego, była Zofia Wilewska, córka Feliksa. Ojcem Tomasza był również Tomasz, żonaty z Anną Koziebrodzką (małżeństwo w 1612 r.). Ojciec Tomasza to Jan Rościszewski, jego żoną, ale nie wiadomo czy jedyną, była Anna, córka Jana z Rogienic (czyżbyśmy wkroczyli w okres przednazwiskowy?). Ojcem Jana był Paweł Ziemak, jako rzecze Łempicki, ożeniony w 1494 r. z Anną, córką Jana Lacha z Kinik (?). No i mamy wreszcie Ziemaka, ojca Pawła Ziemaka, o jego żonie nic niestety nie wiemy. Nie całkiem nic, znamy rodową legendę, z którą nie zgadzają się jednak historycy, otóż legenda ta rzecze, że żoną Ziemaka mogła być Barbara, córka Siemowita IV, tak, mazowieckiego księcia i Aleksandry Olgierdówny. Trochę szkoda, że historycy przekonują, że należy to między bajki włożyć.

.

Czyli żon naliczyliśmy sporo, oto jeszcze raz te nazwiska: Umińska, Ostrowska, Zaborowska, Węgierska, Orłowska, Bromirska, Wilewska, Koziebrodzka i tutaj kończą się nazwiska. Wcześniej jeszcze córka Jana z Rogienic i córka Jana Lacha z Kinik.

.

.


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (1) | dodaj komentarz

Dzieci Urszuli i Rajmunda

czwartek, 01 czerwca 2017 13:27

Rajmund Rościszewski przyciąga teraz uwagę, ponieważ to on, 4xpradziadek, fundował kaplicę w Brzeźnie, zapisał na nią pieniądze. Pytanie - w jakiej to było intencji jest ciekawe, ale chyba nie jest możliwe znalezienie na nie odpowiedzi, chociaż zapewne w tamtym czasie była ona znana. Jakieś osobiste okoliczności czy sprawy państwowe? Bez okazji? To ostatnie raczej jest wątpliwe, znając mentalność ludzi w tamtym czasie i w ogóle ludzką mentalność, intencja zapewne była.

Może spójrzmy na sytuację rodzinną Rajmunda, zakładając, że intencja była osobista.

Ojciec Rajmunda, Jakub Rościszewski, zmarł w 1762 r., taką informację podaje Jerzy Łempicki, także taką, że Jakub został pochowany na terenie kościoła oo.bernardynów w Skępem. Być może jest to informacja z tablicy w tamtym kościele, potem sprawdzę, sfotografowałam przecież całą tę tablicę. Ale dzisiaj mamy dostępne także inne źródło informacji - sumariusz z ksiąg kościoła parafialnego w Kikole, sporządzony w 1854 r., czyli na podstawie informacji metrykalnych, dostępnych jeszcze w połowie XIX w. Te powinny być najbardziej dokładne, bardziej niż inne świadectwa, o pochówku, czy o podziale dóbr. Sumariusz podaje datę śmierci Jakuba w dniu 12.10.1761 r., z tym, że nie mamy pewności, że to ten Jakub, to tylko sumariusz. Załóżmy jednak, że ten. Do fundacji kościoła jest jeszcze wiele lat (w 1786 r.), tak, że ze śmiercią rodzica nie może mieć to raczej nic wspólnego. Rajmund przyszedł na świat 31.08.1754 r. (a może jest to data chrztu?), w każdym razie w 1761-1762 r. był malutkim dzieckiem. A matka? Aniela z Węgierskich (córka miecznika ziemi wschowskiej, Marcjana Węgierskiego)? Trzeba szukać w sumariuszu daty śmierci Anieli, ale ponieważ to tylko sumariusz, może nie szukajmy, mała jest bowiem pewność, że to Aniela Rościszewska zmarła 20.01.1756 r., ale gdyby tak było, to Rajmund szybko zostałby sierotą (ale może to inna Aniela).

O małżeństwie Rajmunda wiemy tylko od Łempickiego, że ślub Rajmunda z Urszulą Zaborowską, córką Ludwika, miał miejsce w 1778 r., pan młody 24-letni, w sam raz. Ale nie wiemy jeszcze gdzie to było, zapewne w parafii panny młodej (jaka?). Urszula umiera 22.05.1799 r. i pochowana jest w Skępem, pamiętam ten napis na tablicy, imię dość rzadkie w tamtym czasie, było wiadomo, że tylko jej może dotyczyć, sumariusz to potwierdza. Czyli ponad 20 lat w małżeństwie z Rajmundem.

Ślub i co dalej? Dalej rodzą się tej parze dzieci. Sumariusz wyłapuje je bezbłędnie, o ile nie było żadnych przeprowadzek z Brzeźna. Mogły być? Łempicki podaje, że Rajmund mieszkał w 1788 r. w Rzędzianach (?). Potem sprawdzę gdzie to i jaka tam była parafia, teoretycznie pierwsze dzieci po ślubie mogły się właśnie tam urodzić.

.

Co natomiast wynika z sumariusza, jakie on wymienia dzieci tej pary? Wymieńmy.

Barbara ur. 4.12.1782 r.

Jakub ur. 24.07.1788 r.

Cecylia ur. 27.08.1789 r.

Mikołaj ur. 6.12.1790 r.

Katarzyna ur. 24.11.1791 r.

Teresa ur. 22.08.1793 r.

Salomea ur. 30.10.1794 r.

Marceli ur. 31.10.1795 r. (3xpradziadek, ojciec Gustawa i dziadek prababci Marii)

Stefan ur. 26.12.1796 r.

Jan ur. 26.12.1797 r.

Aniela ur. 18.04.1799 r.

11-cioro dzieci wymienia sumariusz. Łempicki podaje 10, Aniela, najmłodsza to może Agnieszka, która, jak podaje Łempicki, wyszła za Sadowskiego, tutaj nawet znamy potomków, znaleźli nas w internecie, kuzyn jest także genealogiem-amatorem. Ale .. Łempicki podaje też Anielę, że zmarła przed 1840 r., czyli Agnieszka byłaby dodatkowo.  Łempicki podaje jeszcze Heliodora, nie ma go chyba w sumariuszu. Ale mamy z sumariusza jeszcze Barbarę, jako pierwszą córkę. W stosunku do dzieci z sumariusza parafii w Kikole Łempicki dodaje zatem Agnieszkę i Heliodora, a nie wspomina nic o Barbarze. O Teresie wie, że zmarła przed 1837 r., Cecylii, że zmarła przed 1856 r. (Merynosowa?). Łempicki nie mówi też o Stefanie i Janie, o których wiemy, że zmarli w dzieciństwie.

Z sumariusza mamy wiedzę o śmierci dwóch synów w bardzo wczesnym dzieciństwie, Stefan i Jan umierają w 1798 r. Zastanawiam się, czy to oni nie są tymi "bliźniakami", o których pozostał przekaz w rodzinie, że "zmarły na ospę" (tylko nie było wiadomo czyje to miały być dzieci, do jakiej rodziny ten przekaz przypisać). Stefan i Jan, jak wynika z sumariusza, nie były wcale bliźniakami, tylko urodzili się tego samego dnia rok w rok., ale zmarli obaj w 1798 r. (Stefan 20.02., Jan 11.06.). Może to te "bliźniaki" (chociaż nie bliźniaki, ale coś niewątpliwie jest na rzeczy), a może nie, sprawę na razie pozostawmy.

.

Czy jesteśmy chociaż o krok bliżej do znalezienia intencji fundowania przez Rajmunda Rościszewskiego kaplicy w Brzeźnie? Chyba nie, chociaż rok 1786 r. (data przekazania pieniędzy) to data pomiędzy narodzinami Barbary w 1782 r. (o której milczy Łempicki), a narodzinami Jakuba w 1788 r. 6 lat różnicy między dziećmi to w tym przypadku dużo, bo potem prawie "co rok to prorok". No ale wiemy, że była jeszcze Agnieszka, był Heliodor i praktycznie mogło być to tylko na początku, gdzieś pomiędzy ślubem w 1778 r. i narodzinami Jakuba w 1788 r., wtedy kiedy urodziła się Barbara. Czyli dzieci rodziły się często. Ponieważ Łempicki nie wymienia Barbary, powinniśmy mieć to na uwadze, że coś się tutaj kryje, może śmierć dziecka? Nie wymienia przecież także dwóch chłopców, którzy szybko zmarli. 

A może "intencja" związana była jakoś z przeprowadzką do Brzeźna (skoro w 1788 r. mieszkał w Rzędzianach)? Kiedyś już pisaliśmy, że w 1781 r. Rajmund sprzedaje Rękawczyno (które nabył jego ojciec Jakub), bo potrzebuje pieniędzy na posagi dla sióstr i może wtedy, z tego co mu pozostało przekazał pieniądze na kaplicę w Brzeźnie? I żadnej szczególnej tajemniczej intencji nie było? A może była? Na przykład intencja żeby zdrowo rodziły się dzieci, związana być może z pierwszym dzieckiem, Barbarą.

.

___

Tekst napisany 1.06.2017 r., w Dniu Dziecka. Czy udało nam się je dokładnie policzyć, wszystkie dzieci Urszuli i Rajmunda? Zapewne nie, sumariusz niestety czasami podaje daty niemożliwe, a może myli się co do osób. Ale korzystamy z kopii sumariusza, z zasobów udostępnionych przez Mormonów, trzeba to zwerfikować z oryginałem, który nie jest już tak łatwo dostępny (chociaż także mają go Mormoni). Problem jest z Anielą, urodzoną jako córka Rajmunda i Urszuli 16.09.1799 r., co nie jest możliwe, skoro matka zmarła już w maju, a poza tym poprzednią Anielę urodziła 18.04.1799 r. Jest jeszcze jedna Aniela, córka Rajmunda i Urszuli, zmarła 14.06.1783 r., czyli będąca na pewno jednym z pierwszych dzieci, jeżeli to prawdziwa informacja. Tak, że nie ma łatwo, trzeba mieć na uwadze, że dzieci Urszuli i Rajmunda trzeba zweryfikować.

Ciekawa jest informacja, że Rajmund w 1788 r. mieszkał w Rzędzianach. Znamy tylko jedne Rzędziany, trochę daleko od Brzeźna.

 

.

 


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Rościszewscy, przodkowie Marii z Rościszewskich

poniedziałek, 22 maja 2017 18:29

 

Żeby się nie pogubić, "ściąga", przodkowie Rościszewscy prababci Marii z Rościszewskich, od XIV w., czyli przez 6 stuleci:

 

Dadźbóg - wojewoda płocki od 1349 r.

Gotard - otrzymał od księcia mazowieckiego dobra w Rościszewie

Adam z Życka - kasztelan gostyniński, posiadał dobra pod Gąbinem i w Rościszewie

Ziemak - główny dziedzic dóbr rościszewskich, zapoczątkował nazwisko Rościszewski

Stanisław - przeprowadził z bratem podział dóbr w charakterystyczny sposób

Adam - zmarł ok. 1535 r. 

Jan - osiedlił się w Skrwilnie

Tomasz - dziedzic części w Chrapuni i w Skrwilnie, zmarł ok. 1640 r.

Tomasz - dziedzic dóbr w Goszczku i w Pączkowie, zmarł przed 1660 r.

Franciszek -  podwojewodzi dobrzyński, w 1690 r. nabył Brzeźno pod Lipnem

Seweryn - w 1708 r. otrzymał  Brzeźno, żonaty z córką wicewojewody dobrzyńskiego

Jakub - wicewojewoda dobrzyński, wójtostwo Starkowiec pod Nieszawą z młynem i przewozem, skarbnik, łowczy dobrzyński

Rajmund  - w 1786 r. fundował kaplicę w Brzeźnie

Marceli - spłacony przez braci z Brzeźna, burmistrz w Różanie, Skępem i w Płońsku

Gustaw Rościszewski - prapradziadek, ur. w 1834 r.

Maria z Rościszewskich Wierzycka - prababcia

.

_______________

Wszystkie informacje na podstawie książki Jerzego Łempickiego "Herbarz szlachty powiatu sierpeckiego", Sierpc, 2008 r.

Wymagają weryfikacji na podstawie m.in. dostępnych metryk, wszelkie przetasowania są zatem jeszcze możliwe.

.

 

 

 


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Rościszewo - klucz dóbr

niedziela, 21 maja 2017 13:06

 

Historia rodu Rościszewskich ściśle wiąże się z kluczem dóbr otrzymanych od księcia mazowieckiego pod koniec XIV w. Miał je otrzymać Gotard z Życka (Życk pod Gąbinem). Ale to nie początek dziejów rodu. Rościszewscy, jak pisze Łempicki, posiadają znanego historycznego przodka, był nim Ziemak h. Junosza, kasztelan ciechanowski w 1295 r. i w 1301 r. wojewoda płocki. Protoplasta rodu przybył na Mazowsze prawdopodobnie jeszcze wcześniej, za czasów Konrada Mazowieckiego. Skąd? Chyba z Niemiec, ze Śląska. Kolejnym znanym historycznie Rościszewskim był Dadźbóg, syn lub wnuk wojewody płockiego Ziemaka, Był on podkomorzym płockim (1343), a w 1349 r. wojewodą płockim. Za czasów Kazimierza Wielkiego był także starostą płockim. Zginął zamordowany, ach te okrutne średniowieczne dzieje. To on miał między innymi syna Gotarda, który był sędzią płockim, otrzymał olbrzymi klucz dóbr w Rościszewie od księcia mazowieckiego. Olbrzymi, liczący ok. 20.000 ha, chociaż leżący na uboczu i w ponad 80% zalesiony. Synem Gotarda był m.in. Adam, kasztelan gostyniński.

Kolejnym znanym historycznie Rościszewskim był znowu Ziemak (imię rodzinne), pod koniec XV w. łowczy i cześnik płocki, główny dziedzic dóbr w Rościszewie, pierwszy zaczął używać nazwiska Rościszewski. Powiększył on jeszcze nadane wcześniej dobra. Łempicki podaje, że klucz dóbr za Adama z Życka (I poł. XV w.) obejmował: Rościszewo, Borowo, Grąbiec, Kownatki, Chrapunię, Gorzewo, Polik, Lipniki, Wrześnię, Stopino i Czachorowy. Ziemak powiększył te dobra o nowe posiadłości od zachodu: Skrwilno, Szczawno, Rudę, Pietrzyk, Mościska, Czarną i Zembrzycę. Cztery ostatnie, jak pisze Łempicki, zostały prawdopodobnie założone przez Ziemaka.

To był naprawdę bardzo duży obszar, powtórzmy jeszcze raz: Rościszewo, Borowo, Grąbiec, Kownatki, Chrapunia, Gorzewo, Polik, Lipniki, Września, Stopino, Czachorowy oraz Skrwilno, Szczawno, Ruda, Pietrzyk, Mościska, Czarna i Zembrzyca.

.

Synowie Ziemaka, Stanisław i Paweł Ziemak, wpadli na iście szatański plan i podzielili .. po połowie wszystkie większe wsie swojego dziedzictwa. Zaowocowało to tym, że aż do XVIII w. w każdej z tych wsi było co najmniej dwóch dziedziców Rościszewskich, pochodzących z dwóch różnych linii, od Stanisława i od Pawła Ziemaka. Prawie nie chce się wierzyć, my jesteśmy od Stanisława. Od początku tego podziału Skrwilno było przy potomkach Stanisława..

Główny podział utrwalił się przy potomkach Stanisława i Pawła Ziemaka. Łempicki określił to literami. Potomkowie Stanisława to linia A i B (my jesteśmy B, jak potomkowie syna Stanisława - Adama). A potomkowie Pawła Ziemaka to linie określane jako C, D, E i F. 

.

Nasza linia "B", była główną linią określaną jako "z Rościszewa". Z linią "F" dzieliliśmy po połowie Rościszewo i Ostrów. A z linią "E" dzieliliśmy: Chrapunię, Boguszowiec, Skrwilno, Szczawno, Pietrzyk, Mościska, Czarną i Zembrzycę. Trochę to skomplikowane. Każde kolejne pokolenie to nowe podziały, do tego małżeństwa, często przecież niejedno, naprawdę można się pogubić, co było "nasze" i kiedy było. Łempicki podaje, że Adam, syn Stanisława, był dziedzicem dóbr w Chrapuni, Skrwilnie, Boguszewcu, Szczawnie i Rudzie oraz połowy Rościszewa, Kownatek, Glinek i młyna w Koskach (w 1555 r. dokonano podziału jego dziedzictwa, chociaż zmarł długo przed 1545 r.). 

W tym miejscu może będzie zasadne wspomnieć, które z tych dóbr przetrwały przy "naszych" najdłużej. Synem Adama był m.in. Jan, nasz przodek, razem z bratem Wojciechem otrzymał dobra w Chrapuni, Skrwilnie, Boguszewcu, Szczawnie i Rudzie, był też dziedzicem Zambrzycy. Osiedlił się w Skrwilnie i pisał się z tej wsi właśnie, czyli Skrwilno jest istotne. Jego synem był m.in. Tomasz, nasz przodek, otrzymał on po ojcu części w Chrapuni (podział w 1612 r.), był też dziedzicem części w Skrwilnie. Zmarł ok. 1640 r. Czyli Chrapunia i Skrwilno, ale także części w Rościszewie. Ze skomplikowanej mozaiki wynika, że z tymi dobrami mieliśmy najdłużej ścisłe związki. Czyli te trzeba przede wszystkim odwiedzić.

.

A Brzeźno? Brzeźno nabył dopiero Franciszek, praprawnuk Adama, prawnuk Jana, wnuk Tomasza i syn Tomasza (jak ktoś jeszcze nadąża) i od tej pory nasi będą głównie w Brzeźnie. "Wycieczka" powinna obejmować zatem koniecznie Rościszewo, także Skrwilno i Chrapunię oraz oczywiście Brzeźno, które było ostatnie, ale co wyraźnie trzeba zaznaczyć, nie należało do głównego klucza dóbr Rościszewskich.. Do dzisiaj tylko Chrapunia zmieniła nazwę i trudno odszukać ją na mapie, ale jest. Rościszewo jest siedzibą dużej gminy, również Skrwilno jest dość dużą gminą. Duże, bo i majątek to był duży, ale dawno, bardzo dawno temu. Gdzie? Pogranicze ziemi płockiej i ziemi dobrzyńskiej.

.

.


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Potomkowie Seweryna Rościszewskiego z Brzeźna

niedziela, 21 maja 2017 11:03

 

Synowie Seweryna Rościszewskiego, syna Franciszka, są jeszcze bardziej "z Brzeźna", skoro ojciec przejął te dobra. Seweryn zmarł młodo, w 1709 r. kiedy dzieci były jeszcze małoletnie, a nasz bezpośredni przodek, Jakub, był wówczas ledwie 1-rocznym dzieckiem. Seweryn zdążył spłodzić 4 synów: Wawrzyńca, Szymona, Jakuba i Pawła. Wawrzyniec byl podstolim ziemi dobrzyńskiej i podkomorzym ziemi płockiej, miał jednego syna, który wybrał karierę zakonną. Szymon mógł umrzeć jako dziecko. Następny w kolejności jest nasz Jakub. Jakub Rościszewski był chorążym gwardii JKM-ci, w 1733 r., ale najwyraźniej tę karierę zarzucił na rzecz kariery bardziej lokalnej. W 1743 r. był wicewojewodą dobrzyńskim (do 1760 r.). W 1754 r. król nadał mu wójtostwo Starkowiec pod Nieszawą z młynem i przewozem. W 1758 r. został skarbnikiem, a w 1761 r. łowczym dobrzyńskim, zmarł w 1762 r., zostawiając liczne córki i jednego syna, naszego przodka, Rajmunda. Rajmund Rościszewski od 1778 r. był wojskim rypińskim, jako asesor sejmiku ziemi dobrzyńskiej podpisał instrukcję daną przez sejmik na sejm. W 1790 r. został wojskim większym rypińskim i asesorem sejmiku z powiatu rypińskiego. Sytuacja polityczna w kraju (a było juz dawno po I rozbiorze przecież) zaczynała się zaostrzać. W 1792 r. przystąpił do konfederacji targowickiej, Łempicki pisze, że akces do konfederacji był przez wkraczającą armię rosyjską na terenie województwa płockiego wymuszany. Ach, ta polityka! Jak wiadomo w kilku następnych latach skończyła się I Rzeczypospolita i to na ponad 120 lat!

.

Następne pokolenie Rościszewskich z Brzeźna, to już czas zaborów, czyli kariery publiczne już nie takie. Czar I Rzeczypospolitej prysł, polska szlachta przestała rządzić państwem. To coś więcej niż przegrane wybory, które w tamtych czasach nie były przecież demokratyczne. Temat co naprawdę stało się w XVIII w. w Polsce wciąż intryguje historyków, jednego jesteśmy jednak pewni, że następne pokolenia, tej niegdyś klasy rządzącej, zupełnie nie potrafiły się pozbierać, znaleźć dla siebie miejsca, itp. Zupełnie inaczej patrzy się na te czasy z dzisiejszej perspektywy, a inaczej wyglądało to tam, w tamtym czasie, na miejscu. Rajmund miał 4 synów: Jakuba, Mikołaja, Heliodora i Marcelego (nasz). O działalności politycznej Jakuba właściwie nic nie wiadomo, ale trudno też sobie wyobrazić jaka to mogła być działalność, raczej gospodarzył w Brzeźnie. Był sędzią pokoju powiatu lipnowskiego, zmarł przed 1853 r., Brzeźno przejął jego syn Antoni, a po jego śmierci, w 1873 r. jego żona i dzieci (miał też synów), w latach 1880/1881 Brzeźno zostało sprzedane. Jakie były dalsze losy synów Antoniego, Ignacego-Mariana i Jana-Jakuba, nie wiadomo.

O Mikołaju, kolejnym synu Rajmunda, nic nie wiemy. Trzeci syn Rajmunda, Heliodor, obrał karierę wojskową, w 1809 r. awansował z podporucznika 10 pułku piechoty Księstwa Warszawskiego na porucznika, a w 1810 r. na kapitana, zmarł w 1841 r. Jego synowie, Marian-Józef-Marceli i Aleksander wylegitymowali się ze szlachectwa w Heroldii Królestwa Polskiego, podobnie jak nasz Marceli Rościszewski, najmłodszy syn Rajmunda.

Marceli jest naszym bezpośrednim przodkiem, ale mało mamy o nim informacji, które dopiero powoli zaczynają się pojawiać (w ramach udostępniania kolejnych archiwaliów). Łempicki pisze, że był burmistrzem w Różanie (1858) i w Skępem, a w 1862 r. burmistrzem w Płońsku.Czyli dość wysoki szczebel kariery urzędniczej w strukturach Królestwa Polskiego. Zmarł w 1866 r., jak podaje Łempicki. W Brzeźnie nigdy nie gospodarzył, gdyż w 1816 r. został spłacony przez braci i "poszedł w świat" (zdaje się, że po nauki do Płocka). Postać nadal tajemnicza, miał dużo dzieci, ale głównie córki. O męskim potomku Marcelego, który doczekał się potomków wiemy tylko jednym - to nasz Gustaw, ur. w 1834 r. w parafii Ligowo pod Sierpcem. Chyba nigdy nie zapomnę chwili, w której odnalazłam ten akt urodzenia w archiwum w Płocku. I natychmiast w drodze powrotnej wstapiłam do Sierpca, kupić książkę Jerzego Łempickiego ("Herbarz szlachty powiatu sierpeckiego"). Wcześniej czułam się uzurpatorem "szlachectwa", Gustawa nie było w książce Łempickiego przecież, na szczęście był tam Marceli. Ale i tak jeszcze bardzo daleko do pełnego obrazu, oj bardzo. Na szczęście są archiwa, w Warszawie i niedaleko Warszawy, są i czekają na odkrycie. Ale miało być o karierach publicznych potomków Seweryna Rościszewskiego.

Skoro o karierach publicznych potomków Seweryna Rościszewskiego z Brzeźna mowa, to koniecznie trzeba wymienić wnuka Gustawa Rościszewskiego - Witolda, syna Karola Rościszewskiego. To duża i odrębna karta, było już o nim nie raz (na blogu), zginął w czasie II wojny światowej, był dość poważnym politykiem w latach 30-tych II RP i w strukturach Polski Podziemnej podczas II wojny światowej, chyba najbardziej znaczący publicznie w miarę współczesny Rościszewski.

.

Został nam jeszcze jeden syn Seweryna, Paweł. Cofamy się zatem do XVIII w. Był on łowczym ziemi dobrzyńskiej, taki tytuł dzierżył w 1741 r. Jeden z synów Pawła, Ignacy, obrał karierę zakonną w strukturach jezuitów, pisałam już o tym, bardzo ciekawa postać, wykształcony, był profesorem filozofii i teologii, w Piotrkowie, Kaliszu i w Krakowie, a po kasacie zakonu wrócił na rodzinne ziemie i był tutaj proboszczem. Też kariera publiczna w pewien sposób, mimo, że osoba duchowna. Był proboszczem w Orszymowie i w Rościszewie, a potem kanonikiem płockim. Drugi syn Pawła, Stanisław, był jak ojciec łowczym dobrzyńskim, a następnie podczaszym rypińskim (1776-1781). Wspominaliśmy już, że jego syn Ignacy był ostatnim z Rościszewskich w Rościszewie, na początku XIX w. (że posiadał tam jakieś części), to także ważna informacja. Linia "z Brzeźna" była ważną linią Rościszewskich, co ze zdumieniem odkryłam, takie "zamknięcie drzwi", jak cząstka Ignacego w Rościszewie, też się liczy.

A zaczęło się wszystko pod koniec XIV w., kiedy to protoplasta Rościszewskich, Gotard z Życka, otrzymał od księcia Siemowita duży kompleks dóbr w Rościszewie. Wtedy zaczęła się HISTORIA.

.

.


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Rościszewscy z Brzeźna publicznie

niedziela, 21 maja 2017 10:58

 

Franciszek Rościszewski nabył prawa do Brzeźna w 1690 r., a zatem on i jego potomkowie, to powiedzmy "linia z Brzeźna". Co robili?

Prześledźmy ich kariery publiczne, polityczne, czy wojskowe, jak angażowali się w sprawy państwowe I RP w ostatnim stulecia istnienia państwa.

Sam Franciszek był podwojewodzim dobrzyńskim. W 1697 r. podpisał elekcję Augusta II, w 1703 r. był konsyliarzem konfederacji wielkopolskiej, a w 1714 r. został deputatem na Trybunał Koronny. Zmarł w 1718 r., pochowany w Skępem. Wśród jego synów jest nasz Seweryn, przejął Brzeźno, to on przejął Brzeźno (ale zmarł jeszcze przed śmiercią swojego ojca, czyli wcześnie). Brat Seweryna - Antoni był łowczym dobrzyńskim i angażował się w sprawy polityczne, Łempicki wspomina o kilku jego misjach, a także, że w 1733 r. opowiedział się za Stanisławem Leszczyńskim. Syn Antoniego - Konstanty był również łowczym dobrzyńskim, podobnie jak jego brat Antoni. Inny brat Seweryna - Franciszek, był pisarzem grodzkim kowalskim (w 1718 r.), a w 1725 r. podwojewodzim dobrzyńskim i surogatem sędziego grodzkiego inowrocławskiego. Z kolei inny brat Seweryna, Bartłomiej, był podstolim dobrzyńskim, a w 1731 r. został kasztelanem rypińskim, również opowiedział się w 1733 r. za Stanisławem Leszczyńskim.Jego syn Franciszek był podstolim dobrzyńskim i przejął po ojcu starostwo bobrownickie (miał je również Bartłomiej, początkowo jako dożywotnie). Był rotmistrzem powiatu rypińskiego, starostą bobrownickim i posłem na sejm konwokacyjny w 1733 r. Był także posłem na sejmy w 1730 i 1738 r. i posłem na sejm elekcyjny w 1733 r. Potem był podkomorzym dobrzyńskim, w 1741 r., zmarł w 1749 r. 

.

Następny brat Seweryna - Jan Zygmunt  też pełnił szereg politycznych funkcji. On i jego potomkowie. Jan Zygmunt był komornikiem granicznym i ziemskim wyszogodrodzkim oraz burgrabią grodzkim płockim. Był także sędzią grodzkim płockim i podpiskiem (?) ziemskim wyszogrodzkim. W roku 1715, 1721 i 1733 był deputatem do Trybunału Koronnego z województwa płockiego, a w 1717 r. wojskim wyszogrodzkim, w 1720 r. był zaś podpiskiem (?) grodzkim warszawskim. W 1725 r. był podczaszym i podstarościm wyszogrodzkim, a w 1731 r. sędzią grodzkim płockim. Jak widać działał dużo, podobnie jego synowie.

Józef był w 1733 r. posłem na sejm elekcyjny, był też cześnikiem dobrzyńskim w 1746 r. Mateusz-Hieronim opowiedział się w 1733 r. za Stanisławem Leszczyńskim, był podobno również chorążym zawkrzańskim. Kolejny syn Jana-Zygmunta, Franciszek-Ignacy, był podstolim dobrzyńskim, stronnikiem Stanisława Leszczyńskiego. W 1746 r. był on pisarzem ziemskim płockim i deputatem wojewódzkim do Trybunału Koronnego. W 1752 r. był on posłem na sejm grodzieński, a w 1757 r. został sędzią ziemskim płockim. W latach 1760 i 1762  był także posłem na sejm. W 1764 r. był posłem na sejm konwokacyjny i podpisał elekcję Stanisława Augusta w tymże roku. Potem również był stronnikiem ostatniego polskiego króla, został kasztelanem sierpeckim (w 1777 r.).

Jego syn, Franciszek vel Kajetan, również działał politycznie, w co wciągnął go ojciec odstępując mu deputactwo do trybunału koronnego (w 1754 r.). W latach 1785-1787 był komornikiem i sędzią ziemskim płockim. Franciszek Ignacy miał także syna Jana, on również podpisał elekcję Stanisława Augusta, a ponadto był (1774) gwardzistą królewskim, kapitanem gwardii królewskiej oraz wojskim większym płockim i podczaszym raciąskim (to w 1782 r.).W 1788 r. Jan był posłem na Sejm Czteroletni,  wkrótce chorążym sierpeckim, działał aktywnie na sejmie, ale potem wycofał się z działalności politycznej. Jego syn zaś, Józef-Euzebiusz prawdopodobnie angażował się w czasie powstania listopadowego, był dowódcą Gwardii Ruchomej Powstańczej obwodu płockiego w owym czasie. Także jego syn, Jan-Zygmunt-Julian angażował się w politykę, tym razem w czasie powstania styczniowego (w którym stracił rękę) i po powstaniu na emigracji.

Tak, synowie Jana-Zygmunta (który był, przypominamy, synem Franciszka Rościszewskiego, który w 1690 r. nabył Brzeźno) angażowali się wyraźnie w politykę. Także jego syn Tomasz, który w 1733 r. opowiedział się za Stanisławem Leszczyńskim. Był również regensem i wicepisarzem ziemi płockiej, w 1764 r. był podczaszym raciąskim i jako poseł na sejm z województwa płockiego opowiedział się za Stanisławem Augustem. Tomasz musiał być bardzo zamożnym człowiekiem (żona?), gdyż pożyczał duże sumy Czartoryskim. Syn Tomasza, Jan, był komornikiem ziemskim płockim, syn Karol skarbnikiem sierpeckim. Syn Ignacy był w 1790 r. komisarzem wojskowym ziemi wyszogrodzkiej i to jego syn Stanisław kontynuował karierę wojskową, wstąpił do pułku piechoty i w latach 1815-1830 był komendantem placu w Modlinie. Ostatni znany nam syn Jana-Zygmunta, Fabian, także udzielał się politycznie, w 1752 r. został podstolim dobrzyńskim, a w 1764 r. był posłem z ziemi dobrzyńskiej na sejm konwokacyjny.

.

Czy to wszystko? Nie wszystko, a synowie Seweryna? O tym już w następnej notce.

.

 

.

 


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Synowie Jana-Zygmunta Rościszewskiego, syna Franciszka

sobota, 20 maja 2017 18:07

Jesteśmy w trakcie poszukiwań męskich potomków Rościszewskich, "wspólników" do Brzeźna. Posucha straszna, na razie oprócz naszego "rodzynka", potomka brata Marianny Antoniny (prababci), czyli dalekiego potomka Rajmunda, który ufundował kaplicę w Brzeźnie, nikogo innego nie mamy, to znaczy nie jest nam wiadomo o żadnym innym "naszym" współcześnie żyjącym Rościszewskim.  A sprawa nagli, wczesną jesienią tego roku będzie poświęcenie kościółka, który został z Brzeźna przeniesiony do skansenu w Kłóbce i chcielibyśmy powiadomić o tym jak najszersze grono Rościszewskich. Miło byłoby odnaleźć kuzynów o tym nazwisku. Rajmund miał synów, prawda, ale nie mamy informacji o ich żyjącym do dzisiaj potomstwie, nikt taki się nie pojawił.

.

Teraz szukamy potomków Jana-Zygmunta, który był synem Franciszka Rościszewskiego, tego, który nabył Brzeźno, w 1690 r. (Franciszek).  Na szczęście Jan-Zygmunt miał 5 synów: Józefa, Mateusza-Hieronima, Franciszka-Ignacego, Tomasza i Fabiana. Niemożliwe, żeby nikt się nie znalazł, ciekawe jak daleko pociągnął sprawy Jerzy Łempicki w swojej książce (dalej czytamy tę książkę). O Józefie niewiele wiadomo o jego potomkach, nic nie wiadomo, prawdę mówiąc. Mateusz-Hieronim miał syna Teofila, który zmarł jako przed 1789 r., czy miał potomstwo nie wiadomo. Franciszek-Ignacy, kolejny syn Jana-Zygmunta, bardzo długa notka u Łempickiego, mam nadzieję, że przetrwało jego męskie potomstwo. Miał synów: Kajetana-Franciszka i Jana. Kajetan-Franciszek miał syna Aleksego. No i tutaj trafiamy na skandal, Aleksy miał syna Hamilkara, czy Hamilkar miał dzieci nie wiadomo, jest nadzieja, że były (?), ale Łempicki milczy, chociaż opowiada o życiu Hamilkara całkiem dużo.Zostawmy zatem Kajetana Franciszka i syna jego Aleksego oraz jego syna Hamilkara. Patrzmy w kierunku Jana Rościszewskiego, drugiego syna Franciszka-Ignacego, syna Jana-Zygmunta.

A zatem Jan Rościszewski, co nim wiadomo? Miał syna Józefa-Euzebiusza, który miał z kolei same córki. Czyli Franciszek-Ignacy nam odpadł. Pozostali jeszcze Tomasz i Fabian, synowie Jana-Zygmunta (który był synem Franiszka, który nabył Brzeźno). Tomasz Rościszewski oprócz licznych córek miał synów: Jana, Tomasza, Karola, Onufrego, Ignacego i Jacentego vel Jacka-Ludwika. Pięknie. Niemożliwe, żeby nie było nakiegoś Rościszewskiego do dzisiaj po Tomaszu, niemożliwe. Szukamy czy pisze coś o nich Łempicki. Dopiero Ignacy miał synów: Stanisława, Józefa i Ignacego. Stanisław związany z Modlinem, gdzie był komendantem, ale o jego potomstwie nic nie wiadomo. Podobnie jak Łempicki nic nie pisze o potomstwie jego braci. Został nam już tylko Fabian, jako ta ostatnia nadzieja, że Łempicki dotarł do jakiś potomków. Niestety nie ma.

.

Czyli?

To, że Łempicki nie pisze o potomkach nie znaczy, że ich nie było. Rościszewscy bardzo "wyfruwali z gniazda". Ale na razie bilans mamy taki, że trudno będzie odszukać żyjących Rościszewskich, męskich potomków Franciszka Rościszewskiego, który w 1690 r. nabył Brzeźno.

Już kiedyś przeprowadziłam ten wywód i nikogo nie odnalazłam (w książce), teraz zrobiłam to po raz drugi, on-line na piśmie i rezultat się potwierdza. Wierzę, że jednak byli i jeszcze się odnajdą. Możemy się także bardziej skupić na poszukiwaniu potomków Rajmunda, tego, który ufundował kaplicę.

__

Marianna (Maria) Antonina Rościszewska, zamężna Wierzycka, prababcia, miała dwóch braci, Erazma i Karola. Erazm miał jednego syna "Sławomira" (nam się wydaje, że był to Kazimierz Rościsław), którego dalszych losów nie znamy, coś stało się w czasie II wojny światowej, że po wojnie już żaden ślad po nim się nie pojawił. Karol miał dwóch synów, Witolda, który miał syna Michała, ten jako dziecko zginął w Powstaniu Warszawskim oraz drugiego syna po którym jest do dzisiaj męski potomek o tym nazwisku, nasz "rodzynek". Nie tracimy jednak nadziei, że ktoś jeszcze. Może Gustaw, ojciec Marianny, miał braci? A Marceli na pewno miał braci, choćby brata Jakuba, który najdłużej gospodarzył w Brzeźnie i miał synów, tyle, że nic o ich losach nie wiemy.

Bardzo to wszystko skomplikowane, aż się dziwię, że jeszcze nadążam. Ktoś może się zapytać - po co? Po to, że może nie być już innych męskich potomków i historię muszą odtwarzać "dziewczyny". A ja trochę zaniedbałam Rościszewskich, myśląc, że zrobi to facet.

.

Poza tym zwróciłam uwagę, że notka o Rościszewskich w Wikipedii wymienia wielu "naszych" Rościszewskich, angażowali się w życie polityczne, byli zatem w pewien sposób "wybitni", wybili się z tłumu szlachty piastując urzędy, gdyby mieli męskich potomków do dzisiaj byliby na pewno bardziej pamiętani, a tak, to "dziewczyny" muszą o nich pamiętać. Czyli na przykład ja, prawnuczka też dziewczyny, Marii Antoniny z Rościszewskich.

.

.


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Brzeźno Rościszewskich

sobota, 20 maja 2017 16:48

Kościółek z Brzeźna koło Lipna związany jest z jedną z linii Rościszewskich.To Rajmund Rościszewski, ojciec Marcelego, dziadek Gustawa i pradziadek Marii Antoniny (prababci) w 1786 r. zapisał pieniądze na kaplicę w Brzeźnie. Dlaczego? Fundacje tego typu nigdy nie były bez powodu, ale tutaj nie znamy akurat motywacji. Być może zostały mu pieniądze po sprzedaży Rękawczyna, takiej transakcji dokonał w 1781 r., a zmuszony był dokonać prawdopodobnie z powodu konieczności spłaty sióstr. A miał ich kilka: Honoratę, Agnieszkę, Magdalenę i drugą Agnieszkę (z dwóch żon). Był jedynym synem Jakuba Rościszewskiego, z tego co nam wiadomo, nie miał braci.Czyli? Czyli Rościszewscy "od kaplicy" to będą tylko potomkowie Rajmunda, rozumując ściśle.

Ale można by pod nich podciągnąć również innych Rościszewskich związanych z Brzeźnem. A więc potomków kuzynów Rajmunda, jego ojciec Jakub miał kilku braci: Wawrzyńca, Szymona i Pawła, z których prawdopodobnie Szymon zmarł jeszcze jako dziecko. Wawrzyniec związany był  z Brzeźnem, ponieważ wiemy, że w 1730 r. spłacił braci za Brzeźno i Komorowo, ale już w 1737 r. odstąpił Brzeźno i Komorowo bratu Jakubowi (ojcu Rajmunda). Wawrzyniec miał wiele córek i jednego syna Andrzeja, o którym wiemy, że wstąpił do zakonu. Czyli po Wawrzyńcu Rościszewskich nie będzie. A Paweł? Miał synów Ignacego i Stanisława. Ignacy wstąpił do zakonu jezuitów, był profesorem filozofii i teologii, a po kasacie zakonu jezuitów był proboszczem, między innymi w Rościszewie. Po X.Ignacym Rościszewskim oczywiście nie będzie Rościszewskich. Został nam Stanisław Rościszewski, syn Pawła, brata Jakuba. Stanisław miał wiele córek i jednego syna Ignacego.

Ignacy Rościszewski jako ostatni z Rościszewskich (wszystkich linii) posiadał jakieś części w Rościszewie, to ciekawa majątkowa informacja. Był ostatnim Rościszewskim z Rościszewa i tam mieszkał! Łempicki podaje przy nim ciekawą informację, że ożenił się z córką służących (?) o nazwisku Wareter, o jego dzieciach nic nie wiemy, Łempicki podaje, że był najprawdopodobniej bezdzietny. Ech... Marnie idzie z tymi poszukiwaniami Rościszewskich w głąb (chodzi o nazwisko). Rajmund miał siostry, jego ojciec Jakub miał co prawda braci, ale nie ma po nim prawdopodobnie do dzisiaj mężczyzn o tym nazwisku.

Dalej w głąb będzie ojciec Jakuba - Seweryn Rościszewski i jego bracia, synowie Franciszka Rościszewskiego. Jesteśmy już w wieku XVII-tym. Franciszek to ciekawa postać, on właśnie nabył prawa do Brzeźna, które wcześniej dzierżawił od Brzezińskiego (Brzeźno było Brzezińskich), nabycie praw do Brzeźna nastąpiło w 1690 r. Synowie Franciszka to obok naszego Seweryna także: Antoni, Franciszek, Barłomiej i Jan-Zygmunt. Uff, jest nadzieja, że dokopiemy się do jakiś Rościszewskich, "wspólników" do Brzeźna.

.

Antoni miał synów: Konstantego i Antoniego. Konstanty pozostawił co najmniej jednego syna, Władysława, o którym brak jednak informacji co dalej  (Łempicki ich nie podaje). A Antoni, syn Antoniego, wnuk Franciszka? Niestety Łempicki nie podaje informacji. Ale to tylko Antoni, mamy jeszcze innych synów Franciszka. Franciszek syn Franciszka, jak podaje Łempicki, był bezdzietny. A Bartłomiej, syn Franciszka? Ten miał syna Franciszka, niestety ten miał same córki. Cała nasza nadzieja w Janie-Zygmuncie, synu Franciszka, bracie Seweryna. 

Tutaj zaczyna wyglądać obiecująco, Łempicki poświęca mu dość długą notkę. Jan-Zygmunt przyszedł na świat jeszcze zanim Franciszek przejął Brzeźno, ale już był jego dzierżawcą, czyli mógł urodzić się w Brzeźnie i taki jego związek z tym miejscem, później już związków nie miał, gdyż to Seweryn przejął po ojcu Brzeźno. Czy miał dzieci? Czy Jan-Zygmunt miał dzieci, szukamy synów, bo interesuje nas nazwisko, czy mogło przetrwać nazwisko? Miał synów, Józefa, Mateusza-Hieronima, Franciszka-Ignacego, Tomasza i Fabiana. Czyli jest nadzieja, że oprócz obecnie żyjącego męskiego potomka Rajmunda (nasz rodzynek) mogą być również jacyś inni Rościszewscy, wspólnicy do Brzeźna. Dalszy ciąg w następnej notce. Na razie to tylko nadzieja.

.

_______

Wszystkie informacje na podstawie książki Jerzego Łempickiego "Herbarz szlachty powiatu sierpeckiego", Sierpc 2008 r.

.


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Brzeźno-Kłóbka, kolejne informacje o kościółku

czwartek, 18 maja 2017 21:01

Tym razem cytat ze strony internetowej Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku, z własnymi podkreśleniami i pogrubieniami:

 

"Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku otrzymało dotację z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację  zadania pn. Konserwacja XVIII wiecznych ołtarzy i ambony do wyposażenia kościoła z Brzeźna w Parku Etnograficznym w Kłóbce.  Przyznana w ramach Programu "Wspieranie działań muzealnych" dotacja, przy sfinansowaniu wkładu własnego przez Samorząd Województwa Kujawsko-Pomorskiego, umożliwi pełną aranżację wnętrza drewnianego kościoła, który w ubiegłym roku został przeniesiony z Brzeźna koło Lipna do Kujawsko-Dobrzyńskiego Parku Etnograficznego w Kłóbce (gmina Lubień Kujawski).

Kościół w Brzeźnie nie posiadał pełnego wyposażenia dlatego w programie, poza konserwacją dwóch ołtarzy zachowanych w jego wnętrzu, ujęto ambonę pochodzącą z drewnianego kościoła w Ostrowitem w gm. Lipno. Poddane konserwacji zabytki, będące unikatowymi przykładami wiejskiej snycerki barokowej i wczesnoklasycystycznej, zostaną uratowane dla przyszłych pokoleń, a umieszczone w odrestaurowanym wnętrzu świątyni na terenie skansenu, pełnić w nim będą funkcje poznawcze, edukacyjne i estetyczne. Udostępnienie kościoła,  jako pięknego przykładu ludowej architektury doby baroku, wzbogaci dobrzyński sektor wsi skansenowskiej w Kłóbce o nieistniejący w nim dotychczas zabytek sakralny, stanowiący istotne uzupełnienie obrazu tradycyjnej kultury wiejskiej. Prace konserwatorskie przy ołtarzach i ambonie będą realizowane w jednej z toruńskich pracowni i zakończą się we wrześniu b.r. Równolegle w pracowni konserwatorskiej włocławskiego muzeum trwają prace przy pozostałych zabytkach niezbędnych do pełnego wyposażenia kościoła.  

Realizacja zadania zakończy się na przełomie września i października br. poświeceniem kościoła i udostępnieniem jego wnętrz dla zwiedzających."

.

A zatem wybieramy się do Kłóbki pod koniec września lub na początku października. Trzeba zawiadomić potomków Rościszewskich z Brzeźna, że można przybyć do Kłóbki na uroczystości poświęcenia kościółka, druga taka okazja już się nie przydarzy.

.

Bardzo interesująca jest informacja, że do wnętrza kościółka trafi ambona z kościółka w Ostrowitem. Otóż z Ostrowitem związane były losy brata Marcelego Rościszewskiego (ojca naszego prapradziadka Gustawa) - Jakuba Rościszewskiego. Marceli spłacony przez braci "poszedł w świat", początkowo zdaje się do Płocka, a Jakub pozostał na majątku w Brzeźnie. Ostrowite być może za sprawą ożenku weszło w skład jego włości, nie wiem. W każdym razie w Ostrowitem miał 19 dymów, a w Brzeźnie 34 dymy, to informacja z 1825 r. podana przez Jerzego Łempickiego. W 1843 r. już nie był ich właścicielem (dług i licytacja), jak podaje Łempicki. Ale wszystko jedno, ambona, która teraz trafi do kościółka z Brzeźna być może też była w jakiś sposób "nasza", czyli Rościszewskich. Ciekawe, ciekawe. A może... jacyś potomkowie Jakuba zostaną przy okazji odnalezieni? Nie mamy jeszcze żadnych informacji o być może żyjących do dzisiaj jego potomkach. Łempicki podaje informacje o dzieciach Jakuba, ale czy wszystkich? Jakub Rościszewski, brat naszego Marcelego, miał córkę Salomeę i Leokadię oraz synów Antoniego, Ignacego i Henryka.

.


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Stece, Burdze

wtorek, 09 maja 2017 14:51

W samym sercu puszczy sandomierskiej, nad rzeką Łęg, ulokowały się osady o ciekawie brzmiących nazwach: Stece i Burdze.

Co powie "Słownik geograficzny?"

"Stece - wólka od Raniżowskiej Woli, pow. kolbuszowski, składa się z 17 domów, 99 mieszkańców rz.-kat., leży w piaszczystej równinie wzn. 198 m npm., wśród borów sosnowych. Przez obszar osady płynie pot. Łęg, dopływ Wisły z prawego brzegu". 

Burdze, to część wsi Przyszów, położonej nad rzeką Łęg. "Słownik geograficzny" notuje, że ta część Przyszowa Kameralnego (inaczej Królewskiego) miała 40 mieszkańców w owym czasie (koniec XIX w.). Położona znacznie niżej niż wspomniane wyżej Stece, bo na wysokości 174 m npm., ale to już środkowy bieg Łęgu, który zmierza do Wisły.

.

Czyli Wola Raniżowska i Przyszów, duże wsie królewskie w puszczy sandomierskiej, zwłaszcza Wola Raniżowska była duża. Przyszów zaś pełnił w przeszłości ważną rolę, jako osada łowiecka, podobnie jak Grębów. Istniał tutaj wzniesiony za czasów Kazimierza Wielkiego "dwór łowiecki z wieżą". Jaką rolę odgrywały i kiedy powstały Burdze? Nie wiem, nigdzie nie znalazłam jeszcze informacji, z jakim słowem w języku polskim może być związana nazwa tej osady. Burdze czyli co? Kto? Jaki? Podobnie, ale trochę lepiej, jest ze Stecami, tutaj można już znaleźć różne informacje, skąd wzięła się nazwa osady. Nie ma jednej wersji, są różne, Stece albo od Stefana, jednego z założycieli Woli Raniżowskiej, albo od .. barci, bartnika, pszczelarza. Produkcja miodu i wosku to duży przemysł puszczański i badacz etymolgii z tych stron Władysław Moskal (potomek emigrantów za ocean) twierdzi, że Stece budowali ule "przenośne", takie nie przywiązane do drzewa na stałe. Było już na blogu na ten temat, tekst z 10.11.2011 r. 

Etymologia nazw mniej nas teraz interesuje, co sam związek nazwiska i miejsca, a ten jest ewidentny. Jest nazwisko Burdzy i osada Burdze, jest nazwisko Stec i osada Stece. Przysiółki większych miejscowości, w przeszłości i teraz, dużych puszczańskich wsi królewskich, należących do starostwa w Sandomierzu, położonych nad puszczańską rzeką Łęg. Stece leżą w górnym biegu tej rzeki, zwanym Zyzogą.

.

Nazwisko Stec, to nazwisko dziadka, Marcina Steca ur. w 1900 r. był synem Marcina Steca, ur. w 1856 r., a ten z kolei synem Józefa Steca ur. w 1809 r. Moi Stece rodzili się w Przyłęku, w parafii Ostrowy Tuszowskie, nie wiem czy kwitło tam bartnictwo, ale Przyłęk też jest polaną w lesie. Ojcem Józefa Steca był Jan Stec, który się w Przyłęku ożenił i nie wiem jeszcze skąd przyszedł, więcej Steców jest na wschód od Przyłęku, w kierunku właśnie Raniżowa. Bardziej przekonuje mnie etymologia miejsca i nazwiska "od Stefana", jednego z założycieli Woli Raniżowskiej, jest to bowiem nazwisko dzisiaj bardzo liczne. Ale całkiem możliwe, że uprawnione są obie etymologie, ta od bartnictwa, budowy uli też, był to przecież jeden z najpoważniejszych przemysłów leśnych, którym trudniło się bardzo wiele osób. Bartnicy mieli w lasach swoje ścieżki, a ponieważ dawna ścieżka, to "steczka", to Władysław Moskal sugeruje, że może taką drogą ukształtowało się nazwisko.

A Burdzy i Burdze? Nie wiem, nie wiem jeszcze, może coś z borem, lasem? Wiem tylko, że pośród odległych przodków w Grębowie mam aż dwie panny o tym nazwisku, pannę Różę Burdzy, matkę Marianny Rak, żonę Walentego Raka, która była babką pradziadka Adama Saji oraz pannę Mariannę Burdzy, która była żoną Tomasza Deca i matką prababci Franciszki Dec (żony Adama Saji). 

.

Obie miejscowości łączy rzeka Łęg, chyba trzeba będzie zaliczyć wycieczkę. Stece leżą blisko zalewu "Maziarnia", który powstał dzięki spiętrzeniu wód Zyzogi-Łęgu, jest to znane miejsce rekreacyjne. Dzisiaj w gminie Raniżów, w powiecie kolbuszowskim. Natomiast Burdze leżące na płn. od Przyszowa są wsią, którą spotkało "nieszczęście" wysiedlenia na potrzeby wojska, w latach 70-tych XX w. powstał tu poligon testujący broń produkowaną w niedalekiej Stalowej Woli, obecnie już nieczynny i wieś się odradza. Dzisiaj w gminie Bojanów, w powiecie stalowolskim. 

.

.

 

 


Podziel się
oceń
0
1
Tagi: Stece, Burdze

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kochany, Palenie

wtorek, 09 maja 2017 11:24

Jest taka malutka wioseczka nad Dębowcem, Kochany, przysiółek innej większej miejscowości, obecnie Jastkowice, a przez lata była to Rzeczyca Długa. Leżą przy granicy województwa podkarpackiego z województwem lubelskim, a granica biegnie tutaj dokładnie w taki sposób jak granica pomiędzy zaborami, austriackim i rosyjskim. Kochany były w zaborze austriackim, dzisiaj są w województwie podkarpackim, w gminie Pysznica. Lasy Janowskie czy Lipskie? Chyba Lasy Lipskie, Lipa jest bliżej. Istnieją od XVIII w., powstała wówczas osada śródleśna, ale swój rozwój zawdzięczają Lubomirskim, którzy zakupili tę część puszczy od austriackiego rządu (który sprzedawał dawne dobra królewskie) i aż do 1867 r. funkcjonowała tutaj założona przez nich fabryka mazi i terpentyny. W okresie międzywojennym Kochany funkcjonowały jako osada leśna, z kolejką wąskotorową do wywozu drewna z eksploatacji okolicznych lasów, do dzisiaj pozostał jej nasyp. 

.

W historii miejsca znamienny jest okres II wojny światowej, mieszkańcy wioski stali się wówczas ofiarami niemieckiej pacyfikacji, 29 września 1942 r. Niemcy zamordowali 35 mieszkańców Kochan, w odwecie za pomoc partyzantom, dla walk partyzankich tutejsze lasy stanowiły doskonałe zaplecze. Rok później pod Kochanami doszło do wielkiej partyzanckiej bitwy, 22 października 1943 r. W jej wyniku zmarł od odniesionych w czasie bitwy ran jeden z najdzielniejszych partyzantów, dowódca oddziału Gwardii Ludowej, Antoni Paleń, ps. "Jastrząb". Kochany i okoliczne wioski zostały spalone przez Niemców. Dzisiaj Kochany są prawie bezludne, ale mogą się odrodzić dzięki agroturystyce, jako, że są pięknie położone, nad Dębowcem, pośród lasów. 

W tym samym rejonie istniała również miejscowóść Palenie, obecnie jest to część Jastkowic, gęsto zaludniona, ale nazwa Palenie również obecnie funkcjonuje. Dla terenu położonego nad Bukowcem, przy głównej w tym rejonie drodze, pomiędzy Jastkowicami i Pysznicą.

.

Kochany, Palenie, te miejsca mogą być w jakiś sposób związane z naszą genealogią, z uwagi na nazwiska Kochan i Paleń i najpewniej są związane. Nazwiska spotykamy w parafii Modliborzyce. Bardzo prawdopodobna nasza praprababcia Marianna Paleń, ur. w 1842., miała babcię Katarzynę Kochan, żonę Józefa Palenia, dziadka Marianny. Aż kusi ustalić kim mógł być w takim razie dla nas dzielny partyzant ps. "Jastrząb" Antoni Paleń, być może uda się ustalić.

___

Katarzyna Kochan, była matką Jędrzeja Palenia, męża Katarzyny Wielgus, rodziców Marianny Paleń, bardzo prawdopodobnej matki Marianny Maziarz, prababci. Genealogia "lubelska", ale jak widać śmiało przekracza granice i może być również rozpatrywana jako "sandomierska", do Sanu bliżej, a las nie zna granic, Lasy Lipskie łączą się z Puszczą Sandomierską, a kiedyś, kiedy lasów było więcej niż dzisiaj, były jeszcze bardziej połączone.

.

.

.

.

.

 

 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mieszczańsko-szlachecka linia dziadka

poniedziałek, 08 maja 2017 17:06

Linia ojczystego dziadka, Stanisława Wierzyckiego, czyli ostatnia "kwarta". Pierwsza kwarta była lubelska, Maziarz i Domański, może lubelsko-białoruska. Chłopska i szlachecka. Kolejne dwie kwarty sandomierskie, z puszczy, chłopskie, z głównymi nazwiskami Saja i Stec. A linia dziadka Stanisława jest .. różna, trudno ją osadzić w jednym miejscu, nawet kilku, w głównej linii szybko się urywa, to też problem. Dziadek Stanisław rodzi się w Tarnowie (1900 r.), jego ojciec Hipolit w Koszycach nad Wisłą (1857 r.), a o dziadku Stanisława, Wincentym Wierzyckim, nie wiemy jeszcze gdzie i kiedy się urodził.

Hipolit żeni się w 1886 r. w Tarnowie z Marią Antoniną Rościszewską i w ten sposób mamy w rodzie nitkę "starej" szlachty, Rościszewskich z Rościszewa, czyli szlachtę  mazowiecką oraz jej rozliczne koligacje, również dobrzyńskie i kujawskie. Gustaw Rościszewski (1834 r.) ojciec Marii Antoniny, urodzony w parafii Ligowo (ziemia dobrzyńska) ożenił się z Anielą Umińską (1842), która wprowadza nam do genealogii kolejne znamienite nazwiska, swoją matkę Mariannę Kiełczewską (1819), babkę Joannę Znaniecką i jej matkę Bogumiłę Gostomską. A ze strony ojca Anieli, Erazma Umińskiego, mamy jego matkę Paulinę Mellin. Żonaty z Pauliną Antoni Umiński miał matkę Wiktorię z Wolskich. Nazwisk, które wprowadza nam do genealogii Maria Antonina Wierzycka z domu Rościszewska jest więcej, nie wszystkie udało się zweryfikować, ale po Rościszewskich genealogia będzie najbardziej rozbudowana w głąb. Dziadkiem Marii Antoniny był Marceli Rościszewski, żonaty z Antoniną Ostrowską, jego ojciec Rajmund Rościszewski miał za żonę Urszulą Zaborowską, itd.

Ożenek Hipolita Wierzyckiego bardzo ożywił nam genealogię, uczynił ją barwną i ciekawą, rejon mazowiecko-dobrzyńsko-kujawski. Doliczyliśmy się tutaj już wymienionych 9 nazwisk, a głębiej śmiało wkraczamy w czasy I RP i pojawiają się kolejne nazwiska oraz liczne wątki związane z dawną polską historią, w tym historią polityczną.

.

Inne rejony i stany społeczne wprowadza nam ożenek ojca Hipolita, Wincentego Wierzyckiego, w 1841 r. w Koszycach nad Wisłą. Wincenty wprowadził do rodziny nitkę mieszczańską, żeniąc się z córką koszyckiego rymarza, Marianną Satalecką (1815). Koszyce to dawne województwo krakowskie w I RP. Kilka pokoleń Sataleckich na pewno żyło w Koszycach i trudniło się rzemiosłem. Kolejne nazwisko mieszczańskie to Tyrkalscy, rodowe nazwisko matki Marianny Wierzyckiej z domu Sataleckiej, Wiktorii Tyrkalskiej (1791), żony rymarza oraz inne podkrakowskie miasto - Słomniki. Zapewne jeszcze kilka nazwisk mieszczańskich w Koszycach i Słomnikach można będzie ustalić, na razie znamy tylko imiona żon kolejnych Sataleckich w Koszycach. Czyli z nitki mieszczańskiej dochodzą nam do genealogii 2 nazwiska i bliskie okolice Krakowa.

W sumie ostatnia kwarta liczy 12 nazwisk, które zostały wymienione: Wierzycki, Rościszewski, Umiński, Kiełczewski, Znaniecki, Gostomski, Mellin, Wolski, Ostrowski, Zaborowski oraz Satalecki i Tyrkalski. Ale głębiej są także inne nazwiska, przodków żony dziadka Hipolita, Rościszewskiej i przodków żony pradziadka Wincentego, Sataleckiej. Na razie szlachecko-mieszczański melanż z tego wynika, a co głębiej w linii Wierzyckich nie wiadomo, na razie jeszcze nie wiadomo, na razie albo i .. na zawsze. Od 10 już prawie lat nic pewnego nie udaje się w tej linii odkryć.

.

.


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Genealogia z sandomierskiej puszczy

poniedziałek, 08 maja 2017 16:05

 

Parafia Grębów, parafia Ostrowy Tuszowskie i parafia Rzochów, taka trójca. Wszystkie trzy parafie są "moje", a liczę na jeszcze więcej parafii w rejonie, który można określić jako Puszcza Sandomierska, czyli na południe. od dolnego biegu Sanu i Sandomierza.

.

Parafia Grębów, to bardzo duża parafia w północnej części puszczy, ma na dodatek bardzo starą metrykę. Grębów był pierwotnie osadą łowiecką niedaleko Sandomierza, polowali tutaj królowie, odbywały się też "państwowe" polowania, las był rezerwuarem dzikich zwierząt, które były jak bogactwo naturalne w tamtych czasach. Grębów leży nad rzeką Łęg, ważną puszczańską rzeką, niegdyś spławną (uchodzi do Wisły). Pod względem genealogicznym parafia Grębów jest o tyle nieszczęśliwa, że znalazła się niestety w grupie parafii, które w czasie II wojny światowej utraciły swoje księgi metrykalne, prawie wszystkie. Potężna tama dla poszukiwań genealogicznych, ale dzięki pomocy tarnobrzeskiego historyka p. Sławomira Stępaka, co nieco udało się odtworzyć. Co do reszty cierpliwie czekam na "cud", w postaci zasobów archiwum w Przemyślu, którego wrota może się kiedyś otworzą. Nazwiska. Główne grębowskie nazwisko to Saja, panieńskie nazwisko Babci ze strony Mamy. Maria Saja urodziła się 24.10.1904 r. i niestety ta księga metrykalna przepadła w czasie II wojny światowej. Pradziadek Adam Saja (ur. 1865) był synem Józefa (ur. 1837) i wnukiem Mateusza (stąd zapewne przezwisko tej linii Sajów - Matus). Adam Saja ożenił się z Franciszką Dec (o prababci była tu niedawno mowa), ur.1875 r., moje kolejne grębowskie nazwisko. Ojciec Adama, Józef, żeni się z Marią Rak (ur.1839), a ojciec Józefa, Mateusz, ożeniony był z Jadwigą Duma. To już 4 grębowskie nazwiska, Saja, Dec, Rak i Duma. Mamy jeszcze matki żon naszych Sajów, matką Franciszki Dec była Maria Burdzy, a matką Marii Rak była Róża Burdzy, czyli dopisujemy tutaj tylko jedno nazwisko - Burdzy. W sumie 5 nazwisk z Grębowa, tylko 5 nazwisk, a może aż 5 nazwisk, nie wiadomo czy można liczyć na więcej. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że w głąb nazwiska mogą się powtarzać, co już widać przy nazwisku Burdzy. Grębów był dużą wsią, z czasem bardzo ludną, ale izolowaną, wokół przepastne lasy, bagna i moczary, tak jest do dzisiaj.

.

Kolejna parafia to Ostrowy Tuszowskie, leżące w rejonie Kolbuszowej, w środku puszczy. Tutaj, a konkretnie w Przyłęku, urodził się Dziadek ze strony Mamy, Marcin Stec (1900 r.)., jego ojcem jest również Marcin, urodzony w 1856 r., żeni się on w 1883 r. z Weroniką Rusin, która dodaje kilka nazwisk do genealogii, ale to już parafia Rzochów (rodzina Rusin i jej przodków). W Przyłęku przychodzi na świat kolejny Stec, ojciec Marcina (syna Marcina) Józef, urodzony w 1809 r., jako syn Jana Steca i Wiktorii Dudek. On z kolei żeni się z Franciszką Winiarz (również z Rzochowa, gdzie genealogia idzie dalej w głąb). Ostrowy Tuszowskie i Rzochów to sąsiednie parafie, oddzielone lasem, Ostrowy Tuszowskie leżą bardziej w środku puszczy, a Rzochów w dolinie Wisłoki, na jej obrzeżach. Chociaż trzy pokolenia Steców rodzą się tutaj, w Przyłęku, dom nr 37, to nazwiskiem "miejscowym", od pokoleń związanym z Przyłękiem wydaje się tylko nazwisko żony Jana Steca - Dudek. Pośród zgonów z początku XIX w. w parafii Ostrowy Tuszowskie spotykamy często to nazwisko, np. żon panów o nazwisku Dudek, znamy ich imiona, ale panieńskich nazwisk nie znamy (jeszcze). W 1806 r. umiera 80-letnia Marianna, a w 1847 r. nawet 100-letnia Marianna Dudek, żona zmarłego w 1810 r. 60-letniego Michała, być możne ojca Wiktorii, która umiera także w 1847 r. Czyli nazwisko Dudek wydaje się związane z Przyłękiem i parafią Ostrowy Tuszowskie. Parafia stara bardzo, są w parafii inne dokumenty, może z czasem będzie można więcej ustalić, dodać jeszcze nazwisk przodków. Na razie w parafii Ostrowy Tuszowskie, w Przyłęku, mamy tak naprawdę tylko 2 nazwiska Stec i Dudek, inne, żon naszych Steców, będą już rzochowskie.

.

Rzochów to bardzo ludna parafia w dolinie rzeki Wisłoki, miasteczko i wioski, nasza genealogia to wioski w tej parafii, zwłaszcza Tuszyma. Stece z Przyłęka brali sobie za żony panny z rzochowskiej parafii, ale dopiero na początku XX w. tutaj się przeprowadzili. Nazwiska żon już zostały wymienione, żona Marcina Steca - Weronika Rusin i żona Józefa Steca - Franciszka Winiarz. Czyli Rusin, na poziomie pradziadków i Winiarz na poziomie prapradziadków. Weronika Rusin (ur. 1861) zasila naszą genealogię w kilka ciekawych nazwisk, nazwisko swojej matki - Ewy Szałda (ur. 1831), nazwisko babki, matki matki - Katarzyny Fryz (ur. 1800), nazwisko prababki w linii matki - Katarzyna Barnaś (ur. 1776) i prababki w linii ojca matki - Franciszka Hylińska (ur. 1776). A po ojcu Weroniki, Antonim Rusinie (ur. 1828), będzie to nazwisko jego matki -  Anna Moskal (ur. 1808) i babki w linii matki - Zofia Bartosz, a w linii ojca nazwisko - Marianna Ozimek (żona Walentego Rusina, ojca Józefa, Antoni był synem Józefa). W linii Weroniki Rusin jest to aż 8 nazwisk. A w parafii rzochowskiej to nie wszystko, mamy przecież jeszcze Franciszkę Winiarz, ur. w 1821 r. jako córkę Bartłomieja i Tekli Kluza, Rżyska, wioska należąca do miasteczka. Razem 10 rzochowskich nazwisk, dużo.

 

Nasza sandomierska (z puszczy) genealogia liczy sobie 5+2+10 = 17 nazwisk. Saja, Dec, Rak, Duma, Burdzy w Grębowie. Stec i Dudek w parafii Ostrowy Tuszowskie, Przyłęk. Rusin, Szałda, Fryz, Barnaś, Hyliński, Moskal, Bartosz, Ozimek oraz Winiarz i Kluza, parafia Rzochów.

.

Postępy genealogiczne zawdzięczamy p. Sławomirowi Stępakowi, historykowi z Tarnobrzega, to Grębów. Oraz Mike'owi Burgerowi, potomkowi polskich emigrantów z parafii Rzochów, który całą rzochowską genealogię umieścił już wiele lat temu w internecie: http://mikeburger.com/ghome.html .Odważyłam się o niej napisać kiedy sama przejrzałam mikrofilm, nie wiem czy istnieją jakieś księgi głębiej. Ale wierzę, że zarówno Grębów, jak Ostrowy Tuszowskie i Rzochów dostarczą jeszcze wielu genealogicznych niespodzianek. Może uda się zajrzeć do innych sandomierskich (z puszczy) parafii i szukać kolejnych odpowiedzi na pytania, na przykład - skąd do Przyłęka przyszedł Jan Stec?

.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Unisław

piątek, 28 kwietnia 2017 20:39

 

W ostatnich dniach pojawiły się w mediach informacje o odkryciu ruin zamku krzyżackiego w Unisławiu nad Wisłą, na płn. od Torunia. Na początku zmilczeliśmy ten temat, ale oto ponownie się pojawił i chyba oczekuje, że zostanie tutaj odnotowany, blog jest genealogiczny, a Unisław może być "miejscem" związanym z rodziną. Jest miejscem związanym z moją genealogią o ile Mikołaj Mellin był przodkiem lub chociażby "kuzynem". Głęboko? No bardzo głęboko, bardziej może się udać zaprzeczenie niż udowodnienie powiązań. Bo Mikołaj Mellin to komtur krzyżacki, który zginął w bitwie pod Grunwaldem. Chyba bardziej "bajkowo" być nie może. Był komturem radzyńskim, a wcześniej "pracował" w Starogrodzie i właśnie w Unisławiu. Chyba zaczął robić karierę urzędniczą właśnie w Unisławiu.

I oto archeolodzy dokopują się tam ruin zamku, wiedziano, że w Unisławiu był zamek, ale uważano, że nic z niego nie pozostało. A tu proszę, jest i archeolodzy się cieszą, a facebook po raz któryś podsuwa mi wiadomość (że też mam niby "polubić"). To i piszę, oczywiście, że "lubię". "Moja" Mellin zmarła w II połowie XIX w., też niedaleko Torunia, 80 km, jeździłam kiedyś tam i z powrotem (Toruń archiwum i miejsce przodków). Rodzina Mellinów to spolonizowana dawna krzyżacka rodzina, wiele takich. Nawet jak Mikołaj Mellin nie był przodkiem, a tylko dalekim bardzo "kuzynem", to informacja o odkryciu ruin zamku w Unisławiu i tak jest bardzo ciekawa. Mikołaj Mellin był tam prokuratorem, krzyżackim urzędnikiem. Działo się pod koniec XIV w., a potem jego kariera poszybowała w kierunku komturstwa i skończyła się niestety pod Grunwaldem.

.

Zamek w Unisławiu został odkryty przez archeologów w kwietniu 2017 r., czyli naprawdę "przed chwilą", dopiero w kwietniu rozpoczęły się tam prace ziemne i od razu takie znaleziska. Dużo śladów po zamku, innym zabudowaniach i życiu jakie się tam toczyło. Zamek stał na stromej skarpie nad doliną Wisły z bardzo dobrym widokiem na okolicę (o to wszak chodziło). Był bardzo mały, najmniejszy krzyżacki zamek na ziemi chełmińskiej, rozpiętości zaledwie 30 m, ale oprócz zamku tzw. wysokiego były i inne budowle. Wzniesiono go na fundamentach arkadowych z uwagi na niestabilność gruntu, teraz odkryto te fundamenty. Zamek  został odkopany w ramach prac wykopaliskowych dotyczących pięciu krzyżackich zamków, archeolodzy będą kopać również w Starogrodzie. 

.

"Moja" Mellin zmarła w II poł. XIX w., kilka lat przed urodzeniem prababci Marii Antoniny Wierzyckiej, z domu Rościszewskiej. Odnalazłam ją szukając miejsca urodzenia prababci, była jej prababcią, matką dziadka z linii matki.

___

Link do artykułu:

https://histmag.org/Archeolodzy-odnalezli-ruiny-zamku-krzyzackiego-z-XIII-wieku-15106

.

Link do filmu z pracy archeologów przy tym odkryciu:

https://youtu.be/vB13s7ZXAZg

.


Podziel się
oceń
0
1
Tagi: Unisław

komentarze (0) | dodaj komentarz

Lubelska kwarta

niedziela, 23 kwietnia 2017 21:09

Lubelszczyzna to jedna czwarta mojej genealogii, jedna z babć urodziła się w parafii Rzeczyca Ziemiańska. Także duża część jej przodów pochodzi z Lubelszczyzny. Przejdziemy od razu na poziom pradziadków, genealogia prababci i pradziadka są różne, lubelskie, ale różne.

.

Ustalenia genealogiczne linii prababci są bardzo prawdopodobną rekonstrukcją, II poł. XIX w. pozostaje tutaj niewiadomą, którą udało się co prawda przeskoczyć, ale nie ma 100% pewności, że skok był "słuszny". Marianna z domu Maziarz, prababcia, urodziła się najpewniej w parafii Zaklików, której cała dokumentacja ksiąg metrykalnych uległa zagładzie w czasie II wojny światowej. Gorzej, że również najpewniej w parafii Zaklików jej rodzice brali ślub. Udało się uprawdopodobnić, że rodzicami byli Michał Maziarz i Marianna Paleń, a tacy urodzili się w sąsiednich do Zaklikowa parafiach, no prawie, że sąsiednich, w parafii Pniów i w parafii Modliborzyce, oboje w 1842 r. Dalej w głąb księgi metrykalne byłyby już łaskawe.

Michał Maziarz był synem Franciszka Maziarza i Marianny Bierut. Franciszek Maziarz nie wiemy jeszcze gdzie był urodzony, ale wiemy, że jego rodzicami byli Maciej Maziarz i Tekla Wilkos .Linia Maziarzy na razie się zatrzymuje, w poszukiwaniach. Linia Bierutów idzie jeszcze trochę w głąb. Marianna Bierut była córką Wawrzyńca Bieruta (1788) i Marianny Gugały (1791). Wawrzyniec był synem Walentego i Heleny Tracz (1760). Helena był córką Jana Tracza i Brygidy Przewoźnik. Marianna Gugała była córką Jana Gugały (1759) i Katarzyny Bieniek (1760). Jan był synem Stefana Gugały i Marianny Białas. Katarzyna była córką Wojciech Bieńka i Marianny. Prawdopodobna linia po ojcu prababci liczy 8 różnych nazwisk, w tym Maziarz.

Marianna Paleń była córką Jędrzeja Palenia i Katarzyny Wielgus. Jędrzej pojawia się jako syn Józefa Palenia i Katarzyny Kochan, a Katarzyna jako córka Michała Wielgusa i Marianny Biały, czyli 4 różne nazwiska, w tym Paleń. Może będzie więcej.

W sumie 12 nazwisk bardzo prawdopodobnych bezpośrednich przodków prababci. Południowa część Lubelszczyzny.

.

A pradziadek?
Tutaj mamy nazwisko Domański, znane z Ziemi Łukowskiej, a to przeciwległy kraniec Lubelszczyzny do linii prababci, część północna. Nie doprowadziliśmy jednak jeszcze genealogii do Ziemi Łukowskiej, gdzie historyczne gniazdo Domańskich, tylko się domyślamy, że skoro Domańscy, to stamtąd wyszli. Pradziadek Tadeusz rodzi się w Rosji, ale to związane było z pracą ojca, jego przodkowie w linii męskiej to już tylko Lubelszczyzna. Ruchem konika szachowego po całym rejonie, co związane było także z pracą ojców, według dotychczas znalezionych informacji wykonywali zawód ekonoma, bardzo mobilny. Tadeusz Domański (1874) był synem Rocha Ludwika (1844), ten zaś synem Antoniego (ok. 1822 r.), który był synem Michała, a ten z kolei synem Antoniego. Roch Ludwik bierze sobie żonę z Wielkiego Księstwa Litewskiego, Barbarę Bohusz, córkę Macieja Bohusza i Emilii Puzynowskiej. Jego ojciec, Antoni Domański, ma żonę z Lubelszczyzny, urodzoną w parafii Niedrzwica Kościelna Annę Sawicką, córkę Antoniego i Elżbiety z Jaskulskich. Prawdopodobne korzenie rodziny Antoniego Sawickiego to także Wielkie Księstwo Litewskie, co dalej będzie nam stale praktycznie towarzyszyć, Lubelszczyzna, ale i Białoruś. Elżbieta Jaskulska jest córką Macieja Jaskulskiego i Kunegundy. Kolejny Domański, Michał, żeni się z Agnieszką Dorohiniczówną, której ojciec Florian Dorohinicz jest rodem z Wielkiego Księstwa Litewskiego, ojcem Floriana był Antoni, a matka to Helena Gutowska. Matką Agnieszki była Marianna Krassowska. Antoni Domański, najstarszy znany Domański, żeni się z Agnieszką Starzyńską, nie wiadomo jeszcze gdzie i kiedy.

W sumie 9 nazwisk przodków, łącznie z Domańskim. 

Razem 21 nazwisk przodków, taki bilans, głównie związanych z Lubelszczyzną, moja "kwarta".

.

____

Moja lubelska genealogia w dużej mierze zawdzięcza swoje sukcesy portalowi lubgens.eu, Lubelskie Korzenie i zamieszczonym tam regestrom z metryk.

Właśnie pojawił się kolejny mały śladzik, w parafii Wojciechów umiera w 1802 r. 41-letni Antoni Domański. Troszeczkę pasuje nam na "naszego" Antoniego Domańskiego żonatego z Agnieszką Starzyńską. A do dlatego, że w parafii Wojciechów prawdziwy wysyp Starzyńskich, w tym Agnieszek. Ślubu Antoniego i Agnieszki nie ma, ale jest ten zgon, ciekawe...

 

 

 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kolejny raz o Wincentym

środa, 12 kwietnia 2017 18:23

 

Pogoń trwa, pogoń za Wincentym, od lat niczego pewnego na jego temat nie udało się ustalić. Zawdzięczam mu poszerzanie i pogłębianie pasji genealogicznej, Wincenty nie daje mi odpocząć. Dobrze i źle jednocześnie, nie musimy wiedzieć wszystkiego od razu, ale to dla mnie linia główna, noszę to samo nazwisko. Najwyraźniej chce się bawić w ciuciubabkę, co być może ma i sens, jest ciekawe, dzięki temu poznajemy różne genealogie. Wincenty Wierzycki, strażnik graniczny, pojawił się w 1841 r. w Koszycach na swoim ślubie z Marianną Satalecką, córką rymarza. To najstarszy dokument jaki o nim mamy, był synem Pawła i Krystyny, nazwisko matki mogło brzmieć Hertel, ale jest bardzo niewyraźnie napisane. Miał 35 lat. Allegata, czyli dokumenty do tego ślubu akurat się nie zachowały.

Z aktu ślubu wiemy jednak, że przebywał w Koszycach już 2 lata, czyli już 2 lata był tam strażnikiem granicznymi. Pilnował granicy Królestwa Polskiego, która biegła tam Wisłą, czyli był rosyjskim strażnikiem granicznym. Udało się nam nawet odtworzyć prawdopodobne okoliczności zatrudnienia, dotrzeć do dokumentów jakie składali kandydaci na to stanowisko, dokumentu, który złożył Wincenty nie ma. Są inne, nawet liczne i wynika z nich, że Wincenty mógł dostać tę posadę ponieważ był kawalerem, co państwo jakby mniej kosztowało, taki strażnik, dla którego nie trzeba budować strażnicy z mieszkaniem dla rodziny. A być może również można mu polecić.. ożenek z miejscową panną. Całkiem możliwe zatem, że w ten sposób wyszła za mąż praprababcia Marianna Satalecka. Z tego związku rodzi się dużo dzieci, nie wszystkie akty urodzenia udało się odnaleźć, pradziadek Hipolit, urodzony w 1857 r., 16 lat po ślubie, jest być może najmłodszy. Jest kontakt z potomkami innych dzieci, synów, Józefa i Wincentego, niestety o rodzinie strażnika granicznego nikt z nas nie wie nic. Jeden z synów, Ludwik, nie miał dzieci.

Nie ma kontaktu z potomkami córek, wyszły za mąż, weszły do innych rodzin, być może dlatego. Ale wiemy, że była Marianna (Jankowska), najstarsza oraz Emilia (Kańska) i Katarzyna (Wielecka). Co najmniej dwójka dzieci zmarła w dzieciństwie, Michalina i Antoni. Razem doliczyliśmy się dziewiątki dzieci Wincentego i Marianny. W żadnym z odszukanych aktów urodzenia nie ma mowy o rodzinie Wincentego, ojca, wszystko obraca się w kręgu rodziny Marianny, czyli matki. Tak jakby Wincenty przyszedł tam z daleka i nie utrzymywał być może ze swoją rodziną bliższych kontaktów, a w każdym razie nie przekazał tego dzieciom. Ale to tylko gdybanie, naprawdę nie wiemy nic. Domyślamy się tylko, że skoro w wieku 35 lat był kawalerem i otrzymał poważne stanowisko strażnika konnego (na koniu samodzielnie obsługiwał pewien odcinek granicy na Wiśle), to być może wcześniej również był strażnikiem granicznym, a może także żołnierzem. 

.

Kim byli jego ojciec, dziadek, pradziadek, itd.? Tego właśnie nie wiemy, a bardzo chcielibyśmy wiedzieć. Szukając odpowiedzi na to pytanie znajdujemy różnych Wierzyckich, jedni nam pasują bardziej, inni mniej, żaden nie pasuje na 100%. Mamy nawet wątpliwości czy to właściwe nazwisko, to znaczy czy wcześniej nazwisko nie brzmiało inaczej. Nie wiemy z jakiego stanu społecznego pochodził Wincenty, obecność nazwiska w herbarzach rozpala wyobraźnię, ale stan szlachecki wydaje się mocno wątpliwy. A w zasadzie chyba nie, przodek Wincentego mógł być stanu szlacheckiego, kiedyś. W grę mogą wchodzić także Frankiści, byli dobrze wykształceni, Wincenty umiał pisać i czytać. Mógł być także stanu mieszczańskiego, z którego wybrał sobie żonę, to, że był bardziej "żołnierski" niczego nie przekreśla. Wyobraźnię rozpala możliwość, że ojcem Wincentego mógł być Paweł Wierzycki, szwoleżer Napoleona, tylko wiek nam nie pasuje (Paweł był za młody na bycie ojcem Wincentego, jeżeli ten w chwili ślubu miał 35 lat, a jak nie miał?). Szwoleżer bardzo nam pasuje, chociaż miał potem inną żonę, ale pasuje. Pasuje też Józef, żyjący na początku XVIII w. żołnierz twierdzy w Stanisławowie, miał trzech synów. W ogóle pasuje każde żołnierskie rzemiosło, jest podobne do strażniczego. Ale obawiam się, że wpadliśmy w sidła zwykłego chciejstwa, pasuje nam Stanisławów, pasuje Napoleon, przez pewien czas na początku tej eskapady bardzo pasowało również Kowno (gdzie uczył się Wincenty Wierzycki, syn Macieja, jak się potem okazało). Być może Wincenty jest zagadką, która nigdy nie znajdzie rozwiązania. Jest możliwe, że nic nie powiedział o sobie swoim dzieciom? Że nie znały ani dziadka, ani babci, chociażby z rodzinnych opowieści? Jest możliwe? Nie jest, a jednak się zdarzyło w tym przypadku.

.

Mamy nawet jego zdjęcie, Wincenty Wierzycki, mój prapradziadek z Marianną Satalecką, praprababcią, po lewej synowie Ludwik i Hipolit:

 

.

.

Mamy także jego DNA, to mój Ojciec wykonał takie badania geneteczne (dla celów genealogicznych). Haplogrupa I2a2. Wykonanie tych badań pozwala wierzyć, że kiedyś go dopadniemy.

.

.


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (2) | dodaj komentarz

Busko-Zdrój

wtorek, 11 kwietnia 2017 10:09

Nie mamy w Busku przodków, ale mamy tam dalekich kuzynów, "wspólników" do Wierzyckich, czyli ważna linia, główna. Linia główna, ale małe sukcesy genealogiczne, stoimy w miejscu 10 lat. Był Wincenty, który miał gromadkę dzieci, może one coś wiedzą, ich potomkowie, tych dzieci, których nie udało się do tej pory odszukać i nawiązać kontaktów. To już chyba ostatnia nadzieja, my, już odnalezieni potomkowie dzieci Wincentego, nie wiemy niestety nic. Najstarszą córką Wincentego Wierzyckiego była Marianna Placyda, nie odnaleźliśmy w końcu jej aktu urodzenia, ale mamy za to jej ślub, z Mateuszem Jankowskim.

Dalej pomaga "geneteka" (społeczna indeksacja aktów metrykalnych). 

W 1868 r. rodzi się Helena Paulina, w Nawarzycach, w 1881 r. przychodzi na świat Placyda Jadwiga, już w Busku, także w Busku rodzi się w 1886 r. Wincenty Ludwik Jankowski.

Helena Paulina Jankowska wychodzi za mąż za Ignacego Nurka, już w Busku, rok 1889 r. był ten ślub. A Teofila Stanisława Jankowska, jej siostra (aktu urodzenia nie mamy) w 1893 r. wychodzi za mąż za Franciszka Sarneckiego, też w Busku. W 1892 r. umiera kolejna siostra, Marianna, w wieku 16 lat, w Busku się dzieje oczywiście. 

.

Mateusz Jankowski, mąż Marianny, kończy żywot w 1898 r. w wieku 67 lat, w Busku. Marianna umiera tamże w 1906 r. w wieku 62 lat.

.

Był jeszcze ich syn Józef, który w 1906 r. bierze ślub z Marianną Żurkowską. Ta para ma co najmniej dwóch synów, Maksymiliana, urodzonego w 1909 r. oraz Mateusza, urodzonego w roku 1914. Wszystko dzieje się w Busku. Czyli w Busku powinni być jacyś Jankowscy kuzyni, a po córkach, które wyszły za mąż, znamy też inne nazwiska, Nurek, Sarnecki. Geneteka dalej jest łaskawa. Dzieci Ignacego Nurka i naszej Heleny Jankowskiej, to ur. w 1890 r. Stanisław, ur. w 1989 r. Witold, w 1893 r. rodzi się Marianna Józefa, w roku 1903  Feliksa. Marianna Józefa bierze ślub w 1913 r. z Janem Kantym Nowaczkiewiczem.

Dzieci Teofili Jankowskiej z Franciszkiem Sarneckim to: urodzony w 1893 Seweryn Antoni, urodzony w 1901 r. Zygmunt, urodzony w 1906 r. Bolesław. oraz urodzony w 1909 r. Tadeusz (niestety umiera w 1910 r.). Placyda Jadwiga Jankowa, siostra Teofili, bierze sobie za mąż również Sarneckiego, Feliksa (rok 1900 jest ten ślub). Feliks i Jadwiga mają syna Kazimierza w 1903 r. Pajęczyna powiązań zaczyna się rozrastać.

.

Teraz chodzi tylko o to, żeby jacyś potomkowie Mateusza Jankowskiego i Marianny Placydy, z domu Wierzyckiej, interesowali się historią rodziny i szukali takich dalekich kontaktów. Można też ich do tego "zmusić" i kontakt zainicjować. Wszysto dzieje się w Busku, pięknym mieście świętokrzyskim, chyba z przyjemnością przy najbliższej okazji je odwiedzę. Potomkowie najstarszej siostry mogą wiedzieć więcej niż potomkowie młodszego brata (którym to potomkiem ja jestem).

.

_________

Marianna Placyda Jankowska, z domu Wierzycka, była najstarszą siostrą Hipolita Wierzyckiego, mojego pradziadka. Trop do Buska jest ciekawy z jeszcze jednego powodu, otóż w Busku pojawia się nazwisko "Herpel". są nawet jakieś związki potomków Marianny Placydy z tą rodziną. Herpel? Brzmi podobnie do Hertel. Nazwisko matki Wincentego, czyli babki Marianny Placydy, odczytaliśmy z aktu ślubu Wincentego bardzo "mniej więcej" jako "Hertel", trzeba się zastanowić czy mogło to być nazwisko Herpel, nic nie jest przecież wykluczone.

.

.


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (1) | dodaj komentarz

Dec od Daków

niedziela, 26 marca 2017 15:35

Teoria o dackim pochodzeniu nazwiska "Dec", prababci Franciszki, wcale nie jest taka bajkowa. Tak się mogło wydawać tylko na pierwszy rzut oka. Czytam właśnie artykuł Iwony Florkiewicz - "Elementy dackie w kulturze przeworskiej we wczesnym okresie wpływów rzymskich", opublikowany w 2006 r.:

http://www.archeologia.univ.rzeszow.pl/wp-content/uploads/2013/05/analecta_1/09_Florkiewicz.pdf

.

Tekst jest streszczeniem pracy magisterskiej autorki, analizuje zagadnienie na podstawie odkrytych zabytków ceramicznych o dackim pochodzeniu. Bardzo ciekawa jest mapka zamieszczona w tym artykule (str. 216 czasopisma), najbliższe Grębowa (skąd prababcia Dec) są stanowiska archeologiczne w Sandomierzu (Krakówka) i Woli Raniżowskiej, ale potem już gęsto w kierunku Przeworska i na płd.-wsch., w kierunku karpackim. Wola Raniżowska to miejscowość nad Zyzogą, będącą dopływem w górnym biegu rzeki Łęg (czyli tej płynącej do Grębowa). Wola Raniżowska była podobnie jak Grębów wsią królewską, obie te miejscowości to największe osady w Puszczy w Sandomierskiej, już za "polskich" czasów.

.

Co to znaczy, że "dackie" i w "kulturze przeworskiej"? Zanim "wybuchła Polska", pod koniec X wieku n.e., jej tereny nie były bezludne. Kulturą przeworską określa się ludność pochodzenia germańskiego (Wandalów), która zamieszkiwała ogromne tereny w Europie aż do V w. n.e. Nazwa od odkrycia cmentarzyska w Gaci koło Przeworska. Kultura epoki żelaza, z ważnym ośrodkiem w Górach Świętokrzyskich, gdzie przed wiekami kwitło hutnictwo, będące dużym dorobkiem tej kultury. Rozpadła się m.in. wskutek upadku Rzymu (wyższej kultury, z którą kontakty były utrzymywane) i najazdu Hunów na Europę oraz tzw. Wędrówki Ludów. Na obszarze jej występowania (raczej poszerzenia występowania bo Wandalowie dopiero z czasem dotarli do Przeworska) stwierdzono zabytki ceramiczne o dackim pochodzeniu. Czy to znaczy, że Dakowie tu byli? Dakowie może i byli, ale Dec? Skąd Dec? Dec czyli Dak, ale czy aby na pewno? Autorka artykułu i pracy magisterskiej dochodzi do ciekawego wniosku, że np. w Gaci koło Przeworska ślady ceramiki dackiej odkryto w dość ubogich grobach, co by mogło świadczyć, że to nie import takiej ceramiki (zawsze drogi), ale były to pochówki osobników o innej kulturze, innej tradycji, którzy tam osobiście się znaleźli. Czyli? Dakowie tu byli.I to już we wczesnorzymskim okresie. Zdaniem autorki tego artykułu obecność elementów dackich w kulturze przeworskiej nie ulega wątpliwości, a wyraźne zagęszczenie ceramicznych śladów tej kultury jest widoczne w płd.-wsch. Polsce. 

.

Obecnie nazwisko Dec najczęściej występuje w powiecie leżajskim, łańcuckim i rzeszowskim, czyli można z tym obszarem łączyć jakieś większe "gniazdo". Może i bardziej uprawdopodabnia to tezę, że nazwisko Dec może być od Daków, chociaż brzmi to bardzo "archeologicznie". Giną kultury i cywilizacje, ale nie ludzie i to może być ten przypadek, niczego nie można wykluczyć. Że Dakowie tutaj zostali i "poczekali" na Polskę. A Puszcza Sandomierska zanim pojawiła się Polska nie była wcale bezludna.

.

__

Jak wiemy, już w 2008 r. postęp poszukiwań dackich śladów w tym rejonie Polski okazał się znaczny, ekspedycja archeologiczna (Monika Kuraś, Marek Florek) przebadała kurhany w Kopkach i Przędzelu koło Niska nad Sanem i stwierdziła, że są to dowody na pobyt w tym rejonie grup ludności dackiej. Nie daje nam to pewności, że Dec to Dak, ale znacznie tę ewentualność przybliża.

Artykuł Iwony Florkiewicz opublikowany w 2006 r., jej praca magisterska, niejako przygotowywały to odkrycie. Zwróciła ona uwagę na dowody w postaci ceramiki, dla archeologów są to dowody najlepsze, cechuje je bowiem duża trwałość. Przetrwają w ziemi wieki, a rodzaj ceramiki, sposób wyrobu, zdobienia, wskazuje na jej pochodzenie i ma zdumiewającą trwałość w danej kulturze. Nie jestem w 100% pewna, ale kiedyś z wyprawy do Rumunii przywiozłam trochę tamtejszej ceramiki, podarowałam ją także moim kuzynom od prababci Dec. Ilekroć ich odwiedzam sama ze zdumieniem patrzę na te prezenty, ciągle mnie intrygują, były nietypowe, nigdy wcześniej ani potem tego typu prezentów nie dawałam. Nie jest to żaden dowód na "dackie" pochodzenie prababci, ale odrobinę wezmę to jednak pod uwagę.

.

.

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
1
Tagi: Dec

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dec od Daków?

środa, 22 marca 2017 11:29

Dec to jedno z ośmiu głównych nazwisk w drzewie, nazwisko panieńskie prababci. Franciszka Dec była żoną Adama Saji. Mam ich ślub, miał on miejsce w Grębowie 26 lipca 1893 r. Grębów, podkarpackie, a właściwiej będzie powiedzieć Puszcza Sandomierska, w samym środku wielkiego lasu. Niewiele więcej można będzie ustalić o linii przodków prababci Franciszki, jej matka to Marianna Burdzy, a ojcem był Tomasz Dec. Dzisiaj nazwisko Dec jest w tych okolicach bardzo liczne, w samym Grębowie, szkoda nawet mówić. Z zachowanych roczników aktów metrykalnych, z przełomu XIX i XX w., zrobiono indeksację (chwała indeksatorowi o nicku szczelba1), mnóstwo Deców. Ale Grębów to była duża parafia i duża wieś, jedyna taka w Puszczy Sandomierskiej. Pierwsza, powstał w mrokach średniowiecza jako osada łowiecka w głębi lasu nad rzeką Łęg, polowali tutaj królowie, Grębów był wsią królewską. O Grębowie może innym razem, teraz o nazwisku Dec. Na jakie pochodzenie wskazuje takie nazwisko? Okazuje się, że to bardzo ciekawa sprawa, koncepcje są liczne, a ostatnia z jaką się spotkałam jest wręcz niesamowita.

Osadnictwo w Puszczy Sandomierskiej, z dzisiejszego punktu widzenia także na jej obrzeżach, to mało rozpoznana sprawa, mnóstwo legend, bardzo mało faktów. Z nazwiskiem Dec mamy trochę odwrotnie, legend nie ma, ale są fakty, archeologiczne. Dlatego sprawa jest tak ciekawa, napisał o niej niedawno Władysław Moskal, potomek emigrantów do Stanów Zjednoczonych z tych okolic, tworzy nową legendę dla tych stron? Ciekawe, ale po kolei, albo najlepiej od razu przejdźmy do tych faktów.

Nazwisko Dec, zdaniem Władysława Moskala, może wskazywać na pochodzenie od .. Daków. Od razu powiedzmy, że jest to teoria, która konkuruje z inną, przyjmowaną do tej pory, że nazwisko Dec ma pochodzenie niemieckie, o niemieckiej teorii innym razem, teraz zajmiemy się Dakami. Odkrycia archeologiczne w dolinie Sanu ujawniły kurhany z III-V wieku naszej ery, które mają pochodzenie dackie (Przędzel, Kopki w rejonie miasta Niska). W tych samych okolicach odkryto monety rzymskie z I-III wieku naszej ery. To są fakty, a nazwisko?

.

Tak się składa, że Dec to .. Dak. Decebal, panujący w latach 87-106 naszej ery był ostatnim królem Daków, pokonanym przez rzymskiego cesarza Trajana. Dacja (Rumunia) stała się prowincją rzymską. Uważa się, że wielu Daków uciekając przed straszliwym losem zostania rzymskim niewolnikiem (Trajan pojmał ich w Dacji 100.000) uciekało na północ, za łuk Karpat. Ten trend migracyjny mógł trwać i przez następne stulecia, skoro są monety rzymskie i kurhany, np. odkopane przez archeologów w dolinie Sanu w okolicach Niska. A z Niska już tylko rzut beretem do Grębowa. Taka to teoria pochodzenia nazwiska Dec, które spotykane jest również w Czechach i Słowacji. Czy Władysław Moskal może mieć rację, że nazwisko Dec wskazuje na ciągłość osadniczą w tym rejonie, Puszcza Sandomierska bezludną kiedyś nie była? Być może z dalszej perspektywy, amerykańskiej, więcej widać, a raczej głębiej i szerzej. Teoria dacka wcale nie jest wykluczona. Tym bardziej, że również inne moje grębowskie nazwisko może być "dackie", nazwisko Duma. Język Daków historycy i lingwiści próbują teraz odtwarzać, również na terenie Polski są tego relikty, w nazwach i być może w nazwiskach. Nazwisko Dec wskazywałoby według tej teorii bezpośrednio na pochodzenie od tego starożytnego ludu. Genealogia sięga w czasy archeologiczne, o nazwisku mówią nam wykopaliska? Być może tak.

.

___

Decebal (Decebalus) był ostatnim królem Dacji, ale najpotężniejszym. Zjednoczył wiele plemion dackich tworząc potężne królestwo, przez wiele lat skutecznie walczył z Rzymianami. Według jednej z teorii początkowo nosił nazwisko Diurpaneus, źródła rzymskie wspominają o takim przywódcy w Dacji w 85 roku naszej ery (w kontekście zagrożeń dla rzymskich interesów). Uważa się, że ponieważ zaczął odnosić duże sukcesy w walkach z Rzymianami został królem Dacji i przyjął nazwisko Decebalus, co miało oznaczać: "Dec" - Dak, "balus" - potężny, silny.

.

.


Podziel się
oceń
3
1
Tagi: Dec

komentarze (2) | dodaj komentarz

Rycerze herbu Świnka

poniedziałek, 13 marca 2017 13:14

 

Temat średniowieczny przyciąga uwagę, chociaż jest to raczej pogranicze właściwej genealogii, jej przedmurze, gdzie nam marzyć żeby zejść do XV w. z genealogiczną treścią. Nazwiska dopiero się wówczas kształtowały, powstawanie nazwisk szlacheckich wiąże się z okresem XV i XVI wieku, schyłku średniowiecza i początkiem czasów nowożytnych. Na początku było to bardzo płynne, nazwisko, raczej "miano", niekoniecznie przechodziło z ojca na syna, dopiero z czasem doceniono użyteczność sytuacji, że nazwiska się dziedziczy w linii męskiej. Nazwiska szlacheckie najczęściej powstawały od nazw miejscowych, nazwy majątku, który rycerz posiadał na prawie rycerskim. Niekoniecznie z pierwotnego nadania przez władcę, bo to było najczęściej jeszcze w czasach przednazwiskowych, ale również z obrotu, czy na przykład w związku z otrzymaniem majątku w formie posagu. Czasami łączność z majątkiem, od którego ukształtowało się nazwisko, mogła trwać bardzo krótko, majątek przeszedł w inne ręce, a "miano", czyli nazwisko pozostało na kolejne pokolenia.

Rycerze co do zasady nazwisk jeszcze nie posiadali, warto zapamiętać tę uwagę. Badacze tworzą rycerskie genealogie, w których nie ma nazwisk, w takim rozumieniu jak pojmujemy nazwisko dzisiaj, czyli trwałe miano przekazywane z pokolenia na pokolenie.

 

Z rycerzami herbu Świnka wstępnie się już zapoznaliśmy, okazuje się, że można o nich całkiem sporo przeczytać, kilka pokoleń tego rycerskiego rodu zostało przez badaczy stosunkowo dobrze rozpoznanych. Jeden z naszych Świnków trafił nawet do "Polskiego Słownika Biograficznego", monumentalnego wydawnictwa, które ukazuje się od 1935 r. i do chwili obecnej wydano 51 tomów (do litery "Ś"). Słownik ma od niedawna również wersję internetową ("Internetowy Polski Słownik Biograficzny"). Biogram Stańczyka ze Słupska, Rudy i Gródka herbu Świnka ukazał się w 2002 r., w XLI tomie tego wydawnictwa, oto link:

http://ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/stanczyk-ze-slupska-rudy-i-grodka-h-swinka

.

W wersji internetowej jest także dostępne wydawnictwo dotyczące epoki średniowiecza w ujęciu geograficznym, a mianowicie "Słownik historyczno-geograficzny ziem polskich w średniowieczu", wydawany przez Instytut Historii PAN. Nasi Świnkowie są wspomniani głównie w tomie wieluńskim (Ruda, Słupsko) i krakowskim (Gródek).

http://www.slownik.ihpan.edu.pl/browse.php

.

I wreszcie artykuł Tomasza Stolarczyka, pt. "Rudzcy herbu Świnka, czyli jak rodzina szlachecka budowała i trwoniła pozycję majątkowo-społeczną w średniowieczu i czasach nowożytnych", opublikowany w 2005 r. w "Pracach i Materiałach Muzeum w Łęczycy": 

http://www.historiawielunia.uni.lodz.pl/stolarczyk_rudzcy.pdf

Bardzo dużo ciekawych treści, dopiero po tej lekturze można wyrobić sobie pogląd jak to z rycerzami bywało w kolejnych pokoleniach, wysoka pozycja społeczna w jednym pokoleniu nie trwała wiecznie. Sama idea prawa rycerskiego, otrzymywania majątku za zasługi, oznaczała przecież, że w każdym kolejnym pokoleniu ten majątek będzie niknął (choćby dzielił), a pozycja społeczna będzie w związku z tym spadać. Poszczególne rody znikały z pola widzenia i są dzisiaj niedostępne dla badaczy i historyków, co nie znaczy, że ich nie było i nie przetrwały do dzisiaj. Przy odrobinie szczęścia, że jednak coś tam przetrwało, można te dzieje próbować uchwycić, wytropić.

 

.


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Rycerze ziemi sądeckiej

piątek, 10 marca 2017 11:48

Wędrówki po mapie I RP rozpoczęliśmy od województwa krakowskiego, które sięgało od Nowego Sącza po Częstochowę, przespacerowaliśmy się po kolejnych powiatach.Teraz sięgniemy jeszcze głębiej - w czasy średniowiecza i podział na ziemie, a konkretnie do ziemi sądeckiej. Wszystko to za sprawą książki Sławomira Wróblewskiego pt."Rycerstwo ziemi sądeckiej w średniowieczu", wydanej w 2016 r. w Krakowie. Książka rewelacyjna chociaż stricte naukowa, jest przecież owocem pracy doktorskiej autora. Genealodzy kochają takie książki, ostatnio coraz więcej ich na rynku, temat arcyciekawy, przecież to o RYCERZACH. Niewielu genealogom uda się zejść na ten poziom, epoki przednazwiskowej, tym bardziej jest to ciekawe chociaż sobie o rycerzach poczytać i przenieść się w czasy XIII - XV w. Nie są to książki o wojnach w jakich rycerze brali udział, ale o dobrach ziemskich na tzw. prawie rycerskim. To głównie dzięki sporom, jakie toczono o majątki, mamy dzisiaj wiedzę o rycerzach. Wyrywkową, bo nie wszyscy rycerze prowadzili przecież spory, gdyby wiedzieli, że to dzięki sporom majątkowym można przejść do historii, być może byłoby inaczej. Nie wszystkie dokumenty przetrwały, akurat księgi ziemskie sądeckie nie przetrwały, ale są księgi ziemskie krakowskie i czchowskie, Jan Długosz także coś na ten temat napisał, są jeszcze inne źródła, choć na ogół źródeł jest niewiele, trzeba czytać między wierszami.

.

Nie ukrywam, że szukałam w książce Sławomira Wróblewskiego Wierzyckich i również nie ukrywam, że ich tam nie odnalazłam. Ale trudno żeby było inaczej, skoro średniowiecze to okres przednazwiskowy. Nie upieram się, że protoplaści herbowych Wierzyckich z województwa krakowskiego I RP tam byli, mogło ich nie  być, są przecież inne rejony tego rozległego województwa, a mogli być też z innego województwa w epoce przednazwiskowej. Ale Wróblewski wspomina o rycerzach herbu Świnka i zapoznanie się z nimi w ziemi sądeckiej należy do moich "wierzyckich" obowiązków. Herbowi Wierzyccy według literatury to 2 herby: Świnka i Grzymała. Wróblewski wspomina o obu w ziemi sądeckiej, chociaż nie była ona ich matecznikiem (przedstawiciele tych herbów nie tutaj mieli główne siedziby). O Grzymale mówi niewiele, o Świnkach więcej i przy nich się na chwilę zatrzymamy.

Rycerz herbu Świnka pojawia się w ziemi sądeckiej w rejonie dzisiejszego Jeziora Rożnowskiego (jezioro jest oczywiście sztuczne i do niedawna go nie  było), w bardzo charakterystycznym miejscu - to wystająca z jeziora wyspa - Gródek nad Dunajcem. Znajdowała się tutaj ufortyfikowana rezydencja rycerska, należąca do Gryfitów, a po bezpotomnej śmierci w 1388 r. ostatniego z nich, Klemensa, Gródek i okoliczne wsie, za sprawą małżeństwa siostry Klemensa, Dobrochny, przeszły w ręce rycerza herbu Świnka. Był nim Andrzej ze Słupska i z Rudy (w ziemi wieluńskiej), a potem jego synowie, Stańczyk, Andrzej i Jan, tzw. Słupscy. Epizod sądecki rycerzy herbu Świnka trwał tylko do 1410 r., majątek, który otrzymał Andrzej wraz z Dobrochną był obciążony długami (dzięki sporom o te długi w ogóle wiemy o nich). W każdym razie w skład dóbr na prawie rycerskim w ziemi sądeckiej, które przez ten krótki czas należały do Świnków, wchodził wspomniany już Gródek, a także Wiesiółka, Bartkowa, Posadowa, Glinnik, Stara Przydonica. Górowa, Laskowiec, Chroma, Klecie oraz Załęże i Będzieszyna koło Czchowa, a także Siedliska koło Bobowej.

Krótki epizod, 1388-1410, tyle udało się wycisnąć z zachowanych źródeł, dalej trzeba będzie czytać pomiędzy wierszami.

.

__________________

Sławomir Wróblewski, "Rycerstwo ziemi sądeckiej w średniowieczu", Kraków 2016.

.

.

 

 

 


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Żmudź, Billewicze, ciwuni

poniedziałek, 13 lutego 2017 22:52

Prawdopodobieństwo, że Anna Teodora Billewiczówna, żona Ludwika Dorohinicza, jest przodkinią, nie jest duże, ale jakieś pokrewieństwo lub chociaż powinowactwo nie jest wcale wykluczone. Może Ludwik był na przykład bratem przodka? Nie wiemy ile mieli dzieci, jakie dzieci i gdzie tam może być ewentualnie Florian, może był wnukiem Ludwika (lub jego brata). Ale historia jest ciekawa, tak ciekawa, że musimy zatrzymać się przy Billewiczach, nasi oni czy nie nasi.

Historia miesza się z literaturą, nie po raz pierwszy w historii tej rodziny, chociaż może chronologicznie po raz pierwszy, dotyczy to przecież XVII w. Oleńkę Billewiczównę przywołał do życia Henryk Sienkiewicz. Ciekawe, pisarz urodzony w Woli Okrzejskiej, w zbliżonym czasie co nasz Ludwik Domański, nawiasem mówiąc. Zastanawiałam się już kiedyś czy ich rodziny mogły się znać, byli przecież sąsiadami. Dziadek Ludwika (ze strony matki), Antoni Sawicki, pomieszkiwał przez czas jakiś w okolicach Okrzei, tam ożenił się po raz pierwszy, tam miał pracę. Potem Antoni Sawicki wydaje swoją córkę Annę za syna Agnieszki Dorohinicz (Michała Domańskiego). Jeżeli Henryk Sienkiewicz słyszał w młodości opowieści o Billewiczach i Laudzie, nie jest wykluczone, że źródło tych opowieści jest związane z Dorohiniczami, w jakiś sposób. Myślę, że historycy literatury już to ustalili, skąd Henryk Sienkiewicz wynalazł Billewiczównę, trzeba teraz do tego dotrzeć. Oleńka i Billewicze to jedno, a drugie to sam Kmicic, postać literacka i owszem, ale .. chorąży orszański, bardzo powiązany w swojej powieściowej działalności z mścisławską szlachtą. Wątek żmudzko-mścisławski jest zatem zarówno literacki, dzieło Henryka Sienkiewicza, jak i realny, genealogiczny, związany z Dorohiniczami. Skąd i co wiedział Henryk Sienkiewicz, oto jest pytanie!

.

Lauda. Żmudź. Wyjaśnił się już tytuł "ciwuna", który dzierżył Ludwik Dorohinicz. To najwyższy tytuł honorowy na Litwie, popularny najdłużej na Żmudzi. Sięga czasów przed Unią jeszcze, ciwun był zarządcą lub dzierżawcą książęcych włości, na Żmudzi było takich majątków 14, w tym "pojurski" (Dorohinicz był ciwunem pojurskim). Był też ciwun "retowski", to tytuł, który dzierżył z kolei ojciec Anny Billewiczówny. Tytuł w późniejszym okresie już tylko honorowy, ale bardzo wysoki, najważniejszy pośród ziemskich urzędów na Litwie. Ciekawe i to bardzo. O Billewiczach sporo napisano, zajmowali się tym rodem także genealodzy, jest np, duży tekst na stronie Stankiewicza, jest to w zasadzie tłumaczenie tekstu litewskiego historyka Eugenijusa Saviščevasa, artykuł nosi tytuł "Pochodzenie Billewiczów i ich genealogia (XV - XVI w.)", lektura wydaje mi się obowiązkowa, w końcu to o przodkach całkiem prawdopodobnej "naszej" Anny. 

.

http://www.stankiewicze.com/index.php/index.php?kat=2&sub=477

.

___________

Florian Dorohinicz zmarł w 1815 r., miał około 80 lat, czyli urodził ok. 1735 r. Gdzie? Z aktu zgonu (któremu w 100% nie należy jednak wierzyć) wynika, że w powiecie orszańskim na Litwie. Jego ojcem był Antoni. 

Ludwik Dorohinicz umiera ok. 1703 r., miał m.in. brata Borysa, obaj to synowie Piotra. O dzieciach Ludwika i Borysa nic na razie nie wiemy, ale Florian nie wziął się znikąd, tyle, że nie wiemy ilu Dorohiniczów żyło na początku XVIII w. i gdzie. Ponieważ Ludwik był akurat "sławny", był podstolim mścisławskim, łatwiej można się będzie o nim czegoś dowiedzieć, może miał jakieś włości w tym województwie? A województwo mścisławskie i powiat orszański to już rzut beretem. W każdym razie może Ludwik do Floriana zaprowadzi, mamy Antoniego Dorohinicza, ojca Floriana, żonatego z Heleną Gutowską, czyim synem był Antoni?

.

 


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Województwo mścisławskie (I RP)

poniedziałek, 13 lutego 2017 19:05

 

Nie możemy się coś z Litwą rozstać, ale najciekawsze dopiero przed nami. Zaczęliśmy od Dorohiniczów i oto oni w kolejnej odsłonie - mścisławsko-żmudzkiej. Nie wiemy czy Ludwik Dorohinicz "złapany" na Żmudzi jest przodkiem Floriana Dorohinicza "złapanego" 100 lat później w powiecie orszańskim, ale zakładamy roboczo, że tak, powinna być jakaś ciągłość, chociaż jakieś pokrewieństwo, nazwisko jest rzadkie. I mamy właśnie nowe informacje o Ludwiku Dorohiniczu. Nawiasem mówiąc, może imię Ludwik dla Domańskiego, urodzonego w 1844 r., to po znanym przodku z rodziny jego babki? Ludwik Dorohnicz jest nam znany, już go "złapaliśmy" na Żmudzi, ale teraz mamy nowe informacje (uzyskane dzięki uprzejmości genealogów). Otóż ten Ludwik, proszę państwa, za żonę sobie bierze ... Billewiczównę! Szlachciankę z Laudy. Oleńkę? Więcej, Oleńka jest postacią literacką, a nasza Anna Teodora Billewiczówna jest prawdziwa. Ale numer, prawda? Oczywiście ją adoptujemy na przodkinię, choćby nie wiadomo co, takiej okazji nie można przepuścić. Czyli Dorohinicz ożenił się ze Żmudzinką i stąd ta Żmudź w historii Dorohiniczów.

A sam był skąd i kim? Podstoli mścisławski, czyli sprawował urząd związany z wojewodztwem mścisławskim, malutkim województwem na wschodzie Wielkiego Księstwa Litewskiego i I RP. Dzisiaj Mścisław to Białoruś, kolejny punkt na mapie, aż tutaj doszliśmy, super. Okolice Mścisławia "badałam" kilka lat temu w internecie, jako "najdalsze Kresy", była ciężka zima, nie sposób było wyjść z domu, a internet działał, pamiętam tę ekspedycję. Dobrze byłoby Mścisław w naturze odwiedzić, chociaż sprawowanie urzędu nie oznacza, że Ludwik Dorohinicz tam mieszkał, mieszkał najpewniej na Żmudzi, gdzie Billewiczowie, rodzina jego żony, mieli swoje włości.

.

Żmudź i mścisławskie w jednym, podoba mi się! Ludwik Kazimierz Dorohinicz, syn Piotra ożenił się z Anną Teodorą Billewiczówną ok. 1682 r. Oprócz urzędu podstolego mścisławskiego, który to urząd pełnił bardzo długo (ok. 1676 - ok. 1702) był także "dworzaninem pokojowym JKM" (cokolwiek to znaczy). I jeszcze kilka innych zagadkowych urzędów, np. ciwun pojurski (?), a wcześniej, przed ślubem z Billewiczówną, horodniczy radomelski. Obie nazwy dopiero do rozszyfrowania. 

.

Położenie województwa mścisławskiego na tle granic Wielkiego Księstwa Litewskiego, szkic mapki autorstwa Kazimiera Lachnovica, źródło Wikipedia:

Мсціслаўскае ваяводства на карце

.

Jak widać było to najmniejsze województwo na Litwie. Mapka przedstawia województwa w WKL, znamy już prawie wszystkie, na płn. i płd. od województwa mścisławskiego województwo smoleńskie, które wkrótce odpadło i to mścisławskie było tym najdalej wysuniętym na wschód.

.


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Księstwo Żmudzkie (I RP)

poniedziałek, 13 lutego 2017 11:31

A jednak jeszcze raz Litwa, coś nie możemy się z nią rozstać. Trzeba powiedzieć, że to bardzo barwna część genealogii i taka inna niż wszystkie, Litwy z I RP już nie ma. Na jej terenie jest Białoruś, przede wszystkim, przejęła prawie całe dziedzictwo, tam nasza Orsza w województwie witebskim (ale jako część dawnego województwa smoleńskiego), Pińsk w województwie brzesko-litewskim i Nowogródek w nowogródzkim. Ale stołeczne rejony Wielkiego Księstwa Litewskiego to Litwa, dzisiejsza Litwa i Litwa z I RP to zupełnie dwie różne Litwy. Księstwo Żmudzkie jest w obecnych granicach Litwy, czerwona plama na mapie sięgająca morza. Czyli Księstwo Żmudzkie, to ta część Wielkiego Księstwa Litewskiego, która miała dostęp do morza, Pałanga, byłam. Na Żmudzi namierzyliśmy historycznych Dorohiniczów, kilka wzmianek, obok których nie można przejść obojętnie, nie będę ich powtarzać, dopiero co je odkryliśmy i nic więcej jeszcze nie wiemy. Nie wiemy zwłaszcza czy ci żmudzcy Dorohinicze to przodkowie Floriana Dorohinicza, naszego przodka. On sam odnalazł się w powiecie orszańskim, ale podejrzewamy, że matka Floriana, Helena Gutowska, mogła być z tamtym terenem związana bardziej. Ciekawe czy ślad doprowadzi do tych żmudzkich, byłoby barwnie i ciekawie, odwiedzić Żmudź. Także ciekawe, czy ktoś tam na Żmudzi mógł przetrwać, jakie by to było teraz nazwisko? Księstwo Żmudzkie graniczyło z województwem trockim WKL (kolor zielony)

Tak wygląda mapa, źródło Wikipedia, autor M.K., obrazek i link. 

http://pu.i.wp.pl/bloog/93646439/47046583/mudEldership_of_Samo_Xe_big.jpg

ŝmudźEldership_of_Samogitia_(Žemaitija)_within_Lithuania_in_the_17th_century.png

Trochę więcej szczegółów. Ta linia genealogiczna, żon naszych lubelskich Domańskich, jest litewska (w znaczeniu z I RP). Agnieszka Dorohinicz była żoną Michała Domańskiego, ich syn Antoni poślubił Annę Sawicką, która też ma ciekawe korzenie, sięgające z kolei okolic Nowogródka, są także majątki w powiecie rzeczyckiim w województwie mińskim (odkrycia kuzyna). Czyli nie rozstajemy się z Wielkim Księstwem Litewskim na długo. Dla porządku przypomnę jeszcze żonę Ludwika Domańskiego, Barbarę Bohusz, rodem z okolic Słucka, chociaż dopiero o niej pisaliśmy, tutaj Księstwo Słuckie (funkcjonowała taka terminologia), tam Księstwo Żmudzkie. Te "książęce" tytuły to historia głębsza niż I RP. Mapa (ta i poprzednie szkice) pokazują WKL jako fragment I RP w najszerszych granicach z poł. XVII w. Wschodnie tereny wkrótce odpadły na rzecz Rosji, Smoleńsk i tak pozostało do dzisiaj. W obecnych granicach Polski znajdują się spore fragmenty dawnego województwa trockiego: Suwałki, Sejny, Augustów, Krynki, Wasilków pod Białymstokiem to dawne województwo trockie. Oraz fragmenty dawnego województwa brzesko-litewskiego z Włodawą i Białowieżą. 

 

.

.

.


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Powiat nowogródzki (I RP)

środa, 08 lutego 2017 10:18

Zanim opuścimy Wielkie Księstwo Litewskie spójrzmy jeszcze na powiat nowogródzki: 

Наваградзкі павет на мапе

Powiat nowogródzki na tle granic Wielkiego Księstwa Litewskiego. Od płd. graniczy ze znanym nam już powiatem pińskim, od płn. z nieznanym nam jeszcze powiatem mińskim. Wschodnią część powiatu zajmuje tzw. księstwo słuckie ze stolicą w Słucku, potężne państwo magnackie Radziwiłłów. To z tym miejscem związane są losy rodziny Boguszów/Bohuszów, czyli matki Tadeusza Domańskiego. Wyraźnie "lubelscy" Domańscy żenili się z kobietami pochodzącymi z Wielkiego Księstwa Litewskiego. Tak wybrał Roch Ludwik - Barbarę Bogusz/Bohusz, a wcześniej jego dziad Michał - Agnieszkę Dorohinicz, syn Michała i ojciec Rocha Ludwika, Antoni, wybierając Annę Sawicką, też znalazł się w tej tradycji.

Wracajmy do Boguszów/Bohuszów. Druga forma nazwiska, przez "h", jest białoruska, po polsku byśmy powiedzieli "Bogusz". Rodzina jest może i kresowa, ale korzeniami swymi sięga rejonów Podlasia, zdobyłam kiedyś na ten temat bardzo ciekawe informacje, ale to trochę skomplikowane, innym razem (dotyczy również innych później kresowych rodzin). Teraz chcemy zaprezentować ich w powiecie nowogródzkim I RP, jakoś ich tam osadzić. Śladem, który łapiemy są narodziny Barbary Bohusz, córki Macieja, w parafii Starczyce pod Słuckiem.

.

W "Herbarzu Szlachty Białoruskiej" jest sporo o Bohuszach z okolic Słucka, kiedyś to już na jakimś blogu przepisałam:

Bohusze herbu Okminski:

I pokolenie - Wirl (?); II pokolenie - Laurenty; III pokolenie - Jan, otrzymał w spadku 600 polskich złotych, za które nabywa majątek Karycyn/Karyca w powiecie nowogródzkim (24.08.1676 r.). Zgodnie z testamentem z 9.10.1684 r. jego synowie otrzymują: Mikołaj i Szczepan spłaty pieniężne, a Kazimierz - majątek Karycyn. IV pokolenie - Mikołaj i Szczepan nabywają od stolnika brzeskiego Andrzeja Iwaszkiewicza majątek Mogilniszki w powiecie oszmiańskim.Kazimierz umiera bezpotomnie, majątek Karycyn przekazuje w testamencie z 22.04.1744 r. krewnym.V. pokolenie - Hieronim, Jan (zmarł w 1830 r.), synowie Mikołaja, oraz Marcin, syn Szczepana - chrzest w kościele w Nieświeżu, zmarł w 1822 r., mieszkał w zaścianku Kaczanowicze w powiecie słuckim, ks. Radziwiłła. Wszyscy trzej (Hieronim, Jan i Marcin) otrzymują w spadku po Kazimierzu - majątek Karycyn, a po ojcu - majątek Mogilniszki (połowę Marcin sprzedaje Hieronimowi i Janowi w 1783 r.). VI pokolenie - Konstanty syn Hieronima, Michał syn Jana, chrzest 26.09.1759 r. w mirskim kościele, zmarł w 1815 r., gospodarzył na otrzymanej części majątku Karycyn, spadkowy majątek Mogilniszki sprzedaje Wierzbickiemu 7.03.1790 r. Jan syn Marcina, chrzest 27.05.1789 r. Ignacy syn Marcina, chrzest 11.12.1791 r., zmarł w 1831 r. arendował ziemię od Zagorskiego. Józef syn Marcina. Stanisław syn Marcina, chrzest 27.10.1797 r., mieszkał w majątku Korań (?) w rzeczyckim powiecie. VII pokolenie -  Ignacy Kazimierz, chrzest 3.03.1799 r., syn Michała; Jan Kacper, chrzest 3.01.1801 r., syn Michała; Maciej, syn Michała, chrzest 13.02.1806 r., mieszkał w miasteczku Pohost; Aleksander, syn Michała, chrzest 26.05.1808 r. Wincenty, syn Ignacego, chrzest 24.12.1824 r. w nieświeskim kościele, mieszkał w majątku Wugły - Kwiaciany (?) w słuckim powiecie. Karol, syn Ignacego, chrzest 30.12.1828 r. VIII pokolenie - Józef, syn Ignacego Kazimierza, chrzest 5.06.1825 r., Antoni, syn Ignacego Kazmierza, chrzest 29.09.1827 r., Piotr, syn Ignacego Kazimierza, chrzest 4.06.1832 r. Konstantyn, syn Jana Kacpra, Bolesław, syn Jana Kacpra, ur. 25.12.1842 r., chrzest 16.05.1843 r. w starczyckim kościele, w powiecie słuckim. Wincenty, syn Macieja, chrzest 27.12.1831 r..

.

Jan Bohusz, rok 1676, majątek Karycyn/Karyca, powiat nowogródzki. Jest taka wieś na płd.-zach. od Nowogródka, nad Mołczadzią, czyli na pewno powiat nowogródzki I RP.

.

 

 

.

 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (2) | dodaj komentarz

Florian Gutowski

piątek, 27 stycznia 2017 16:50

To może jeszcze powiat piński I RP. Powiat piński na tle Wielkiego Księstwa Litewskiego:

 

By Kazimier Lachnovič - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=17863071

.

W powiecie pińskim I RP, dawno, dawno temu, żył jakiś Florian Gutowski. Był on dziadkiem Michała, który przeniósł się w witebskie (województwo), gdzie się ożenił i gdzie mu się w 1774 r. syn urodził i tam wylegitymował się ze szlachectwa pod koniec XVIII w. Kombinuję tak, że może matka Floriana Dorohinicza, który mógł się urodzić ok. 1735 r. z matki Heleny Gutowskiej, dała mu imię po swoim ojcu czy dziadku?

Florian Gutowski był dziedzicem Terhoszczyc w powiecie pińskim. Informacja ta pochodzi prawdopodobnie z legitymacji szlacheckiej, gdzie Michał musiał wykazać, że przodek był właścicielem wsi. Nie znajduję żadnych Terhoszczyc, ale trzeba bardziej poszukać, może na mapie? Czy to jest w ogóle  prawdopodobny trop? Wielu Gutowskich, ale związek z witebskim (województwem) zwrócił moją uwagę oraz imię dziadka Michała - Florian, rzadkie imię.

.

A to, że wielu Gutowskich, no cóż, wszyscy "daleko-kresowi" są dla mnie ciekawi. Wynika bowiem, że to rodzina polska, związana z Wielkim Księstwem Litewskim, a teraz spotykana w Polsce, Białorusi, Ukrainie i Rosji, tak skończyło się to za "dalekie zawędrowanie na wschód". Najbardziej znana osoba tego nazwiska w historii, to Szymon Gutowski, żyjący z latach 1627-1685, urodzony w Smoleńsku, Polak, związany zawodowo z Rosją, pracował w Moskwie, muzyk, lutnik i kompozytor, budował instrumenty muzyczne, wynalazca maszyny do druku nut muzycznych. Był synem Macieja, a jego syn to Iwan (Jan). Tutaj ciekawy jest Smoleńsk, przodkiem zapewne nie był, ale może dalekim kuzynem. Nasuwa się refleksja, że związek Korony z Wielkim Księstwem Litewskim to początkowy tryumf, ale konsekwencje opłakane, utrata ludzi wraz ze stopniową utratą dalekich terytoriów. Tym bardziej trzeba docenić ruch Floriana Dorohinicza, który z powiatu orszańskiego, hen pod Smoleńskiem, po I rozbiorze przyjechał w okolice Warszawy.

Szukamy w powiecie pińskim włości Floriana Gutowskiego, być może dziadka naszego Floriana.

Nie jest to wcale trudne,  na mapie znajdujemy Torhoszczyce/Targaszycy/Таргашыцы w okolicach Pińska, na płn.-zach. od miasta, dzisiaj przedmieścia Pińska. Jesteśmy w domu! Ciekawe czy to właściwy trop.

.

https://ok.ru/group/52296378482900

.


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Powiat orszański (I RP)

wtorek, 24 stycznia 2017 18:25

 

Skoro zawędrowaliśmy do powiatu orszańskiego, to skupmy się na nim na chwilę. Mało znana historia, mało znany kształt, mało znane miasta i dwory, dawno było, bardzo dawno temu. Daleko od Warszawy, hen pod Smoleńskiem. Historia powiatu orszańskiego jest dzisiaj dużo ważniejsza dla współczesnej Białorusi, nic dziwnego, że więcej przeczytamy o niej w białoruskiej Wikipedii, niż w polskiej Wikipedii i że zajmują się nią białoruscy, a nie polscy historycy. Trzeba przyznać, że Białoruś zgrabnie przejęła dziedzictwo I RP (także II RP), cóż, Białoruś to taka "Polska-bis". 

Wracając do powiatu orszańskiego, zobaczmy najpierw jego kształt, na tle Wielkiego Księstwa Litewskiego I RP (z białoruskiej Wikipedii):

Аршанскі павет на мапе

Graniczył z 6 innymi jednostkami terytorialnymi: od płn. - z powiatem witebskim (razem z powiatem orszańskim tworzyły województwo witebskie) i województwem połockim; od wsch.- z ogromnym powiatem smoleńskim (smoleńskiego województwa) i malutkim województwem mścisławskim, od płd. - z powiatem rzeczyckim (mińskiego województwa) i od zach. z powiatem mińskim (mińskiego województwa). Tworzyły go 44 miasta i miasteczka, nazwa niewielu coś nam dzisiaj powie. Większe miasta to: Orsza (przy drodze z Mińska do Smoleńska), Borysów (na zach. od Orszy, w kierunku Mińska)Druck (na płd.-zach. od Orszy), Kopyś (na płd. od Orszy), Szkłów (na płd. od Orszy i miasta Kopyś), Mohylew (na płd. od Orszy, miasta Kopyś i Szkłowa), Bychów (na płd. od Orszy i Mohylewa), Czausy (na płd.-wsch. od Orszy) i Czeryków (na płd.-wsch. od Orszy i Czausów).

.

Współczesna nasza wiedza o dawnym powiecie orszańskim jest nieduża, np. hasło w polskiej Wikipedii jest więcej niż lapidarne, a może wcale go nie ma. Chyba jednak nie tak łatwo będzie odszukać skąd przybył w okolice Warszawy Florian Dorohinicz, nie mamy pojęcia skąd przybył, nie znamy miejsca, tylko tyle, że Litwa i powiat orszański (to informacja z aktu zgonu). Do tego potrzebne białoruskie archiwa i białoruscy historycy, oj kusi żeby tam pojechać i trochę pobyć, poszukać. Gdzie to mamy te najdalsze kresowe korzenie i jakie nazwiska? Nawet jeżeli zamieszkali tam tylko na chwilę, nie żyli przez pokolenia, co wydaje się raczej pewne, ale nie wiem tego jeszcze na 100%. Oraz pytanie chyba najważniejsze - czy ktoś pozostał? Domyślam się, że gdzieś tam mogli pozostać Gutowscy (rodzina matki Floriana), nazwisko w każdym razie pojawia się w tych okolicach współcześnie, np. w Witebsku.

.

Powiat orszański wcześniej należał do województwa smoleńskiego, co miało swoją wymowę, Smoleńsk był zawsze najważniejszym miastem pomiędzy Warszawą i Moskwą. Okolice Orszy nie były bezludne, tutaj zawsze dużo się działo, to był trakt. Kiedy Polska w XVII w. straciła Smoleńsk, powiat orszański trafił do województwa witebskiego, ale nie zlał się z nim, tak można powiedzieć, ale zachował jakby "autonomię", nazwę, było wiadomo, że to fragment dawnego smoleńskiego województwa. Geograficznie przez powiat orszański przechodził wododział między Dnieprem i Dźwiną, to Dniepr był tutaj główną rzeką, pas niewysokich wzgórz tego wododziału ciągnął się z płn.-wsch., z kierunku Smoleńska (nad Dnieprem), w kierunku zachodnim. Nad Dnieprem leżą: Orsza, Kopyś, Szkłów, Mohylew, Bychów. A Borysów leży nad dopływem Dniepru Berezyną. Witebsk leży już nad Dźwiną, dlatego powiat orszański do województwa witebskiego mniej pasuje, jest bardziej "smoleński". Chyba rozpoczęliśmy już tę ekspedycję...

___

 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Florian Dorohinicz i powiat orszański

wtorek, 24 stycznia 2017 9:29

 

Jeszcze jeden odnaleziony ślad, skutki klikania w internecie. Odnalazł się mianowicie Florian Dorohinicz, a właściwie Doroginicz ("h" to takie białoruskie, czyli WKL, wymowa, ale pisze się przez "g" w języku rosyjskim). Florian odnalazł się w spisie szlachty powiatu orszańskiego, którą opublikował na swojej stronie internetowej białoruski historyk z Orszy - Eugeniusz Oniszczenko (chyba tak to po polsku napisać). Opublikował 28.11.2015 r., czyli nie widziałam tego kiedy w pierwszej połowie listopada 2015 r. pisałam teksty o świeżo odnalezionych Dorohiniczach. No ale teraz widzę, jest spis i jest wstęp do spisu oraz podane są źródła.

http://www.arhisan.com/knigi/331-shlyakhta-orshanskogo-poveta

Spis powstał na podstawie wypisów z ksiąg ziemskich i grodzkich z białoruskiego archiwum i dotyczy XVIII stulecia. Autor opisuje powiat orszański w tym okresie, który był dość szczególny, ponieważ ucierpiał w czasie I rozbioru w 1772 r., a zatem szczególnie ważne są dokumenty z okresu przed tą datą, na tym skupiają się zwłaszcza historycy. W 1765 r. w powiecie orszańskim były 23 parafie katolickie. W sejmiku w 1764 r. uczestniczyły 462 rody (nazwiska), a w sumie 932 osoby szlachty,  w 1765 r. - 1076 osób z 451 rodzin, w 1766 r. - 535 osób z 313 rodów, a w 1772 r.- 1237 osób z 607 rodzin  Daje to pojęcie o liczebności szlachty orszańskiej w tamtym okresie.  Co do samych źródeł, czyli ksiąg ziemskich i grodzkich, autor wspomina, że część rodów (niewielka, 21 rodzin zaledwie) ma zachowane w archiwach całe wywody genealogiczne przodków, w tej grupie są np. SawiccyZ Sawickimi to bardzo ważna informacja, Sawiccy także nas interesują, byli związani z Dorohiniczami w różny sposób, np. wnuk Floriana Antoni Domański żeni się z Anną Sawicką, a syn Floriana Franciszek żeni się z Rozalią Sawicką. Może Sawiccy, z którymi Dorohinicze wchodzili w związki małżeńskie, także będą stamtąd? Nie jest to wcale wykluczone, jest nawet bardzo prawdopodobne, kuzyn Sawicki, który zgłębiał ich genealogię miał taki białoruski ślad.

.


Nasz Florian Dorohinicz figuruje w spisie jako uczestnik tzw. popisu szlachty orszańskiej z 30.09.1765 r. Na liście jest 1067 osób, z 451 rodzin. Co ciekawe, nie ma Gutowskich, a jak pisałam na blogu o Gutowskich (w listopadzie 2015 r.), nazwisko rodowe matki Floriana, to w spisie szlachty orszańskiej Gutowscy byli! No ale ten aktualny spis to nowe źródła. Już nawet z pobieżnej lektury linkowanego spisu wynika, że szlachta orszańska była raczej mobilna, nie związana jakoś szczególnie z tym konkretnym powiatem. W każdym razie Florian powiat orszański opuścił i po I rozbiorze pojawił się w okolicach Warszawy, żeby pracować dla Lelewela, jako "poczciwy Białorusin". Chyba coraz bardziej Floriana lubię, za jego ciekawą życiową historię w tak szczególnym dla Polski okresie. 

.

Jeszcze raz polecam znakomitą stronę białoruskiego historyka, jest tam nie tylko o szlachcie orszańskiej, warto sobie poklikać, dużo o polskiej historii Białorusi:

http://www.arhisan.com

.

___

Florian Dorohinicz był ojcem Agnieszki, żony Michała Domańskiego i dziadkiem Antoniego Domańskiego, ojca Rocha Ludwika.

 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dorohinicze na Żmudzi

niedziela, 22 stycznia 2017 21:42

 

Kilka tropów w sprawie Dorohiniczów, sama nie wiem co o nich myśleć, ale trochę udało się wyklikać, w 2015 r. i teraz. 

.

1. Jest miejscowość, Dorohinicze, dzisiejsza Ukraina, na zachód od miasta Łucka, w pobliżu miejscowości Łokacze, Wołyń:

Strona 150

To jest rejon w którym dobra posiadali np. Kisiele herbu Świętołdycz, czyli Namiot.

Miejscowość Dorohinicze pojawia się w źródłach np. w czasie delimitacji granic pomiędzy Koroną Polską, a Wielkim Księstwem Litewskim, w 1536 r. 

.

2. W zbiorze "Prawa, Konstytucje i Przywileje Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego", z 1738 r. pojawiają się Dorohinicze, nazwisko:

Ludwik z Świętołdycza Dorohinicz oraz Mikołaj Jerzy Marcin Stanisław z Świętołdycza Dorochiniczowie.

Co ciekawe, reprezentują Księstwo Żmudzkie, a okazją są słynne Suffragia z 1697 r., uchwalone przez szlachtę po wyborze na króla Augusta II. W tych samych występuje Jan Wierzycki jako reprezentant województwa krakowskiego, nawiasem mówiąc.

.

3. "Herbarz rycerstwa Wielkiego Księstwa Litewskiego", Wojciecha Kojałowicza-Wijuka, pisze sporo o Dorohiniczach, reprint wydało w 2002 r. wydawnictwo "Heroldium", na pewno warto tam zajrzeć, jest po co, oto co udało się wyklikać: 

Strona 355

oraz: "Pawol y Gabriel Dorohinicz za Zygmunta III na woynie w Prusiech zabici. Piotr Dorohiniczzostawil syn<5w: Ludwika y Borisa. Pod- czas expediciey krola Iana III na Vkraine, 1674 towarzysz hu- sarski choragwi IMP. hetmana w. x. Lit. Michala.."

.


4. "Metryka litewska: rejestry podymnego Wielkiego Księstwa Litewskiego, Księstwo Żmudzkie, 1690 r.", Wydawnictwo "Neriton", 2009 r.:

 .Strona 194

.

.

Czyli w XVII w. byli na Żmudzi, bliżej stolicy Wielkiego Księstwa Litewskiego, niż jakieś łuckie peryferia. Innych historycznych Dorohiniczów nie udaje się na razie wyklikać. Czy zatem Florian Dorohinicz, przybywający po I rozbiorze w okolice Warszawy z Litwy, powiat orszański, jest z tymi żmudzkimi jakoś połączony? Florian umiera w 1815 r. w wieku ok. 80 lat, a zatem urodzony ok. 1735 r. Powiat orszański ma prawdopodobnie związek z jego matką, Gutowską (pisaliśmy o Gutowskich jako szlachcie orszańskiej).

Co by nie było, Dorohinicze, poziom 4xprababci, to litewska szlachta, czy inaczej szlachta Wielkiego Księstwa Litewskiego, które sprzymierzyło się z Koroną. Czyli szlachta białoruska. Jest jeszcze jeden ciekawy trop, otóż w nielicznych dokumentach jakie udało się odnaleźć po Tadeuszu Domańskim, pradziadku, był tajemniczy portret zbiorowy, zidentyfikowany jako z Kowna, co nam w ogóle nie pasowało do obrazka, a teraz być może już pasuje.

.

.


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Franciszek Dorohinicz

niedziela, 22 stycznia 2017 18:36

Franciszek Dorohinicz to kategoria "rodzeństwo", był bratem Agnieszki, żony Michała Domańskiego, z tego związku przyszedł na świat Antoni Domański, ojciec Rocha Ludwika i dziadek Tadeusza. Czyli Agnieszka to 4xprababcia, a jej brat Franciszek pojawia się tutaj w kategorii "rodzeństwo", co znaczy, że nie był przodkiem, ale rodzeństwem przodka (badam przodków i ich rodzeństwo).

Gdzie pojawia się Franciszek? Była już o nim mowa, pisaliśmy już na tym blogu o Dorohiniczach/Doroniczach, pod koniec tekstu podam linki. W 1815 r. Franciszek zgłasza zgon ojca Floriana (tego, który po I rozbiorze przybył w okolice Warszawy z Białorusi). Teraz Franciszek pojawił się w genetece, zostało zindeksowane jego małżeństwo, które zawarł w 20.11.1817 r. z Rozalią/Różą Sawicką (córką Jana Feliksa i Marianny Krasnodębskiej), parafia Suchożebry:

 http://szukajwarchiwach.pl/62/370/0/1/18/skan/full/_vBcWIMUk3IdJcn80fU6RA

http://szukajwarchiwach.pl/62/370/0/1/18/skan/full/qc8chM8c8dS4jYwxiSmjjw

Akt małżeństwa jest bardzo długi, to dobre dla genealogii czasy, po polsku i obszernie (Napoleon!), a pod aktem (nr 172) zamaszysty podpis Franciszka. Ślub, wydarzenie niewątpliwie radosne.

W genetece jest także metryka urodzenia w 1828 r. córki Franciszka i Rozalii - Joanny Teresy, wydarzenie bardzo radosne (akt nr 103), jest podpis Franciszka:

http://szukajwarchiwach.pl/62/228/0/1/3/skan/full/HGTD47bj7Bm4Y-O9V3Gxig

Ale niestety także akt zgonu tego dziecka w 1830 r. (akt nr 18), bardzo bardzo smutne:

http://szukajwarchiwach.pl/62/228/0/1/5/skan/full/OvtkHv1q0vmkhsq69mEDiw

Pod aktem osobisty podpis Franciszka, który był ekonomem folwarku przygodzkiego w owym czasie. Czy były jakieś inne dzieci tej pary - nie wiemy. Ekonom mógł często zmieniać miejsce pracy i zamieszkania, też parafię, może się jeszcze na niego natkniemy. Ale uchwyciliśmy dalsze losy Franciszka Dorohinicza i mamy aż trzy jego osobiste podpisy.

.

___

O Dorohiniczach pisałam na blogu w listopadzie 2015 r. kilka tekstów:

http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,352037031,title,Lubelscy-Domanscy,index.html

http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,352037787,title,Dorohinicz-vel-Doronicz,index.html

http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,352044396,title,Dorohinicz-czyli-siodma-woda-po-Kisielu,index.html

http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,352045008,title,Florian-u-Lelewela,index.html

.

Bardzo ciekawa rodzina, dość prawdopodobne, że związana początkowo z dużo bliższymi terenami niż powiat orszański (po I rozbiorze w granicach Rosji), a mianowicie z Polesiem, okolice naszego Hrubieszowa. Czy rodzima, czy tam też przyszli? Zapewne wraz z rozszerzaniem się granic I RP wywędrowała na Wschód w okolice Orszy, a po I rozbiorze powrót Floriana Dorohinicza w okolice Warszawy. Trzymam kciuki, że uda się dowiedzieć więcej, a przede wszystkim dotrzeć do jakiś potomków synów Floriana, Jana i Franciszka (my jesteśmy po córce Agnieszce). Albo potomków ewentualnego rodzeństwa Floriana, czy też ojca Floriana - Antoniego Dorohinicza lub jego rodzeństwa. 

.

.

.


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Województwa sandomierskie i lubelskie (I RP)

sobota, 21 stycznia 2017 23:55

 

Mapka województwa lubelskiego ze strony nepomuki.pl, genialnej strony o  kapliczkach św. Jana Nepomucena w Polsce. Św. Jan Nepomucen chroni od powodzi. http://nepomuki.pl/nepomuk/index.html. Na mapce zmieściło się również całe województwo sandomierskie. Prześledźmy ich granice i usytuujmy tutaj "naszych".

Znalezione obrazy dla zapytania województwo lubelskie I RP

 

Województwo sandomierskie było olbrzymie, jak widać na tej mapce, a przecież wcześniej jeszcze większe, bo z niego wyodrębniło się województwo lubelskie (w 1474 r.). Wspólnie z województwem krakowskim cały ten obszar to - Małopolska, czyli "Polonia Minor". Do dzisiaj nie ma zgody wśród historyków co miała oznaczać taka nazwa. Mniejsza? Raczej nie, czyli jaka? Tego nie rozstrzygniemy, ale jak wkrótce się okaże bardzo duża część mojej genealogii to Małopolska, powinnam się z nią utożsamiać. Małopolska w rozumieniu z czasów I RP, bo potem samo określenie bardzo ewoluowało, np. zaczęło być kojarzone z zaborem austriackim (Galicja), a dzisiejsze województwo małopolskie to tylko część dawnego krakowskiego województwa.

.

Ale jesteśmy w I RP. Granice województwa sandomierskiego i gdzie tam mogą być nasi. Sandomierskie składało się z 7 powiatów: wiślickiego, chęcińskiego, opoczyńskiego, radomskiego, stężyckiego, sandomierskiego i pilzneńskiego. Od płd.-zach. graniczyło z województwem krakowskim, tutaj tylko mały odcinek miał naturalną granicę na rzece Nidzicy. Z województwami sieradzkim i łęczyckim granica biegła na rzece Pilicy, ówczesnej Pilczy. Granica z województwem rawskim również biegła pewnym odcinkiem na Pilicy, potem granica z województwem mazowieckim w 2/3 nienaturalna, na odcinku ujścia do Wisły biegła na Radomce, w tamtych czasach zwanej Radomierzą. Po drugiej stronie Wisły znajdował się należący do województwa sandomierskiego powiat stężycki.graniczący z województwem mazowieckim i województwem lubelskim. Granica wsch. to rzeka Wisła, przez którą graniczy z województwem lubelskim (od niego wcześniej oddzielonym). Potem mamy ciekawy kąt, równoleżnikowo biegnącej granicy z województwem lubelskim, która biegnie częściowo Sanem (dolny odcinek biegu rzeki). A potem odcinek granicy z województwem ruskim, bez naturalnej granicy. W wielu przypadkach to "nienaturalne" oznaczało po prostu lasy, niezaludnione puszcze, czyli w pewien sposób granice były "naturalne", ale były też inne powody takich, a nie innych granic.

Gdzie w województwie sandomierskim mamy genealogię? Wygląda na to, że w powiecie sandomierskim i w pilzneńskim, czyli w kącie na wsch. od doliny Wisły. W powiecie sandomierskim jest Grębów, gdzie nasze nazwiska: Saja, Rak, Duma, Dec, Burdzy, to rodzina Babci ze strony Mamy. Oraz na pograniczu powiatów sandomierskiego i pilzeńskiego, kilka parafii, między innymi Rzochów (w powiecie pilzeńskim), tutaj nasze nazwiska po stronie Dziadka ze strony Mamy, czyli: Stec, Rusin, Winiarz, Szałda.

.

Granice województwa lubelskiego, poza opisaną już granicą z województwem sandomierskim, to województwa: mazowieckie, podlaskie, brzesko-litewskie, ruskie i nawet bełskie na pewnym odcinku. Województwo lubelskie tworzyły 3 powiaty: urzędowski, lubelski i łukowski. A gdzie nasi? Na razie wygląda na to, że w powiecie urzędowskim, ale sprawa jest w toku, podejrzewamy także powiaty lubelski i łukowski. W powiecie urzędowskim nazwiska rodziny Babci ze strony Ojca, po jej Matce.

Co ciekawe, po Matkach moich Babć genealogia zaczyna skupiać się wyraźnie po obu stronach Sanu, w województwach sandomierskim i lubelskim, w powiatach sandomierskim i urzędowskim. Ciekawe też jak głęboko uda się ją odtworzyć, to trudne dla poszukiwań genealogicznych okolice. Po Babci ze strony Ojca udało się ostatnio ładnie przebić, rodzina Babci ze strony Mamy czeka dopiero na odkrycie.Taki tekst na Dzień Babci!

.


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Województwo krakowskie (I RP)

poniedziałek, 16 stycznia 2017 20:54

 

Lekcja geografii historycznej - województwo krakowskie. Mamy tam Sataleckich i Tyrkalskich, ale mogą być i Wierzyccy, tego jeszcze nie wiemy. Jacyś Wierzyccy, herbowi, byli związani z dawnym województwem krakowskim, ale nie wiemy czy to nasi. Nie wiemy także gdzie w województwie krakowskim mieszkali tamci herbowi Wierzyccy, czyli nie wiemy nic. Dlatego przyjrzymy się całemu województwu, wyglądało ono zupełnie inaczej niż dzisiaj nam się wydaje, miało bardzo ciekawe granice. Granice województwa krakowskiego zmieniały się przez stulecia I RP nieznacznie. Początkowo, w XIV w., krakowskie województwo to tylko 3 powiaty: krakowski, proszowski (proszowicki) i żarnowiecki (co to?), ale potem już 7. Poniżej przedstawiamy stan z końca XVI w., ale trzeba dodać, że już na początku XVII w. mamy 8 powiatów, jest też powiat krakowski (wyodrębniony z proszowickiego).

Od południa granicę stanowił mniej więcej łuk Karpat i sąsiedztwo z Królestwem Węgierskim. Od zachodu mamy - powiat śląski z Zatorem i Oświęcimiem, także Żywiec i Milówkę, która była wówczas najbardziej na płd. wysuniętą miejscowością w powiecie. Powiat śląski graniczył z - powiatem szczyrzyckim: Lanckorona, Skawina, Dobczyce, Myślenice, Jordanów, Tymbark i Bochnia. Nie sięgał po Tatry, tutaj był już - powiat sądecki (sandecki), najbardziej na płd. wysuniętą miejscowością był Chochołów w parafii Dunajec (Czarny Dunajec). Zakopanego jeszcze nie było, parafią były Szaflary.. W powiecie sądeckim bardziej znaczące miasta to: Nowy Targ, Nowy Sącz (Sądecz Nowy), Czchów, Wojnicz, Zakliczyn. Południową granicą był łuk Karpat, Krościenko nad Dunajcem, a nad Popradem Piwniczna i Muszyna. Powiat sądecki był obszarowo największy. Dalej na wschód mamy - powiat biecki, oczywiście z Bieczem, także Grybowem (Grębowem), Jasłem, Osiekiem, Żmigrodem i Duklą. Dukla była już przy granicy z województwem ruskim (w którym np, Krosno). Na południu oczywiście łuk Karpat.

Od północy powiaty biecki i sądecki graniczyły z województwem sandomierskim. Ta granica najmniej dzisiaj do nas przemawia, tylko na krótkim odcinku biegnie rzeką Wisłoką, od Jasła (krakowskie) po okolice Brzostka (sandomierskie), poza tym w ogóle nie jest naturalna.Tuchów już leży w sandomierskim, a Wojnicz w krakowskim. Na północ od Wojnicza granica województwa ostro biegnie na północ, Szczurowa w sandomierskim, Ujście w krakowskim (powiat szczyrzycki), a pomiędzy tymi tak bliskimi przecież miejscowościami - powiat proszowicki województwa krakowskiego się nam wcina. Tak, tutaj robi się interesująco, ciekawy kąt, w proszowickim są przecież Koszyce, pardon w tamtym czasie - Koszyczki. Może warto się tutaj zatrzymać na dłużej, a nuż ten przebieg granic coś podpowie?

Omówiliśmy granice powiatów: śląskiego, szczyrzyckiego, sądeckiego, bieckiego i wkroczyliśmy do proszowickiego. Proszowice to bardzo ważne miasto, sejmikowe, w powiecie leżał sam Kraków (potem był już powiat krakowski, po 1620 r.), a poza tym: nasze Koszyce, Kazimierza Wielka, Działoszyce, Słomniki, Skała i Olkusz. Północną część województwa krakowskiego zajmowały powiaty - ksiąski i lelowski. Powiat ksiąski to: Książ Wielki, Żarnowiec (mamy cię!) i Miechów. Powiat lelowski to: Lelów, Częstochowa, Kłobucko i Krzepice. Zachodnią granicę powiatu i województwa stanowił na krótkim odcinku przebieg rzeki Liswarty. Od północy województwo krakowskie graniczyło z województwem sieradzkim (niewielkim) i ogromnym województwem sandomierskim, którego granice zaczynały się już na północ od Lelowa.

.

Sataleccy i Tyrkalscy to powiat proszowicki. A Wierzyccy? Czy coś nas w końcu oświeci? Nie mogli zniknąć nie pozostawiając żadnych śladów! Jacyś Wierzyccy (nie wiadomo czy nasi), herbowi na dodatek, w dawnym województwie krakowskim na 100% byli. 

.


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Podkrakowskie Koszyce

niedziela, 15 stycznia 2017 11:40

Tadam, tadam, dzisiaj przenosimy się do Koszyc, pomiędzy Krakowem i Sandomierzem, w latach 1790/1791. Pod taką datą mamy bowiem "Spis ludności województwa krakowskiego", z podziałem na parafie i tam parafia Koszyce, afiliowana przy Kościele Farnym Witowskim.. W Koszycach zaś nasi Sataleccy i Tyrkalscy. To 25 lat przed narodzinami Marianny Sataleckiej (matki Hipolita), ale tatuś Marianny, Maciej Satalecki, jest już na świecie, jako osobnik 3-letni, odnotowany w tym spisie. Matki Marianny, Wiktorii Tyrkalskiej, jeszcze na świecie nie ma, urodzi się już za chwilę, w 1791 r. (tyle, że nie w Koszycach).

Domostwo rodziców Macieja składa się z 7 osób, rodzina jeszcze młoda, Mateusz Satalecki (w spisie jako Satalewski) ma 30 lat, jego żona Teresa lat 26, syn Maciej ma 3 latka, córka Franciszka roczek. Mieszka tam również "kątnica" Teresa Krajowa wdowa lat 46, z synem Ignacym lat 22 i córką Anną lat 14. Tyle dowiemy się ze spisu.

Jest jeszcze drugie domostwo Sataleckich, to Zofia Satalecka (Satalewska) wdowa, lat 50, z 26-letnim synem Janem. Ciekawe, że widnieje tam również Mateusz Satalecki, lat 12, wpisany jako służący, służącą jest także 10-letnia Dorota Kurczabówna. Ciekawe, ponieważ nazwiska tych dzieci-służących, to nazwiska mieszczan koszyckich, o co chodzi?

.

W Koszycach mieszka także Wawrzyniec Terkalski (późniejsza forma Tyrkalski), lat 24, z 23-letnią żoną Anną. To jest dość ciekawa informacja, ponieważ są to imiona rodziców przyszłej żony Macieja, Wiktorii, czyli to muszą być oni. Ale z innych źródeł (metryki w Słomnikach) wiemy przecież, że rodzice Wiktorii Tyrkalskiej, która przychodzi na świat w 1791 r. (właśnie!), Wawrzyniec i Anna, mieszkali w Słomnikach, dwa domy w dwóch miastach mieli? Przyszła żona 3-letniego w tamtym czasie Macieja Sataleckiego przychodzi na świat w Słomnikach, nie w Koszycach. Były to dwa ważne podkrakowskie miasta, Słomniki i Koszyce, może rzemieślnicy (a Sataleccy i Tyrkalscy nimi byli), prowadzili swoje interesy w obu miastach? Jest tu jakaś tajemnica. Mowa o Tyrkalskich, Sataleccy są "tylko" koszyccy.

.

W całym mieście mieszkało wówczas 411 osób, 190 mężczyzn i 213 kobiet. Rachunek się nie zgadza? Chyba pozostałe 8 osób to Żydzi, spis nie wymienia ich z imienia i nazwiska, tylko wspomina, że ponadto jest jeszcze austeria skarbowa, w której mieszkają sami Żydzi.. Jest jeszcze przedmieście, folwarczek dziedziczny, gdzie mieszka 12 osób, dwoje we dworze (oczywiście Państwo) i 10 osób w 3 chałupach. Tyle o Koszycach. I mało i dużo jednocześnie, jakiś tam obraz miasta AD 1790/1791 z tego się wyłania.  

.

Hipolit Wierzycki, syn Marianny Sataleckiej (i Wincentego Wierzyckiego) przychodzi na świat w Koszycach 67 lat później, w 1857 r. i na nim zakończy się nasza "koszycka epopeja", był ostatnim moim przodkiem związanym z miastem. Miastem, które, kiedy Hipolit miał 12 lat miastem być przestało (1869) i nie odzyskało tego statusu do dzisiaj. Może kiedyś w przyszłości się uda. Zaklików i Modliborzyce na Lubelszczyźnie odzyskały niedawno swój dawny status, a Koszyce wciąż nie. Pocieszające jest to, że Koszyce mają dość dobrze zachowaną swoją dawną historię, tę w archiwach. Nawet moja kuzynka, "wspólniczka" do 3-letniego w 1791 r. Maciusia (wspólny przodek), dużo o historii Koszyc pisze.

.

 

___

Link do oryginalnego wpisu z opisem domostwa Mateusza Sataleckiego, 4xpradziadka (nr 22):

http://szukajwarchiwach.pl/29/30/0/3/50/skan/full/Q7Lzw0TBoahDTMJNfShPYg

.

___

Linki do tekstów o Koszycach, Sataleckich i Tyrkalskich, też o Słomnikach, na tym blogu i innych:

http://lakewierzycki8.bloog.pl

http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,340458459,title,Wiktoria,index.html

http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,340515675,title,Slomniki,index.html

http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,341643484,title,Na-tropie-Wincentego,index.html

.


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zawichost

niedziela, 08 stycznia 2017 18:13

File:II. Rakoczi Gyorgy Varso alatt.JPG

 

To słynna rycina Erica Dahlbergha (1625-1703) przedstawiająca Zawichost w 1657 r. (przejście wojsk szwedzkich przez Wisłę). Na fotografii, tak to bowiem wygląda przecież, widać kilka kościołów w mieście, w tym świątynię św. Maurycego, która jeszcze wówczas istniała, już tylko jako kaplica. Siedzibę parafii przeniesiono w poł. XV w. do Borowa, na drugą stronę Wisły. Dlaczego tak? Ponieważ kościół św. Maurycego w Zawichoście był kościołem parafialnym wiejskim, obsługiwał nie miasto, ale sąsiednie miejscowości, w tym te po drugiej stronie Wisły. Wszystko jest dobrze udokumentowane, przenosiny parafii, itp. Gorzej było z kościołem św. Maurycego, nie było wiadomo gdzie się dokładnie znajdował. Odkryto go dopiero niespełna 20 lat temu, w 1997 r., nad samym brzegiem Wisły, jego relikty, część zach. i płn., pozostałe pochłonęła rzeka. Odkryto i przykryto ponownie, ma czekać na lepsze czasy kiedy znajdą się fundusze na badania archeologiczne, te które przeprowadzono miały ograniczony zakres.

Ale wiadomość jest super, to zapewne moja najstarsza parafia, będąca jednocześnie jedną z najstarszych na terenie Polski. Zakładam bowiem, że pomiędzy przodkami z Witkowic w XIX i XVIII w. (parafia Pniów, w zaborze austriackim) będzie przez parafię Borów (Witkowice przed rozbiorami) łączność z parafią św. Maurycego w Zawichoście (dla Witkowic do połowy XV w.). Czyli moim najstarszym parafialnym miejscem jest .. brzeg Wisły, oczywiście byłam w tym miejscu, a jakże (i śmiem twierdzić, że działał duch przodków). Może rozwinę ten nawias, a co tam. Otóż kilka lat temu przejeżdżając przez Zawichost samochodem .. zasłabłam, za kierownicą. Przestraszyło mnie to, kupiłam jakiś napój w sklepie, zjadłam ciastko, ale nadal czułam się słabo, poradzono mi, żebym przeszła się po mieście, nad rzekę. Tak zrobiłam, spędziłam wówczas w Zawichoście kilka godzin, bo wciąż czułam się słabo (chyba należało zjeść obiad). Trafiłam też nad samą rzekę w miejsce gdzie mniej więcej był ten dawny kościół, wpuściła mnie tam siostra zakonna mówiąc, że jest tam na wysokim brzegu Wisły miejsce gdzie one, zakonnice, odpoczywają, namówiła żeby tam się zregenerować. W końcu musiałam poczuć się lepiej, ale teraz po odkryciu tej najstarszej parafii widzę, że mogło być w tym coś więcej niż zwykła słabość, może tak, a może nie. W każdym razie moje "szaleństwo" na punkcie Zawichostu znalazło uzasadnienie, byłam tam już bardzo wiele razy, bo np. jadąc z Warszawy w kierunku do Zakopanego jadę oczywiście zawsze przez Zawichost. Koniec dygresji.

.

Na rycinie, fotografii z poł. XVII w., centralne miejsce zajmuje zamek na Wiśle, który właśnie spalili Szwedzi. Dość niesamowite, że w pełnej okazałości oglądały go oczy moich przodków i to od początków Państwa Polskiego. Mieszko I, Bolesław Chrobry, został pierwotnie zbudowany w tamtych czasach, jako stojący przy granicy ówczesnego polskiego państwa. Wybór wezwania dla parafii wiejskiej w Zawichoście, czyli św. Maurycego, to podobno dzieło samego Bolesława Chrobrego, bardzo rzadkie wezwanie na ziemiach polskich, nie wiadomo co takiego miał na myśli. Kościół miał też nietypową architekturę. Ta parafia, ważna w strukturach kościelnych z uwagi na położenie, może być nieźle udokumentowana w archiwach kościelnych, które są przechowywane w Watykanie. Jeden z badaczy archiwów watykańskich powiedział kiedyś w wykładzie dla genealogów, że dzięki archiwom watykańskim możemy dojść w poszukiwaniu naszych wiejskich przodków do pierwszych Piastów i nie będzie w tym nic niezwykłego, dokumenty istnieją. Muszę go zapytać przy okazji o Zawichost.

.

__

Na rycinie-fotografii jest oczywiście także widok na drugą stronę Wisły, po której Borów. 

.

.

 

 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (3) | dodaj komentarz

Borów

niedziela, 08 stycznia 2017 15:10

Pożyczyłam z biblioteki książkę o Borowie, jedyną jaka była w katalogu, chociaż podejrzewam, że powinno być tam więcej książek o tej miejscowości, okrutnie spacyfikowanej przez Niemców 2 lutego 1944 r. (biblioteka jest wojskowa). Pomyślałam, że napiszę o Borowie moim brazylijskich kuzynom, oni wiedzą, że ich przodkowie emigrując za ocean na początku XX w. uniknęli hekatomby dwóch światowych wojen, które toczyły się na naszych ziemiach i chociaż były światowe, to nie dosięgły Brazylii (w szczegółach nie tak całkiem). Dam im konkret, barbarzyńską pacyfikację wsi, która była obok wsi, w której mieszkali przodkowie, a nawet pomiędzy wsiami, w których mieszkali, tak, że mogła również dotyczyć naszych dalekich kuzynów. Niemcy spalili cały Borów, wszystkie domy, ocalał tylko kościół i wymordowali blisko 300 mieszkańców. Ale całe żniwo tej pacyfikacji jest większe, obejmuje jeszcze sąsiednie miejscowości: Szczecyn, Wólkę Szczecką i oba Łążki, Łążek Chwałowski i Łążek Zaklikowski, a także przysiółek Karasiówkę. Łączna liczba ofiar waha się w granicach od 800 do 1300 osób, nie wiem skąd tak duży rozrzut, pewnie prawda jest pośrodku. Historycy uważają, że ofiarami byli również mieszkańcy sąsiednich miejscowości, w tym Baraków Starych i Baraków Nowych, a to miejscowości, które najbardziej podejrzewam o związek z naszymi Maziarzami, że stąd wyjechali za ocean.

.

Borów, duża wieś spalona całkowicie, jest symbolem tej hekatomby, ocalał tylko drewniany kościół z II poł. XVIII w. Są również bardzo stare metryki z tej parafii, wyszukiwarka Mormonów pozwala ustalić, że mieszczą się na jednym mikrofilmie, numer 937479, akta urodzeń i małżeństw z lat 1713-1730 oraz akta urodzeń, małżeństw i zgonów z lat 1728-1761 i lat 1798-1827. Czym prędzej trzeba go zamówić (mikrofilm), chyba, że skany trafią już na szukajwarchiwach i będzie je można przeglądać via internet (w połowie stycznia ma być nowy dopływ).

Tak, koniecznie trzeba przejrzeć ten mikrofilm, Borów. W czasie zaborów leżał w Królestwie Polskim, ale granica z zaborem austriackim okrążała Borów od południa, była tuż. Ale przed rozbiorami parafia Borów obejmowała znacznie szerszy teren niż potem, tak wynika, między innymi obejmowała również nasze Witkowice (z parafii Pniów), tak mówi "Słownik geograficzny". Czyli? Mogą być fascynujące odkrycia, nasi przodkowie z Witkowic dalej w głąb. Może nawet Maziarzy uda się tam spotkać, a przynajmniej ich tam wykluczyć. Michał Maziarz urodził się w Witkowicach (1842), ale jego ojciec Franciszek już nie, urodził się gdzieś indziej ok. 1803 r., jako syn Macieja i Tekli. Tak, że Borów w dużej części może być "nasz", nazwiska Bierut, Gugała, Bieniek i Tracz prawie na pewno. A parafia Zawichost? Owszem, zanim powstała parafia w Borowie, w poł. XV w., okoliczne wsie, również te po drugiej stronie Wisły, należały do parafii św. Maurycego w Zawichoście! To nic, że bardzo dawno temu, ale jest i Zawichost!

.

 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Gugała, Bieniek, Witkowice

sobota, 07 stycznia 2017 18:52

Jeżeli Michał Maziarz ur. w 1842 r. w Witkowicach, parafia Pniów (dekanat Gorzyce) był naszym przodkiem, to dalej w głąb mamy jeszcze jedno nazwisko. Nie tylko Bierut (nazwisko matki), Gugała (nazwisko babki, matki matki) oraz Tracz (nazwisko też w linii matki) i w linii ojca Wilkos (babka, matka ojca), ale jeszcze jedno w głąb - z indeksów udało się jeszcze zidentyfikować prababkę Michała - matkę Marianny Gugała - Katarzyna Bieniek. Czyli 5 dodatkowych nazwisk. Naprawdę "och". Indeksy są bardzo szczegółowe.

Marianna Gugała bierze ślub z Wawrzyńcem Bierutem w 1808 r., 14.02. był ten ślub (Walentynki!), akt nr 5 (będzie łatwiej zajrzeć jak sobie zapiszę). On ma 24 lata, ona lat 18. Załóżmy, że wiek młodych został podany prawidłowo. 1808 minus 18 to będzie 1790 rok. Czy urodziła się wówczas jakaś Marianna Gugała? Nie, ale w 1791 r. przychodzą  na świat dwie Marianny Gugała. Która? Ale nie narzekajmy, w późniejszych latach dzieci o tym imieniu i nazwisko rodzi się dużo. Wzrok przyciąga Marianna ur. 12.04. (dzień urodzenia mojego Ojca, Marianna była jego ... 3xprababką) i to rzeczywiście będzie ona, na podstawie innych indeksów udaje się to ustalić. W chwili ślubu miała zatem lat niespełna 18. Wszystko dzieje się w Witkowicach, nad Wisłą.

.

Czyli mamy Mariannę Gugała, córkę Jana i Katarzyny Bieniek. Zejść niżej raczej się nie uda, ale nie wiem, jeszcze nie wiem. W parafii Pniów mamy prawdziwy tłum oby prawdopodobnych przodków. To niesamowite, niezwykłe, tak długo ich szukałam, a oni są tutaj.

Pniów. Jeździłam dużo po tych okolicach, szeroko pojętych. Kąt gdzie San schodzi się z Wisłą bardzo mnie intrygował, dużo działo się tutaj ciekawego historycznie, San nawet zmieniał koryto, Wisła także zmieniała koryto, był zamek na Wiśle, zniszczony przez Szwedów. Kilka lat temu mieliśmy w tym miejscu wielką powódź, potem wielka susza. Zawichost leżący po drugiej stronie Wisły musi zachwycić każdego i mnie autentycznie zachwycił, wiele razy się tam zatrzymywałam, chłonęłam jego historię, rozmawiałam z ludźmi, piękne miejsce i bardzo historyczne (gdzieś w czeluści internetu jest chyba wciąż ukryty mój tekst o Zawichoście). A do Pniowa wybierałam się nawet na wycieczkę, którą organizowali przewodnicy z Sandomierza, ale w końcu nie pojechałam, czy wycieczka się odbyła bez udziału takiej potomkini mieszkańców tych stron - nie wiem (!), ale muszę dotrzeć do tego przewodnika (p. Cebuli) i zapytać co mu wiadomo o tej okolicy, że aż prowadził tu wycieczkę. W miejscu gdzie parafia Pniów bardzo ciekawie zmieniały się granice w czasie zaborów i w ogóle ciekawie biegła tu granica, którą widać miejscami jeszcze dzisiaj w terenie (np. w Łążku), widziałam, oglądałam. Przeglądałam też w AGAD mapy austriackie z okresu rozbiorów, jak tyczyli tu granicę, w rejonie było wówczas pełno miejsc określanych jako "maziarnie". Tak szukałam tu moich Maziarzy, no i mam nadzieję, że znalazłam, właśnie tu znalazłam. Tyle pokoleń w głąb, wciąż nie mogę ochłonąć. I to była ta "Galicja" skąd przyszli, ech, chyba gapa jestem, parafia Pniów to przecież najbliższa Zaklikowa Galicja, granica była w Łążku.

.

Rodzeństwo Marianny Gugały: Wit (31.05.1787, akt nr 9), Bartłomiej (15.08.1789, akt nr 7 i inny numer domu - 41), kolejna będzie nasza Marianna ur. w 1791 r., a następne dzieci Jana i Katarzyny to: Wojciech (23.03.1793, akt nr 8), Rozalia (27.08.1795, akt nr 15), Kazimierz (28.02.1797, akt nr 2), Katarzyna (2.04.1798, akt nr 6), Franciszek (8.10.1800) i Michał (30.08.1802). Jeszcze nie wiemy ile dzieci przeżyło dzieciństwo, założyło związki, miało potomstwo i mogą być po nich kuzyni.

 

 

.

.


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (2) | dodaj komentarz

Michał i jego bracia

piątek, 30 grudnia 2016 17:28

Powinnam wyjaśnić dlaczego poszukiwanie Michała Maziarza jest tak trudne, a mimo to uważam, że wpadłam właśnie na właściwy trop. Na pewno chciałabym go odnaleźć i mogłam "adoptować" Michała ur. w 1842 r. w parafii Pniów ze zwykłego "chciejstwa". Podobnie jak Mariannę Paleń, także ur. w 1842 r, tym razem w parafii Modliborzyce. Jego uczyniłam prapradziadkiem, ją praprababcią i "jadę" w głąb, dzięki indeksom lubgensu w głąb kilka pokoleń. Sznur za Michałem Maziarzem to: Wilkos, Gugała, Bierut, Tracz, dodatkowe 4 nazwiska. A sznur za Marianną Paleń to: Wielgus, Kochan i Biały, dodatkowe 3 nazwiska. Razem mamy 7 nowych nazwisk plus Maziarz i Paleń, mamy zatem 9 nazwisk z tej okolicy, prawdopodobnych przodków i kuzynów. Trudno przejść obok takiej pokusy obojętnie. Jednak faktem jest, że metryki ślubu Michała Maziarza i Marianny Paleń nie znalazłam (i najpewniej nie znajdę), a mimo to ich "wyswatałam". Można tak? To jak przeskoczyć rów, którym nie prowadzi droga, a przed rowem i za rowem jest droga, tylko czy ta sama, właśnie!

.

Informacja z brazylijskiego aktu zgonu Prababci Marianny mówi, że była ona córką Michała i Marii Pal, przyjęliśmy Paleń i Mariannę. Ja o tych imionach rodziców i nazwisku nie wiedziałam. Nazwisko "Maziarz" jest mi znane z aktu urodzenia mojej Babci i jej brata, w Brazylii nic o tym nie wiedzieli, z kolei . Ale połączenie informacji z brazylijskiego aktu zgonu i naszego aktu urodzenia pozwoliło rozpocząć tę historię. W pojedynkę żadne z nas nie miałoby szansy nic odszukać, dopiero razem pojawiła się szansa, chociaż nikła. Przyjęcie nazwisk Maziarz i Paleń posuwa sprawę do przodu dość szybko. Z aktu urodzenia Babci wiadomo, że Marianna Maziarz mogła się urodzić ok. 1869 r., rodzice urodzeni w 1842 r. są zatem bardzo prawdopodobni, oboje mieli wówczas po 27 lat. Można też wnioskować, że Prababcia nie była ich najstarszą córką, powinno być starsze rodzeństwo, ale tutaj wielka biała plama, być może wyemigrowali do USA. Wiemy na pewno, że z okolic Zaklikowa (czyli parafii gdzie spalone zostały księgi) kilka osób z pokolenia Prababci o nazwisko Maziarz wyemigrowało. Rodzeństwo czy kuzyni, a może i kuzyni i rodzeństwo?

Wszystko zależy od tego czy Michał miał rodzeństwo, a właściwie czy miał braci. Wcześniej bowiem w tej wąsko pojętej okolicy Maziarze nie mieszkali prawie na pewno. Podejrzewam, że pojawili się w okolicach Zaklikowa dopiero w związku z "maziarnią" w Zdziechowicach. To było pierwsze odkrycie, które umiejscowiło ich w tej okolicy, że w II poł. XIX w. funkcjonowała tutaj maziarnia, czyli było miejsce pracy, duże miejsce pracy na wiele lat.

Z indeksów lubgensu wynika, że Michał Maziarz ur. w 1842 r. w parafii Pniów miał rodzeństwo, czyli nie był jedynym synem Franciszka Maziarza. Miał starszych braci: Józefa (ur. 23.01.1837 r.) i Łukasza (ur. 14.10.1839 r.) oraz młodszego brata Wojciecha (ur. 26.03.1844 r.). Co ciekawe przy Michale i Wojciechu są Witkowice jako miejsce urodzenia, przy Józefie są Chwałowice, a przy Łukaszu - Łążek. Trzeba będzie to wyjaśnić, może jak uda się zajrzeć w metryki pojawi się jakaś podpowiedź, wszystkie trzy miejsca są blisko.

Czyli z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że Maziarze, emigranci z okolic Zaklikowa do USA, to potomkowie braci, synów Franciszka Maziarza, może głównie Michała, a może nie. Z wywiadów terenowych w okolicy Zdziechowic przypominam sobie takie słowa: "Franciszek przyszedł z Łążku", no tak mi się przynajmniej wydaje i to jest ta malutka cegiełka, która pozwala wierzyć, że ta rekonstrukcja ma sens. Są dwa Łążki w okolicy, przyznam, że obstawiałam raczej ten drugi (ten koło Janowa), bo tam Maziarzy dużo. Franciszek Maziarz mógł przybyć do parafii Zaklików z Łążka koło Zaklikowa, Wiadomo już także, że przyszedł do parafii Pniów z jakiejś innej parafii, na szczęście znamy imię jego ojca (Maciej) oraz imię i nazwisko matki (Tekla Wilkos), z tym można już coś zrobić, ale to kolejne poszukiwania, Maziarzy w głąb, teraz jesteśmy przy rodzeństwie Michała, syna Franciszka. Z wywiadów terenowych w okolicy Łychowa przypominam sobie, że coś mi mówiono o Łukaszu, rozmawiałam tam z Maziarzami, potomkami jakiegoś Łukasza. To tym bardziej pozwala wierzyć, że ta rekonstrukcja jest słuszna. Trzeba będzie do tych wywiadów terenowych powrócić. No i zajrzeć do metryk, tam zawsze coś jeszcze można będzie wyczytać, np. czym zajmowali się moi (mam nadzieję) Maziarze. Nazwisko bardzo nawiązuje do profesji, to fakt, zapewne powstało w taki sposób, ale czy jeszcze w II poł. XIX w. zajmowali się maziarstwem? To był już schyłek tej profesji, a maziarnia w Zdziechowicach było jedną z ostatnich maziarni.

_____

 


Podziel się
oceń
0
1
Tagi: Maziarz

komentarze (1) | dodaj komentarz

Michał Maziarz i Marianna Paleń

niedziela, 25 grudnia 2016 22:39

Chyba ich mam, w każdym razie stworzyłam dzisiaj rekonstrukcję, próbujemy. Nie ma łącznika z całą stworzoną "siatką", ale najpierw rekonstrukcja, a potem będziemy ją weryfikować w jakiś sposób.

Święta Bożego Narodzenia, wierzyłam, że to dobry czas na genealogię, tak było przecież od 10 lat. To 10 lat temu (też na Święta) odnalazłam wnuka brata mojej Babci, który podał w swoim życiorysie trochę faktów, które mnie tknęły, że możemy być rodziną. Znalazłam go w Wigilię 2006 r. Wkrótce dostałam od niego brazylijski akt zgonu naszej wspólnej Prababci, a tam wieści, że była ona córką Michała i Marianny Pal. Trochę mnie to zbiło z tropu, przyznaję, ja miałam bowiem informację (tylko z aktu urodzenia Babci), że była Marianną z domu Maziarz. A teraz postanowiłam odszukać parę - Michał Maziarz i Marianna Paleń. Dlaczego tak? Długo by opowiadać (chyba już opowiadałam nie raz), ale tak. Niestety dokumenty z parafii, w której prawdopodobnie brali ślub i rodziły się im dzieci, zginęły bezpowrotnie, to Zaklików. Jest tylko założenie, że skoro nigdzie nie ma śladu po Prababci, to musiała być tam.

Dzisiaj zaczęłam szukać Michała Maziarza i Marianny Paleń w regestrach lubgensu (lubgens.eu). I mamy, mamy dużo, tylko żadnej pewności, że to "nasi", ale cóż, ryzykujemy (że najwyżej trzeba się będzie z tej rekonstrukcji wycofać).

.

Michał Maziarz może być Michałem Maziarzem ur. w Witkowicach, parafia Pniów 27 września 1842 r., przychodzi tam na świat w domu nr 28, jako syn Franciszka i Marianny Bierut, córki Wawrzyńca. Ojciec Michała - Franciszek Maziarz bierze ślub z Marianną Bierut w Chwałowicach 17 listopada 1835 r. i ma w tym czasie 32 lata. Ojcem Franciszka jest Maciej Maziarz, a matką Tekla Wilkos. Gdyby to byli oni, to mamy ojca prababci Marianny, Michała, dziadka prababci Franciszka i pradziadka prababci - Macieja, byłoby bardzo ładnie tyle pokoleń wstecz. O Maziarzach wiemy na razie tyle. Dużo. 

Marianna Bierut, matka Michała Maziarza i żona Franciszka Maziarza rodzi się w Chwałowicach 2 lutego 1815 r., w domu nr 88, jako córka Wawrzyńca i Marianny Gugały. Wawrzyńca Bieruta też jesteśmy w stanie odszukać, przychodzi na świat w Chwałowicach, parafia Pniów 8 sierpnia 1788 r., dom nr 93, a jego rodzicami są Walenty i Helena Tracz. Wygląda na to, że Marianna Bierut ma sporo rodzeństwa, Józef, Wojciech, Katarzyna. Z kolei Marianna Gugała jest córką Jana i Katarzyny. Gdyby to byli oni, ach, ale może uda się to zweryfikować w jakiś sposób, w każdym razie gdyby oni, to za Michałem Maziarzem ciągną nam się takie inne nazwiska (żon): Bierut (matka), Wilkos (babka), za Marianną Bierut z kolei nazwiska: Gugała i Tracz. Za piękne żeby było prawdziwe? Ale na Boże Narodzenie dlaczego nie.

Z Michałem Maziarzem wiąże się oczywiście nazwisko jego żony Marianny Paleń (tutaj wyswataliśmy tę parę bez żadnych dowodów na piśmie, kruche ogniwo rekonstrukcji, ale uprzedzałam). Marianna Paleń jest z kolei związana z Modliborzycami. Rodzi się tam w 1842 r.. jest córką Józefa i Katarzyny Wielgus (akt nr 82). Tutaj pewne zamieszanie, trzeba będzie zajrzeć do akt, może to nie Józef, ale Jędrzej? Bo w 1841 r. mamy małżeństwo Jędrzeja Palenia i Katarzyny Wielgus (akt nr 9 w Modliborzycach). Jędrzej jest synem Józefa i Katarzyny Kochan, a Katarzyna Wielgus jest córką Michała i Marianny Biały. Katarzyna Wielgus rodzi się w Modliborzycach w 1822 r. Gdyby to byli "nasi", to za Marianną Paleń ciągną nam się takie z kolei nazwiska: Wielgus (matka Marianny), Biały (babka Marianny), a po ojcu dochodzi nazwisko Kochan. Za piękne żeby było prawdziwe? Ale na Boże Narodzenie dlaczego nie miałoby być prawdą? Oczywiście zweryfikujemy wszystkie te rewelacje, w jakiś sposób.

.

.

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Adam Wierzycki - zemborzycki wójt

czwartek, 15 grudnia 2016 21:33
Wyłapałam w googlach taki cytat:
 
"Podobnie stało się z młynem, który istniał przy stawie zembrzyckim. Kres jego działania można jednak wiązać z okresem od początku lat 30.do połowy lat 50. XVII w. Wizytatorzy ustalili, że miejsce na którym był lokowany ledwo da się rozpoznać, a jeszcze w 1627 roku ówczesny wójt Adam Wierzycki prowadził remont budynków na terenie Zemborzyc i starał się o zwrot kosztów z tego tytułu. Można więc założyć, że młyn pozostawał wówczas w dobrym stanie lub został wyremontowany, a dopiero później zniszczał"
 
To znaczy wyłapałam nazwisko, a potem po nitce do kłębka i jest. Nazwisko Wierzycki w zupełnie nowej dekoracji, której się kompletnie nie spodziewałam, bowiem rzecz cała dotyczy ... Lublina i to w XVII w. Oczywiście biorę poprawkę na to, że ktoś mógł źle odczytać nazwisko (choćby internet), wiele już niestety było takich przypadków. Ale nie ma najmniejszego powodu żeby zakładać z góry, że to błąd. Publikacja budzi respekt, jest to artykuł naukowy, może popularno-naukowy: "Zemborzyce w XIV-XVIII w." (J. Chachaj, K. Jakimowicz, D. Szulc) w publikacji  - "Lublin.700-lecie. Historia dzielnic", zeszyt pt. "Zemborzyce" ukazał się latem tego roku. I tam na stronie 22-giej nazwisko Wierzycki. Teraz tylko dotrzeć do źródła tej informacji, oj Jacek Wierzycki się ucieszy, a ja będę miała pretekst żeby go w Lublinie odwiedzić. Oczywiście żadnych poszlak, że to "nasz" Wierzycki nie mamy, ale nazwisko to już jest coś. Wójt Zemborzyc, które dzisiaj stanowią dzielnicę Lublina, w 1627 r. Nawet nie wiem gdzie Zemborzyce są na mapie, już wiem, to płd.-zach. część miasta.
.
__________________
.
.

Podziel się
oceń
0
1
Tagi: Wierzycki

komentarze (0) | dodaj komentarz

niedziela, 22 października 2017

Licznik odwiedzin:  70 774  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Taki nowy pomysł, zobaczymy. W miarę częste wpisy o "postępach" genealogicznych i o ich braku też. Łucja Wierzycka. lucjawierzycka@wp.pl

O mnie

Statystyki

Odwiedziny: 70774

Więcej w serwisach WP

Ale seriale

Pytamy.pl