Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 213 165 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Aleksander Kowalski

niedziela, 27 listopada 2016 16:29

 

Wśród dawnych zdjęć zachowała się fotografia Aleksandra Kowalskiego, który osobiście zadedykował ją pradziadkowi Tadeuszowi Domańskiemu. Pojawia się on także we wspomnieniach Babci, jako ktoś kto przyjeżdżał do Trzydnika na Lubelszczyźnie na wakacje, tuż przed I wojną światową zapewne (wtedy Babcia mogła się z nim zetknąć). Kim był Aleksander Kowalski długo pozostawało niewiadomą. Rąbka tajemnicy uchylił najpierw kuzyn Kajetan Sawicki (Anna z domu Sawicka to babka Tadeusza Domańskiego). Otóż nazwisko Kowalski pojawia się jako nazwisko męża jednej z sióstr Anny, tak jak ona wyszła za mąż za Antoniego Domańskiego, tak jej siostra (z innej matki) wyszła za mąż za Daniela Kowalskiego. To był już i jest jakiś trop, jedyny jaki mamy, ale dość prawdopodobny, że Aleksander Kowalski ze zdjęcia ma coś wspólnego z rodziną Daniela Kowalskiego. Trochę to, jak zwykle w genealogii, skomplikowane, kto z kim i kiedy, ale najciekawsze jest samo zdjęcie, człowieka z czasem zidentyfikujemy, jakoś osadzimy w drzewie, ale ten mundur jest dużą zagadką, a jednocześnie wskazówką gdzie Aleksandra szukać. Trochę poszperaliśmy w zasobach, które już są dostępne w internecie, m.in. w wykazie oficerów armii carskiej z 1909 r. - Aleksander Kowalski, sztab-kapitan, Kaukaska rezerwowa artyleryjska brygada m. Władykaukaz. Za wiele nam to nie mówi, ale z czasem i to rozgryziemy.

A oto i zdjęcie, przepiękne, wklejam takie duże, żeby było widać te ordery:

 

Mamy go! Aleksander Kowalski urodził się w 1843 r. w parafii Kiełczewice, w Strzyżowicach i był rzeczywiście synem Daniela Kowalskiego, ale ... nie siostry Anny z Sawickich, która to siostra była żoną Daniela, tylko już kolejnej jego żony, Tekli z Grodzińskich. Rodzi się 15 lutego o godzinie 11-ej w nocy, akt nr 12.

http://szukajwarchiwach.pl/35/1838/0/2.4/33/skan/full/BmI6c_3tRbCt4vKfa38kYw

__

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Niagryn

czwartek, 08 września 2016 11:42

 

Niagryn to wieś na Ukrainie, obecnie Pidliski, na płd. od Doliny, miasta. 15 lipca 1844 r. umiera tam 60-letni Franciszek Wierzycki, tylko tyle o nim wiemy. Skąd wziął się w tamtych okolicach nie wiadomo, ale być może jest jakaś łączność z Wierzyckimi/Wirzyckimi ze Stanisławowa, których namierzyliśmy w I poł. XVIII w. w Stanisławie właśnie. Minęło 100 lat, a Niagryn to rzut beretem od Stanisławowa, beretem ale przez góry, a raczej kilka dolin rzecznych.

Link do aktu zgonu Franciszka, dzięki pomocy Geneteki znajdujemy go na stronie AGAD (Archiwum Akt Dawnych w Warszawie):

http://agadd.home.net.pl/metrykalia/301/sygn.%20295/pages/PL_1_301_295_0018.htm

Dom nr 3, Niagryn. Nazwisko napisane jest bardzo wyraźnie, żadnych wątpliwości być nie może. Kilka dni wcześniej umiera tam inny 60-latek, Jan Kawka, też "operarius", w domu nr 4. Pewnie jest jakiś związek.

.

O miejscowości możemy poczytać w Słowniku Geograficznym, hasło "Lolin i Niagryn":

http://dir.icm.edu.pl/pl/Slownik_geograficzny/Tom_V/364

To dane z blisko pół wieku późniejszego okresu, być może w 1844 r. był tylko Niagryn (?)."Obszar przez te wsie zajęty ciągnie się pasem 3 do 9 km szerokim, aż do granicy węgierskiej", oddalonej od płn. krawędzi wsi o 32 km w linii prostej".

Wygląda to wszystko bardzo ciekawie, nie powiem, wieś tak długa i szeroka to imponujące. Wiele górskich szczytów i kilka dolin rzecznych, ciekawe gdzie był w owym czasie dom nr 3. Słownik Geograficzny opisuje, że Lolin był w części płn., a Niagryn w części płd. Ciekawy tekst o tej okolicy, to relacja z wyprawy przedsięwziętej w 2009 r., szlakiem gen. Sosnkowskiego, jest tam wiele o Niagryniu, wsi i wierzchołku góry o tej samej nazwie, warto przeczytać:

http://www.polska1918-89.pl/pdf/szlakiem-generala-sosnkowskiego,3562.pdf

W połowie XIX w. na pewno był to absolutny "koniec świata", co robił tam Franciszek Wierzycki?

.

Zapewne przeglądając akty metrykalne miejscowości w szerokich okolicach Stanisławowa można by spotkać jeszcze różnych Wierzyckich, ale czy są to "nasi"? Mało na to wskazuje. Sama nie wiem, z jednej strony jakaś łączność z Wierzyckimi/Wirzyckimi ze Stanisławowa (żołnierz twierdzy?) wydaje się dość prawdopodobna, to żołnierskie rzemiosło, legenda o Ormiance w rodzie (a Ormianie to okolice Stanisławowa właśnie). Z drugiej strony jednak żadna nitka nie została uchwycona, ale przecież nie przejrzałam ksiąg dostępnych z AGAD, dolina po dolinie, a tam mógłby być jakiś trop. No i czas chyba przypomnieć sobie swój pobyt w tych okolicach, dawno, bardzo dawno temu, odkurzyć slajdy z końca lat 80-tych XX w., a nuż trafi się jakaś podpowiedź.

___________________


Teksty na blogu o Wierzyckich/Wirzyckich ze Stanisławowa (niektóre):

http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,351233869,title,Ormianski-slad,index.html

http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,347036792,title,Jozef-Wirzycki-w-Stanislawowie-raz-jeszcze,index.html

http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,345637417,title,Wirzycki,index.html

.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Krupe, Marianna

sobota, 03 września 2016 17:48


Krupe to miejscowość położona na płn.-wsch. od Krasnegostawu, Lubelszczyzna. Znana ponieważ są tam malownicze ruiny bastionowego zamku, który teraz ma nadzieję na rewitalizację, to znaczy stara się o fundusze unijne na ten cel. Przyglądam się tym projektom, ale z innego powodu, nawet trudno nazwać go genealogicznym, chyba, że taka genealogia "po nazwisku". 23 października 1813 r. umiera w Krupem, parafia Krasnystaw, 50-letnia wdowa Marianna Wierzycka. Czy na pewno tak brzmi to nazwisko głowy nie dam, w końcu to tylko rękopis.. Akt zgonu Marianny jest wstrząsający, ale tylko na pierwszy rzut oka. Chowają ją "przyjaciele", u których mieszkała jako "komornica" i akt zgonu podaje, że była. .. żebraczką. Na pierwszy rzut oka wstrząsające, ale już kiedy bliżej przyjrzymy się realiom epoki, może to wyglądać nieco inaczej. Może, ale nie musi. 

Troszeczkę jakby wskazuje, że owa Marianna mogła być matką Pawła Wierzyckiego, szwoleżera Napoleona, o którym na tym blogu już kilkakrotnie pisaliśmy. Co na to wskazuje? Data jej śmierci, Paweł szwoleżer powraca z wojny dopiero w 1815 r., jeżeli matka wcześniej została wdową, a syna nie było, mógł być kłopot. A także te lubelskie okolice. Kiedy Paweł wraca z wojny, domyślamy się, że jest Pawłem Wierzyckim, który jako weteran mieszkał w różnych miejscach na Lubelszczyźnie, tutaj się ożenił, tutaj rodziły mu się dzieci. Oczywiście głowy nie dam, że Paweł Wierzycki, szwoleżer (który miał matkę Mariannę) i Paweł - weteran, to na pewno ta sama osoba. A tym bardziej nie dam głowy, że ów Paweł mógł być ojcem Wincentego Wierzyckiego, prapradziadka. To nawet wydaje się mało prawdopodobne, może być to tylko zbieżność imienia i nazwiska, ale też nie można tego wykluczyć. Tym bardziej interesuje nas Marianna, zresztą interesuje kimkolwiek by nie była, w końcu nosiła to nazwisko.

________

Akt nr 337, zgon Marianny:

http://szukajwarchiwach.pl/35/1849/0/1/31/str/1/2/15#tabSkany

Tutaj natomiast przykładowo metryka z 1837 r. z parafii Łabunie, gdzie przychodzi na świat Katarzyna, córka Pawła Wierzyckiego weterena, akt nr 188:

http://szukajwarchiwach.pl/35/1863/0/2.1/50/skan/full/hOz-0HoRw7qdtMLO7J5VwQ

A także przypomnimy kilka tekstów na blogu, o Pawle Wierzyckim, który wydaje się całkiem możliwym jej synem, chociaż nie wiemy czy to "nasz" Paweł Wierzycki. Innego Pawła Wierzyckiego do tej pory nie mamy, a mający 52 lata w 1837 r. Paweł wydaje się nam coraz bardziej prawdopodobny.

Podaję chronologicznie kilka tekstów na tym blogu, które mówią o Pawle. Najpierw namierzyliśmy Michalinę Wierzycką, jego córkę, jako córkę .. Michała, potem już jednak pojawia się imię Paweł, aż wreszcie dane o Pawle, szwoleżerze Napoleona (data urodzenia Pawła się nie zgadza, ale się nie poddajemy):

 

http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,330481502,title,Pawel,index.html

http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,339588850,title,Pawel-szwolezer,index.html

http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,351920524,title,Na-tropie-Pawla-Wierzyckiego,index.html

.

Zaczęliśmy, że Krupe to takie ładne miejsce, ano właśnie, rycina z widokiem zamku w Krupem. Zamek zniszczony przez Szwedów w XVII w. niszczał w kolejnych wiekach, a teraz ma szanse się odrodzić. Jak trafiła tam Marianna Wierzycka? Kim była? Matką Pawła Wierzyckiego, szwoleżera? Mogła być prababką, chociażby w linii bocznej, naszego Wincentego? Czy Wincenty już na zawsze zostanie bez rodziny, bez przodków.

 

 Krupe, zamek.jpg

____http://zamki.res.pl/krupe.htm_____

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kruszyny Szlacheckie

wtorek, 16 sierpnia 2016 18:20

 

Trafiłam dzisiaj na panoramio z mnóstwem zdjęć Kruszyn Szlacheckich autorstwa pana Kazimierza Mendlika. Czapki z głów! Oto jedno z nich, pozostałości dworu, w którym autor zdjęć mieszkał na początku lat 60-tych:

 http://www.panoramio.com/photo/56269919

 

Byłam w Kruszynach Szlacheckich, ale dawno już, w 2009 r., minęło 7 lat. Nie wiem z jakiego okresu są zdjęcia pana Mendlika, ale wydają mi się już późniejsze. Ach szkoda, że nie można być w tych wszystkich miejscach znanych z pobytu przodków częściej, ale tych miejsc jest bardzo dużo i coraz więcej, Nie można wycieczek genealogicznych za często powtarzać, trzeba szukać nowych tropów. Ja przynajmniej tak robię, wciąż głębiej i dalej, do przodu, czyli w tym przypadku wstecz. Ale do Kruszyn Szlacheckich powrócę na pewno, jest tam przepięknie i nie każdy trop został dobrze zbadany. Ziemia Michałowska, Pojezierze Brodnickie.

W 2009 r. wycieczkę do Kruszyn Szlacheckich opisałam na blogu "Moja pasja genealogiczna. Kruszyny, Szlacheckie, Anielewo":

http://lakewierzycki5.bloog.pl/

Mieszkali tam moi Umińscy, a konkretnie urodziła się w 1864 r. prababcia Maria Rościszewska (potem Wierzycka) i w 1842 r. jej matka Aniela Umińska (zamężna Rościszewska). Kruszyny Szlacheckie i Anielewo skrywają wiele zagadek, z których niektóre tylko zostały rozwiązane do 2016 r. Czyli miejsce dalej czeka na swojego genealogicznego odkrywcę.

Skąd wzięli się tam moi Umińscy? Zamieszkał tam dziadek Anieli - Antoni Umiński z żoną Pauliną, prawodopodobnie Kruszyny Szlacheckie były wianem żony Antoniego. Mieszkał tam (w Anielewie) syn Antoniego - Erazm Umiński z żoną Marianną Kiełczewską, ich najstarszą córką była Aniela, ale potem jeszcze kilkoro dzieci się urodziło, w tym młodszy od Anieli o 11 lat Bolesław Ludwik. Po napisaniu bloga w 2009 r. udało się skontaktować z potomkinią Bolesława Ludwika, mieszkającą w Warszawie - Zofią. A potomkowie innych dzieci? Pierwszym synem Anieli Umińskiej Rościszewskiej był Erazm Rościszewski. To dzięki niemu w ogóle trafiliśmy do Anielewa. Erazm był lekarzem i znalazł się w słowniku lekarzy polskich XIX w., niestety miejsce urodzenia nie było podane jako Anielewo, tylko Aniołowo. Żaden błąd, inne tłumaczenie nazwy z języka niemieckiego przecież. Ale co się naszukaliśmy w Aniołowie to nasze. Gdyby nie ślad o urodzeniu Erazma w tym słowniku nigdy byśmy do Kruszyn Szlacheckich nie trafili? A może jednak? Kuzyn mojego Ojca - Antek pamiętał nazwę Kruszyny przecież. Tylko nie jedne Kruszyny są na świecie, oczywiście w innych Kruszynach, a jakże, byłam, bez genealogicznego skutku. Mam z tamtych Kruszyn takie "głupie" zdjęcie, to znaczy moja mina jest nietęga i właściwie mina pokazuje, że nie trafiłam wówczas do właściwych Kruszyn. Cóż, urok poszukiwań genealogicznych.

Żadnych żyjących do dzisiaj potomków Erazma Rościszewskiego urodzonego w 1863 r. w Anielewie nie udało się do dzisiaj odszukać. Czy Aniela jest od Anielewa czy odwrotnie? I wiele innych pytań, które szybciej będą się mnożyć w nieskończoność niż będziemy znajdywać na nie odpowiedzi. Im głębiej w las, tym więcej drzew, im głębiej w genealogię dokładnie tak samo. Ale super, o to przecież chodzi. Kolejnym drzewem odkrytym w Kruszynach Szlacheckich tak naprawdę było drzewo Mellin, ale w 2009 r. jeszcze o tym nie wiedziałam. Temat niezgłębiony do dzisiaj, wciąż czeka na swojego odkrywcę.

.

.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Skarbnik kaliski

niedziela, 07 sierpnia 2016 11:30

 

Kim był skarbnik kaliski? Skąd taki tytuł przy obu Janach Kiełczewskich? Tym, którym był naszym przodkiem, jako ojciec Rocha, dziadek Gabriela, pradziadek Ignacego i prapradziadek Marianny Kiełczewskiej (która wyszła za Erazma Umińskiego i była matką Anieli, babką Marianny i prababką dziadka Stanisława).  Tak pisze w "Herbarzu" Niesiecki o Janie Zygmuncie Kiełczewskim,

strona 78 tego "Herbarza", link:

https://books.google.pl/books id=WwNhAAAAcAAJ&pg=PA78&dq=jan+kie%C5%82czewski&hl=pl&sa=X&redir_esc=y#v=onepage&q=jan%20kie%C5%82czewski&f=false

.

Tytuł "skarbnika kaliskiego" pojawia się przede wszystkim przy Janie Kiełczewskim, który w 1633 r. otrzymuje pensję dożywotnią od Władysława IV Wazy, za "zasługi na sejmach". To bardziej pewna informacja, bo na podstawie "Metryki Koronnej", czyli oryginalnych dokumentów z epoki. Niesiecki, jako żyjący później, jest mniej wiarygodny, ale skoro umieszcza przy Janie Zygmuncie Kiełczewskim taki tytuł., to czyni to na jakiejś podstawie, jakiej jeszcze nie wiem. Są książki, są opracowania, są dokumenty (chociaż wiele ich przepadło np. w Powstaniu Warszawskim), na pewno uda się tę zagadkę rozwikłać. 

Poważną poszlaką, że obaj panowie mogli być spokrewnieni jest zwyczaj panujący w owym czasie, dziedziczenia takich tytułów, zwłaszcza, że były one tylko honorowe. To znaczy przechodziły one z ojca na syna, czasami nawet na wnuka, tak twierdzą historycy. W Polsce nie było tytułów arystokratycznych i takie tytuły honorowe w pewnym sensie to zastępowały, wprowadzały jakąś hierarchię wśród szlachty (pomimo demokracji szlacheckiej). 

Inną poszlaką jest na pewno kariera potomków Jana Zygmunta Kiełczewskiego, związana z dworem królewskim (vide Niesiecki).

.

Ale co robił ów skarbnik kaliski, czym zasłużył się "na sejmach"? Raczej nie zbierał opłat i podatków, a może zbierał? Ale wtedy nie byłby to tytuł honorowy, tylko funkcja. A takiej funkcji jak "skarbnik" wśród tytułów szlacheckich nie było, ani funkcyjnych, ani tytularnych, honorowych. To właśnie za czasów Zygmunta III Wazy uporządkowano sprawę tytułów szlacheckich, w konstytucji z 1611 r., nie uświadczy w niej tytułu "skarbnika", żywy dowód, że takiego tytułu wówczas nie było. Ale .. mógł powstać później, już za chwilę później. Mówi się trochę o tym, że tytuł skarbnika się odrodził (był taki tytuł w średniowieczu). Ciekawe zagadnienie, ciekawa sprawa, będziemy tropić "skarbnika kaliskiego" aż do skutku. W końcu "zaczepienie" genealogii w czasach Zygmunta III Wazy, to duża gratka, nasz przodek bywał w Warszawie, kiedy tylko stała się stolicą... No i szansa na przyjrzenie się Kiełczewskim, przyszedł czas na Ignacego, Gabriela, Rocha, Jana Zygmunta, a może nawet na Jana z czasów Zygmunta III Wazy. Co by nie mówić, to prawdziwie "arystokratyczna" nitka. Może dlatego w dokumentach odnalezionych po Ewelinie Kiełczewskiej w Kanadzie (kuzynce Marianny Kiełczewskiej) jest mowa, że była .. hrabiną. Czegoś takiego w Polsce oczywiście nie było, nie było arystokracji, ale tytuł szlachecki w rodzinie mógł pełnić podobną rolę. Ciekawe... 

Historycy zwracają uwagę na kariery średniej szlachty wielkopolskiej (wymieniając tam Kiełczewskich), która długo, najdłużej w historii naszego kraju, żywo interesowała się sprawami państwowymi, czyli np. współpracą z królem, w czasach kiedy średnia szlachta z innych regionów stawała się powoli klientelą magnaterii. Też ciekawy rys w jakich procesach historycznych mogli brać udział przodkowie. 

.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jan Kiełczewski

niedziela, 07 sierpnia 2016 9:43

 

Mamy kolejnego "głębokiego" przodka - Jan Kiełczewski. Był 4xpradziadkiem Marianny Kiełczewskiej, zamężnej Umińskiej, która była matką Anieli i babką mojej prababki Marianny. Baaardzo głęboko, te wszystkie "pra", nic dziwnego, Jan żył w XVII i XVIII w. "Wyskoczył" dość niespodziewanie, nawet nie sięgałam tak głęboko, wiedziałam, że ojcem Marianny był Ignacy, dziadkiem Gabriel, a pradziadkiem Roch i chyba nawet wiedziałam o Janie (są wszyscy, Jan, Roch, Gabriel i Ignacy w herbarzu), ale to było za głęboko, żeby się Janem zajmować. A poza tym taka szlachecka nitka zawsze może liczyć na zainteresowanie, także historyków, nie zrobię ja, zrobią inni, o ile już nie zrobili.

Aż tu nagle pojawiła się informacja, że w Kanadzie znaleziono papiery (zdjęcia) po Ewelinie Kiełczewskiej. Szybko udało się dopasować tutaj Mariannę i okazało się, że były kuzynkami, ich pradziadkowie byli braćmi, a wspólnym przodkiem jest Jan. W tym momencie Jan Kiełczewski zrobił się zdecydowanie bardziej bliższy. A więc jest, Jan Kiełczewski, skarbnik kaliski. Jan był moim 7x pradziadkiem! O linii od Jana Kiełczewskiego wspomina m.in. herbarz Niesieckiego, czyli archiwalne informacje, niestety nie są znani autorom herbarzy przodkowie Jana. O i tutaj już zapaliło się światełko dla mnie, historycy odpuścili temat, chętnie się nim zajmę. 

.

Czy możemy sięgnąć jeszcze dalej w głąb? Chyba możemy. 

Oto wypis z opracowania "Metryki Koronnej" za Władysława IV Wazy, jest tam ślad po Janie Kiełczewskim, ale oczywiście nie 7-pradziadku, bo Jan Kiełczewski wymieniony w "Metryce" żył w I poł.. XVII w. Ten starszy Jan również był skarbnikiem kaliskim, a raczej on na pewno był skarbnikiem kaliskim, jest wymieniony w historycznym dokumencie z epoki:

"Nr 18 Kraków, 11 lutego 1633 k. 14 – 14 v. Król nadaje Janowi Kiełczewskiemu, skarbnikowi kaliskiemu, pensję dożywotnią w wysokości pięciuset złotych polskich z cła wodnego włocławskiego. Ma być wypłacana co roku na święto Narodzenia św. Jana Chrzciciela, 24 czerwca. Kiełczewski zasłużył się za panowania Zygmunta III Wazy, zwłaszcza na sejmach. Dochód ten przeznaczony był niegdyś na potrzeby królewskiego stołu. Dokument podpisany przez Władysława IV i Łukasza Zdrojewskiego (pisarza kancelarii koronnej). Jęz. łac."

Tak, Jan był wysokim urzędnikiem w I RP i to w jej najlepszych czasach. Skoro zasłużył się na sejmach, to będzie można to jakoś wyłapać, czyli czeka mnie kolejna genealogiczna "jazda", panowanie Zygmunta III Wazy. Mimo, że brak pewności czy Jan doceniony przez Władysława IV Wazę mógł być przodkiem, mamy tylko poszlakę (skarbnik kaliski), to historia wydaje się ciekawa.

.

____

Opracowanie Metryki Koronnej za czasów Władysława IV Wazy, autor Wojciech Krawczyk., publikacja z 2015 r.:

http://www.agad.gov.pl/inwentarze/MK180r.pdf

.

Dodam tylko, że takie opracowania są niezbędne, łacina urzędnicza z tamtych czasów, to wyzwanie duże, ciekawe ale duże, dla genealogów-amatorów chyba za wielkie. Oryginalny wpis oczywiście odszukam. Kim był skarbnik?

.

Dzięki pomocy genealogów-historyków (Adam Pszczółkowski, dzięki!), udało się ów wpis namierzyć, jest dostępny via interne. Wpis jest długi, na 2 stronach, jest co czytać:

http://pther.eu/MK/180/PL_1_4_1-180_0034.html

http://pther.eu/MK/180/PL_1_4_1-180_0035.html

.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Michał Rościszewski pseudonim "Miś"

poniedziałek, 01 sierpnia 2016 19:38

 

Michał Rościszewski zginął w Powstaniu Warszawskim, w szeroko pojętej rodzinie to jedyna ofiara zrywu powstańczego w stolicy, mieszkał w Warszawie. Jego ojciec zginął rok wcześniej, matka zmarła jeszcze przed wojną, czyli chłopiec był sierotą. Michał miał pseudonim "Miś", zginął w wieku 14 lat. Wszystko co o nim wiem pochodzi z bazy ofiar Powstania Warszawskiego:

http://www.1944.pl/powstancze-biogramy/michal-rothenburg-rosciszewski,38044.html

 

Poza tym nie wiem o Michale nic, ale czy można dużo wiedzieć o 14-letnim chłopcu? Był synem Witolda, działacza Polski Podziemnej, urodził się 12 maja 1930 r. A Witold to syn Karola, brata mojej prababci. Baza "powstańcze biogramy" opisuje dość dokładnie ostatnie kilkanaście dni życia chłopca. Michał  miejsce koncentracji przed godziną "W" ma określone jako - Cmentarz Ewangelicki. Dalej wiemy, że przyporządkowanie do oddziału to: Armia Krajowa - zgrupowanie "Radosław" - batalion "Pięść" - 2. kompania - pluton policyjny "Pionka", od 6.08.1944 r. batalion "Czata 49". Szlak bojowy to: Wola - Stare Miasto. Ciężko ranny w głowę i w brzuch już po kilku dniach Powstania, 8 sierpnia 1944 r. na Cmentarzu Ewangelickim, został następnie ewakuowany na Stare Miasto. Zmarł w wyniku odniesionych ran w Centralnym Szpitalu Powstańczym nr 1 przy ul. Długiej 7. Stało się to 19 sierpnia 1944 r., żył niewiele ponad 14 lat.

Stopień Michała to - "strzelec z cenzusem - starszy strzelec". Skąd ta kreska? Awansowany do stopnia starszego strzelca przez Dowódcę Grupy "Północ" płk. "Wachnowskiego" (Karol Ziemski) rozkazem nr 9 z 19 sierpnia 1944 r. o treści "Za zasługi bojowe mianuję: z dniem 10 VIII 44 następujących żołnierzy Grupy "Północ"... Czyli o ostatnich kilkunastu dniach z życia Michała wiemy tak naprawdę całkiem dużo. Rocznik 1930, mógł żyć do dzisiaj, zostało tylko zdjęcie..

.

  

.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Brzeźno koło Lipna

środa, 20 lipca 2016 14:05

 

Tym razem wędrujemy do Brzeźna koło Lipna, Ziemia Dobrzyńska, niedaleko Nieszawa po drugiej stronie Wisły. Pojawiła się w mediach informacja, że stary kościółek, "rodzinny" było nie było, wędruje do skansenu w Kłóbce. To najlepszy los jaki może spotkać drewniany zabytek, powędrować do skansenu, czyli w sumie się cieszę. Ja kościółek w Brzeźnie w naturalnym otoczeniu widziałam (chociaż tylko 2 razy) i w pamięci zostanie mi na zawsze, link do bloga (opisany w drugiej części tekstu):

 http://lakewierzycki16.bloog.pl/

.

To rodzinne dzieje Rościszewskich, czyli prababci Marii, żony Hipolita Wierzyckiego, matki Stanisława Wierzyckiego (czyli mojego dziadka) i babci mojego Ojca. Rodzinne dzieje Rościszewskich, ale bardzo głęboko również dla prababci Marii, jej dziadek Marceli Rościszewskich został spłacony przez braci i z Brzeźna wyjechał w świat (czyli pracować do Płocka). Ale ponieważ kościółek jest stary, XVIII-wieczny i stał pierwotnie przy dworze Rościszewskich, to jest to wspólne dziedzictwo i dla prababci, chociaż nie wiem czy była kiedykolwiek w Brzeźnie, może z Ojcem odwiedziła rodzinę?

Kościółek jest maleńki, skromny ale śliczny, skansen to dla niego świetna sprawa, może to wydarzenie, przenosiny do skansenu, pobudzi do działania różnych rozrzuconych po świecie Rościszewskich, potomków tych, którzy żyli tam w XVIII w. Pobudzi żeby zgłębić ich dzieje, ta uwaga także mnie oczywiście dotyczy, Rościszewscy nie są zanadto "zgłębieni" również w moim wykonaniu, wizyta w archiwach we Włocławku pozostaje wciąż w sferze planów.

.

To link do artykułu w bydgoskiej gazecie na temat przenosin kościoła z Brzeźna do Kłóbki:

http://bydgoszcz.tvp.pl/26195255/stary-kosciol-zyska-nowe-zycie-przeniosa-go

.

Ciekawe, że po przenosinach do skansenu mają być wyeksponowane jego oryginalne cechy, które przy przenosinach na początku XX w. w obecne miejsce w Brzeźnie uległy zatarciu, czyli będzie bardziej "historyczny", bliższy temu, który widzieli moi przodkowie (na pewno będzie mniejszy, tylko główna bryła).

.

zdjęcie z bloga, kościółek na wysokim brzegu rzeki Mień:


.

.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Przyłęk zdobyty!

piątek, 15 lipca 2016 18:17

 

Przyłęk zdobyty, ale to dopiero 1-sze wejście, z czasem muszą być następne, ten cel trzeba podchodzić z wszystkich stron. Mowa o Przyłęku w parafii Ostrowy Tuszowskie, pomiędzy Mielcem i Kolbuszową. Oraz o księgach metrykalnych z lat 1800-1870, chrzty, śluby, zgony, mikrofilmy Mormonów, zamówiłam, przejrzałam, zrobiłam mnóstwo notatek i trochę zdjęć. To tam gdzie urodził się dziadek Marcin Stec, w 1900 r. Oczywiście jego, ani jego licznego rodzeństwa nie znalazłam, nie ten okres. Ale wcześniej udało się sięgnąć i odszukać całkiem sporo informacji. O ojcu dziadka, czyli pradziadku również Marcinie, ur. 18.10.1856 r. O dziadku dziadka, czyli prapradziadku Józefie, ur. 17.03.1809 r.  44 i 47 lat różnicy między kolejnymi pokoleniami, dużo. 3x pradziadek Jan Stec urodził się poza zasięgiem ksiąg metrykalnych, gdzieś około 1779 r. czyli tutaj różnica jest 30 lat, tyle ile żył ów 3x pradziadek, Józef był najmłodszym jego dzieckiem, tak mówią księgi.

Przyłęk zdobyty, mamy także żony naszych Steców, Wiktorię Dudek (żonę Jana), Franciszkę Winiarz (żonę Józefa) i Weronikę Rusin (żonę Marcina). Co ciekawe mamy również prawdopodobnych rodziców Wiktorii, bardzo ciekawa zdobycz, bo tutaj cofniemy się jeszcze wiele lat wstecz. W 1810 r. umiera prawdopodobny ojciec Wiktorii - Michał, w wieku 60 lat, a w roku 1847 umiera wdowa po Michale, Marianna Dudek, księgi podają jej wiek na 100 lat! Ile dokładnie miała lat nie wiedział zapewne nikt, ale musiała mieć dużo, skoro zmarła 37 lat po swoim mężu, który wcale nie był już młody. Marianna raczej na pewno nie była 100-latką, wynika to trochę z innych metryk, ale cóż. Jej prawdopodobna (?) teściowa, też Marianna Dudkowa, umiera w 1806 r. w wieku 80 lat. Trochę imion, nazwisk, dat, dużo trzeba się domyślać. 

.

Nie kwestionowanym dorobkiem tego "przeczesywania" jest pokaźna armia możliwych do namierzenia krewnych. Lekko licząc, z połową mieszkańców dwóch powiatów możemy być dość płytko połączeni (do odszukania w metrykach). Ludzie o tych nazwiskach i nazwiskach tych, którzy weszli do rodziny, wciąż tam żyją, mieszkają. I z dużą częścią mieszkańców Buffalo w stanie Nowy Jork, bo sporo mieszkańców Przyłęka, jak sądzę, emigrowało do USA razem z rodzeństwem dziadka. Krewnych możemy zacząć liczyć już od rodziców Wiktorii Dudek - Michała i Marianny. Ona i jej siostra Konstancja miały bardzo dużo dzieci i wiele z tych dzieci przeżyło dzieciństwo, dorosło, założyło swoje rodziny, itd. Po Wiktorii będą więc niektórzy Stece, ale i Kubiki (nazwisko jej drugiego męża Tomasza), a po córkach np. potomkowie Stefana Roga i Macieja Zassowskiego. Po jej siostrze Konstancji będą potomkowie Łukasza Salomona (nazwisko jej męża), a po córkach np. potomkowie Jakuba Mokrzyckiego, Tomasza Pogody czy Andrzeja Nawalany. Może to i dobrze, że sięgnęliśmy od razu tak głęboko i mamy ich wszystkich "od spodu".

.


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: Przyłęk

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jan Stec, Przyłęk, parafia Ostrowy Tuszowskie

sobota, 09 lipca 2016 9:49

 

Dzięki czterem mikrofilmom z parafii Ostrowy Tuszowskie (koło Kolbuszowej), urodzenia, śluby, zgony, mamy najstarszego przodka - Jana Steca. Ale akcja jest krótka, metryki zaczynają się w 1800 r.i już w tym roku łapiemy Jana jako chrzestnego niejakiej Katarzyny (9.11.). W 1802 r. (13.10.) w domu nr 46 w Przyłęku rodzi się Jadwiga, córka Jana Steca i Wiktorii Dudek (mamy tym samym 3x prababcię Wiktorię). Mijają niespełna 3 lata i w 1805 r.(4.10.) Janowi i Wiktorii Stecom, w domu nr 24, rodzi się syn Franciszek. ale to jeszcze nie jest nasz 2xpradziadek, to jego starszy brat. Józef Stec urodzi się 3,5 roku później, 17.03.1809 r., dom nr 39, Przyłęk. Co prawda metryka chrztu czyni matką Józefa Konstancję (nie Wiktorię), ale chyba ksiądz się pomylił (Konstancja Dudek była już żoną Łukasza Salomona, od 18 maja 1807 r.). A jak się nie pomylił, to nie wiem, w każdym razie potem przy Józefie jako jego matka już zawsze pojawia się Wiktoria.

I tyle z księgi chrztów.

Teraz musimy niestety przejść do księgi zgonów. Chronologicznie najpierw w 1803 r. w domu nr 46 w Przyłęku umiera Jadwiga, córka Jana Steca (1.07.). W 1804 r. w domu nr 24 umiera Magdalena (12.08.), córka Jana Steca. A 27.03.1809 r., czyli niespełna 10 dni po narodzinach 2xpradziadka Józefa, umiera Jan Stec, liczący lat niespełna 30. Jeszcze mamy nadzieję, że to jakiś inny Jan, nie "nasz". No ale niestety, kiedy przechodzimy do księgi małżeństw, sprawa chyba jednak jednoznacznie się wyjaśnia. 25.11.1810 r. Tomasz Kubik lat 26 żeni się z Wiktorią Stecką, 24 letnią. Czyli 3x prababcia Wiktoria jest potem Kubik. 

.

I w ten sposób po raz kolejny w mojej genealogii pojawia się nazwisko Kubik. Drugi mąż 3x prababci Wiktorii oraz pierwsza żona jej syna z Janem Stecem - 2x pradziadka Józefa. W 1830 r. bowiem Józef Stec żeni się z Jadwigą Kubik. My będziemy dopiero po jego drugiej żonie - Franciszce Winiarz (2x prababci). 

Sprawa z Kubikami jest bardzo ciekawa. Już się "chwaliłam", że mam kuzynkę, "wspólniczkę" od Steców (już pradziadek Marcin jest wspólny), wnuczkę siostry mojego dziadka, która wyemigrowała do USA. Otóż kuzynka niedawno wspominała, że jej babcia utrzymywała tam za oceanem kontakty z pewną Kubik, którą traktowała jak .. kuzynkę. Wyczuliło mnie to na nazwisko i przy kolejnym przeglądaniu mikrofilmów z parafii Ostrowy Tuszowskie zwróciłam na nie większą uwagę. Ale jak widać nie dość dużą, bo jednak dzieci 3x prababci Wiktorii, z Tomaszem Kubikiem nie wyłapałam. A przecież są to kuzyni.

.

A Jan Stec? No cóż, mamy najstarszego znanego nam przodka w tej linii, żyjącego na przełomie XVIII i XIX w., urodzonego gdzieś w roku 1779, czyli tutaj w Galicji już pod zaborem austriackim. Czy coś jeszcze, głębszego o Stecach uda się ustalić? Jak im było w I RP?

.

1809 r., 27 marca, wpis w księdze zgonów, trzeci od góry Jan Stec, link:

http://pu.i.wp.pl/bloog/93646439/47046583/P1170741_3h_big.jpg

.


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: Stec, Kubik

komentarze (0) | dodaj komentarz

Rzochów w XVI w.

poniedziałek, 02 maja 2016 15:36

 

Szczegółową mapę Polski w XVI w. odtwarzają współcześnie historycy na podstawie starych dokumentów tworząc "Atlas Historyczny Polski". Rzochów jako Żochów jest tam oczywiście odnotowany. Figuruje jako własność szlachecka (żółty kolor) i ośrodek parafii katolickiej (krzyż). Oto ich dzieło, w skali 1:250.000, tutaj fragment arkuszy nr 42 i 43:

 P1150702.JPG

.

I co my tutaj widzimy? Widzimy Żochów, a na płn. od Żochowa - Rżyska. Czyli były już w XVI w., taka osada, natomiast kolor wypełnienia kółka, pomarańczowy, wskazuje, że były własnością miejską. Rzochowa? Chyba tak. Na 100% jeszcze nie wiemy, ale jakie inne miasto jest blisko? Miasta są na mapie zaznaczone drukowanymi literami, tak w zasięgu tego fragmentu mapy tylko: Mielec (ośrodek dekanatu), Żochów i Przecław. Pomiędzy Żochowem i Mielcem widzimy zaznaczoną granicę, kilka różnych granic. Oczywiście granica parafii (różowe kropeczki), jest to również granica powiatu, dla Żochowa powiatem było wtedy Pilzno (duże miasto w górę doliny Wisłoki).

Mapa Polski w XVI w. nie uwzględnia ówczesnych warunków przyrodniczych, lasy są zaznaczone nie tak jak faktycznie wówczas były, tylko jak widnieją na dużo późniejszych już mapach. Czyli lasu było w XVI w. dużo więcej niż widać na tej mapie, jego zasięg był szerszy. Ale można coś zauważyć, chociaż nie wiem czy to będzie trafne, otóż na wysokości Rżysk las jakby nieznacznie się cofa, ściana lasu nie jest wcale blisko. A to może wskazywać na prawdopodobną lokalizację dużo późniejszych niż ta mapa Poręb Rzyskich. Bo "poręba" to oczywiście miejsce gdzie lasu już nie ma, został wyrąbany, ale był tu i to nazwa "na pamiątkę" tego lasu.

.

___________________

"Atlas Historyczny Polski, Mapy szczegółowe XVI wieku", to znakomite przedsięwzięcie Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk. Przedsięwzięcie w trakcie realizacji, którego postępy można śledzić w internecie. Mapka powyżej pochodzi z wersji drukowanej mapy, wydanej w 2014 r.

.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Rzochów

poniedziałek, 02 maja 2016 9:36

 

Jeżeli moja genealogia dotrze do miasteczka Rzochów, to będę się bardzo z tego cieszyć, byłoby to kolejne miejsce na mapie, które jest "moje". Mając nadzieję, że "moi" gdzieś się tam przewinęli już mogę zacząć o nim pisać. Dzisiaj Rzochów jest w granicach miasta Mielca (w którym się urodziłam), ale to bardzo stare, samodzielne kiedyś miasteczko, na starych mapach jako "Sochow", czy "Zochow". Na przykład na mapie Polski z XVI w., z 1571 r. (Sochow), czy na mapie Miega z końca XVIII w. (Zochow). Być może mam w swojej genealogii jakiś ślad dawnych mieszczan rzochowskich, a może nie mam.

Co napisał o Rzochowie znany historyk Feliks Kiryk w książce "Urbanizacja Małopolski. Województwo Sandomierskie XIII - XVI wiek", Kielce 1994?

Na początku trzeba zaznaczyć, że historia miasteczka nie jest zbyt przejrzysta (ale się za nią zabierzemy), na przykład nie jest znana dokładna data lokacji, czyli założenia miasta. Przyjmuje się, że nastąpiło to pod koniec XIV w., kiedy Rzochów znalazł się wśród włości Tarnowskich i kasztelan sandomierski Jan Tarnowski wystarał się o taki przywilej, gdzieś między 1379 i 1382 r. u Ludwika Węgierskiego. Przywilej został zatwierdzony potem w 1527 r. przez Zygmunta Starego, miasteczko uzyskało wtedy prawo do 3 jarmarków, na św. Stanisława w maju i we wrześniu oraz na Boże Ciało. To mi się już podoba, urodziłam się bowiem w Boże Ciało, czyli w dniu historycznych jarmarków rzochowskich. Targi natomiast były w poniedziałek (na przykład dzisiaj). Powstanie parafii poprzedza założenie miasta.

.

Feliks Kiryk pisze o ciekawym położeniu miasta, na skrzyżowaniu ważnych dawnych dróg: "o krzyżujących się tu gościńcu ruskim z traktem na Podgórze i do Węgier, oraz licznych przejazdach i mostach, a także groblach - mówi lustracja dróg z 1564 r.". Jak te drogi tutaj biegły jeszcze nie wiem, mowa jest o drodze, która wiodła z Opatowa do Rzeszowa przez Koprzywnicę i Rzochów, dawnym szlaku handlowym, który z płn. Polski wiódł przez Sandomierz i Pilzno w kierunku Węgier (na Żmigród) i w kierunku Rusi (na Ropczyce). W każdym razie to położenie "przy trakcie" sprawiło, że miasteczko się rozwinęło, chociaż jego życia gospodarczego niestety nie znamy, nie zachowały się istotne wzmianki, ale zawsze przecież jest nadzieja, że w przepastnych archiwach coś tam kiedyś uda się odszukać, na przykład w archiwach Tarnowskich. Miasteczko wchodziło bowiem w skład klucza rzochowskiego dóbr Tarnowskich, oszacowanego w 1536 r. na 6,5 tys. grzywien (dużo to czy mało?). W skład owego klucza rzochowskiego wchodził -  Rzochów zabudowany wraz z przedmieściem,  - zamek w pobliskim Rzemieniu (castrum et oppidum Zochow) oraz - 11 okolicznych wsi, borów i barci. 

.

Czy moja genealogia jest także z Rzochowa jeszcze nie wiem, ale na pewno jest z owego klucza dóbr Tarnowskich. Czy prawdopodobna etymologia nazwiska Winiarz wskazuje na Rzochów? Raczej na zamek w Rzemieniu, ale wzmianka w metryce urodzenia Marcina Steca w połowie XIX w., "civic" przy nazwisku Bartłomieja Winiarza, wskazuje raczej na pewno na Rzochów (civic - mieszczanin).

.


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: Rzochów

komentarze (0) | dodaj komentarz

Bartłomiej Winiarz

niedziela, 01 maja 2016 19:24

 

Bartłomiej Winiarz, to imię i nazwisko 2xpradziadka, ojca Franciszki, która była matką Marcina i babką Marcina Steca dziadka. Ożeniony z Teklą Kluza Barłomiej spłodził wiele dzieci, możemy je odszukać na stronie Mormonów wśród indeksów. Dostęp on-line do skanów mikrofilmów nie jest z jakiegoś powodu wciąż możliwy, ale nie będę już czekać, zamawiam, żeby Mormoni przysłali go do Warszawy. Przeglądanie mikrofilmów w ośrodku Mormonów na Wolskiej jakiś swój urok ma, a może i skuteczność dużą. Tak, tak, z wizyt na Wolskiej pochodzi duża część moich sukcesów genealogicznych. Gdyby to było on-line, byłoby szybciej i łatwiej, taniej też, ale w sumie nie narzekam, właśnie z tego co wyżej powodu, czytelnia Mormonów na Wolskiej to miejsce genealogiczne z duszą.

On-line mamy indeksy Mormonów i to już jest coś, tam właśnie odszukałam dzisiaj Bartłomieja Winiarza i jego żonę Teklę Kluza, nie odszukałam Franciszki... 

.

Link do indeksów Mormonów na hasło Bartholomeus Winiarz, księgi są wypełniane po łacinie:

https://familysearch.org/search/record/results?count=20&query=%2Bgivenname%3Abarholomeus~%20%2Bsurname%3Awiniarz~%20%2Brecord_country%3APoland

 

Bartłomiej i Tekla byli rodzicami:

Jana (1823), Rozalii (1831), Ewy (1818), Tekli (1816), Franciszka (1821) i Adama (1827). Dom nr 12. 

Brak Franciszki (jest Franciszek!), jest za to Franciszka z innej matki i to urodzona w Rzochowie (?). Czyżby Franciszka była owym Franciszkiem, indeksujący albo ksiądz co do płci się pomylili? Jest raczej niemożliwe, że imiona małżonów, tak rzadkie, to nie jedyne i nie byli jedyną taką parą. Ale jest prawdopodobne, że małżonkowie się przeprowadzili i Franciszka urodziła się na przykład w Rzochowie, czyli pobliskim mieście. No nic, najpierw sprawdzimy Poręby Rzyskie, mikrofilm już został zamówiony. Trzeba będzie zajrzeć również do Rzochowa, wtedy sprawa Franciszki się wyjaśni, ślub Marcina Steca i Franciszki Winiarz powinien był się odbyć w parafii panny młodej.

.


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: Winiarz

komentarze (0) | dodaj komentarz

Poręby Rzyskie?

niedziela, 01 maja 2016 17:29

 

Jednym z ciekawszych zajęć w badaniach genealogicznych jest szukanie zaginionych osad, takich, których nie ma dzisiaj na mapie. Najczęściej wchłonęła je sąsiednia miejscowość, ale zabawa jest przednia. Od dzisiaj szukam Poręb Rzyskich. Tym razem wiem gdzie one, ba, niedaleko się urodziłam, są pewnie dokładnie w połowie drogi pomiędzy Mielcem (moje urodzenie - szpital) i Rzemieniem, gdzie jako noworodek mieszkałam, jak już mnie z tego szpitala wypuścili. Czyli moja pierwsza życiowa podróż wiodła gdzieś przez Poręby Rzyskie. Wiem gdzie być powinny, ale żadnego śladu po nich nie ma, żadna mapa ich nie pokazuje, nic nie da się wyklikać. Istnieją tylko jako zmikrofilmowana przez Mormonów parafia, właśnie Poręby Rzyskie, jeden mikrofilm, czyli była mała, ale musiała istnieć długo, bo mikrofilm obejmuje okres od końca XVIII w. do lat 30-tych XX w., strasznie długo. Nic o takiej miejscowości nie wiedziałam, do dzisiaj.

.

Ale może po kolei. Mikrofilm z parafii Ostrowy Tuszowskie ujawnił nam bliższe dane o pradziadku Marcinie Stecu. Dziadek i pradziadek nosili to samo imię. Interesuje nas matka pradziadka, Franciszka Winiarz, takie miała imię i nazwisko, była córką Bartłomieja Winiarza (tutaj tajemniczy dopisek civc) i Tekli Kluza. Kiedy zapytałam moją Mamę czy wie coś o swojej prababce Franciszce Winiarz, powiedziała tylko, że Winiarze byli wysocy i byli z Wojsławia. To by się zatem zgadzało. Wojsław, dzisiaj w granicach Mielca, leży pomiędzy Mielcem i Rzemieniem i jest takie miejsce Rzyska, (tak Słownik Geograficzny), opisane jako część tego Wojsławia. Ba, jest nawet mapa, pokazująca w okresie międzywojennym Rżyska pomiędzy Wojsławiem i Rzochowem, czyli mniej więcej wiem. Zamówię mikrofilm i zobaczymy co się tam uda wyczytać.

.

Idziemy tropem tego wpisu w księdze chrztów parafii Ostrowy Tuszowskie:

http://pu.i.wp.pl/bloog/93646439/47046583/P1150293_UL_big.jpg

Na świat przychodzi Marcin Stec, syn Józefa i Franciszki Winiarz. Właśnie Franciszka nas zainteresowała, była córką Bartłomieja i Tekli Kluza. Czyli mamy kolejne głębokie pokłady i kolejne nazwisko (Kluza). Gdzie ta para mieszkała, Bartłomiej Winiarz i jego żona Franciszka?

Ano właśnie, z indeksacji prowadzonej przez Mormonów wynika, że mieszkała w Porębach Rzyskich. Ale o tym za chwilę.

.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Maziarz i Stec?

sobota, 16 kwietnia 2016 8:43

 

W tej chwili poszukiwania Maziarzy (linia matki Ojca) i poszukiwania Steców (linia ojca Matki) mogą spotkać się w jednej galicyjskiej parafii! To znaczy idzie do mnie mikrofilm Mormonów z parafii Ostrowy Tuszowskie (idzie, bo to dość długa procedura zamawiania takich mikrofilmów, zamówiłam cztery, a idzie na razie tylko jeden, najstarszy, z początku XIX w.). Spodziewam się tam zagłębia Steców, na pewno "moi" Stece się tam rodzili, zobaczymy co jeszcze, kto jeszcze. Wiem, że jeszcze rodzili się tam Maziarze i chociaż mała szansa, że to "moi", to trop jest ciekawy, nawet intrygujący.

W poszukiwaniach Maziarzy pojawił się ciekawy wątek, podpowiedź innego potomka Maziarzy, mam powody sądzić, że spokrewnionego z moimi Maziarzami, który zna tradycję ustną jakoby przybyli oni na Lubelszczyznę z Galicji. Też o tym słyszałam, w terenie, ale tematu w tym kierunku nie zgłębiłam, chociaż zbadałam go powierzchownie, a nawet pierwsza jazda terenowa była do Maziarni w Galicji. Ale jazda i zasięganie języka, nawet u księdza, to mało, trzeba żmudnie przestudiować metryki. I właśnie takie żmudne studiowanie metryk czeka mnie niebawem odnośnie parafii Ostrowy Tuszowskie. Moich Maziarzy się tam nie spodziewam, ale może jakaś podpowiedź się pojawi, czy Maziarze mieszkali w tej parafii od początku XIX w., jeśli tak, to może być to "gniazdo", z którego wyszli także moi, czyli głębiej to mogą być moi.

.

Długa kwerenda internetowa, śledzenie Maziarzy, emigrantów do USA, doprowadziła do wniosku, że Maziarze z okolic Zaklikowa, Zdziechowic, Baraków, Łychowa, emigrowali m.in. do West Seneca, amerykańskiego miasta w stanie Nowy Jork, rzut beretem od Buffalo. Właśnie, Buffalo, West Seneca to przedmieścia Buffalo, pojawiają się też inne nazwy miejsc w pobliżu Buffalo. A jak Buffalo, to Niagara i granica Kanady, a w Kanadzie jeszcze nie szukałam, kolejna opcja. Ale wracamy to Polski, a właściwie do Galicji. Z parafii Ostrowy Tuszowskie emigrowali do USA, w okolice Buffalo, moi Stece, np. Karol Stec, starszy brat dziadka. Ale również Maziarze, na ich ślad trafiłam wśród emigrantów i potomków emigrantów szukających swoich polskich korzeni. 

Czyli czeka mnie genealogiczna uczta, przeglądanie mikrofilmów z parafii Ostrowy Tuszowskie, ach jak się cieszę!

.

____

Tutaj w wyszukiwarce Mormonów (FamilySearch) szukamy parafii:

https://familysearch.org/catalog/search

A kiedy już znajdziemy parafię zamawiamy konkretny mikrofilm:

https://familysearch.org/search/catalog/351958?availability=Family%20History%20Library

Mikrofilm nr 996724, obejmujący urodzenia z lat 1800-1849 w parafii Ostrowy Tuszowskie, już do mnie idzie, idzie do Warszawy, można go będzie przeglądać w ośrodku Mormonów w Warszawie na ul. Wolskiej.

 

.


Podziel się
oceń
1
0
Tagi: Maziarz, Stec

komentarze (0) | dodaj komentarz

Maziarz

czwartek, 31 marca 2016 20:27

 

Powraca temat poszukiwawczy sprzed kilku lat (z grudnia 2010 r., ach jak szybko ten czas leci!). Prababcia Marianna była z domu Maziarz, a jej ojcem był Michał, tyle wiemy, prawie na pewno. Prababcia urodzona ok. 1869-1870 r. Nie wiadomo gdzie. Tylko przekaz rodzinny, że była to "Maziarnia". Po latach poszukiwań (aż tak!) ustaliliśmy prawie na pewno, że może tutaj chodzić o Maziarnię, która była kiedyś koło Zaklikowa i Zdziechowic, potem tu nazwa Baraki (tak obecnie). Dowodem, który to jakby udowadniał był fakt, że z tych okolic Maziarze emigrowali do Stanów Zjednoczonych, w tym Michał Maziarz. Nie ojciec Marianny, bo ów Michał-emigrant miał 34 lata w 1907 r., czyli urodził się ok. 1873 r. Mógł być młodszym bratem Marianny, albo chociaż jej kuzynem.

Faklików to Zaklików: 

https://familysearch.org/ark:/61903/1:1:JXJD-F4D

Tutaj widać Zaklików wyraźnie (3 od góry pozycja):

http://www.libertyellisfoundation.org/passenger-details/czoxMjoiMTAxOTg3MTIwNDkwIjs=/czo4OiJtYW5pZmVzdCI7

Co ciekawe, na pierwszej pozycji osoba, 28-letnia (nazwisko trudno mi w tej chwili poprawnie odczytać) pochodzi ze Zdziechowic, a w innej rubryce (przy końcu) figurują tutaj także Baraki. 

Przybył do Ameryki 2 czerwca 1907 r. 4 i pół roku później Marianna wyrusza również do Ameryki, ale tej Południowej, do Brazylii.

Inni Maziarze, którzy emigrowali do Stanów Zjednoczonych, z okolic Zaklikowa:

Tomasz Maziarz z Łychowa, w 1907 r., 39-letni, czyli urodzony ok. 1868 r.:

https://familysearch.org/ark:/61903/1:1:JXVY-DPG

Tutaj Ewa Maziarz z Baraków, kobieta, również w 1907 r.:

https://familysearch.org/ark:/61903/1:1:JXKL-ZY9

Aleksander Maziarz z Baraków, 26 letni w 1907 r.:

https://familysearch.org/ark:/61903/1:1:JX2Z-6JC

I kolejny Michał Maziarz, Baraki, tym razem w 1906 r., 38-letni, czyli urodzony ok. 1868 r.:

https://familysearch.org/ark:/61903/1:1:JFDV-853

Józef Maziarz, z Rzeczycy, rok 1910, 31-letni, a zatem urodzony ok. 1879 r., co ciekawe przybywa do brata Michała Maziarza:

https://familysearch.org/ark:/61903/1:1:JJXB-NP2

19 letnia Zofia Maziarz z Węglina, przybywa w 1912 r.:

https://familysearch.org/ark:/61903/1:1:JJYD-9PP

Wydaje się całkiem prawdopodobne, że rodzina Marianny z domu Maziarz, prababci, wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, kto z powyższych był bliższą rodziną nie wiadomo i nie wiadomo czy kiedykolwiek będzie można to ustalić. Ale może pojawi się jakiś nieznany dokument i nowy trop. Archiwum w Lublinie i w Kraśniku czeka na odkrywców, kilka lat temu przejrzałam tam, jak mi się wydaje wszystko, ale już dzisiaj wiem, że nie wszystko. A ponieważ większość dokumentów, prawie wszystkie, to dokumenty pisane trudną do rozczytania cyrylicą, trzeba będzie poszukiwania powtórzyć. Kogo szukamy? Rodzeństwa Marianny, zakładamy bowiem, że nie była jedynaczką. Też jej samej oraz jej ojca Michała. Maziarze są trudną do zbadania linią, ponieważ parafia Zaklików straciła w wyniku działań wojennych wszystkie księgi metrykalne, a tym samym Baraki, czyli dawna Maziarnia jakby zniknęła z mapy ludności świata.

.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Grzymalici Wierzyccy

środa, 02 marca 2016 9:55

 

Według herbarzy nazwisko Wierzycki wiąże się z dwoma herbami, Świnką i Grzymałą. Do Świnki się nie przyznajemy, a więc może Grzymała, jeżeli w ogóle szlachectwo. No właśnie, jeżeli. Wierzyccy byli związani z Grzymałą, nie wiadomo tylko czy to "nasi". Kolejny raz przypomnę, że nie wiemy, że nasi Wierzyccy byli szlachtą, w czasach kiedy społeczeństwo było stanowe. Nie wiemy tego, nie wiemy także czy to się kiedykolwiek wyjaśni, skoro znany nam najstarszy przodek żył w XIX w., kiedy po szlachcie już "pozamiatane", społeczeństwo stanowe skończyło się w XVIII w. Ale uznałam że pochylić się nad Grzymalitami nie zaszkodzi i pogdybać w temacie Wierzycki, a nuż coś się wyjaśni, pojawi się jakiś niezauważony do tej pory trop, i będzie można potwierdzić lub zaprzeczyć.

.

Jest pewne prawdopodobieństwo, że Wierzyccy herbu Grzymała to była bardzo stara szlachta, ta "odwieczna", ale to prawdopodobieństwo jest małe. Paprocki (nastarszy herbarz) nie wspomina nazwiska, a późniejsze herbarze odnotowują je dopiero pod koniec XVII w., późno. W dodatku nie wiemy czy Świnka czy Grzymała. Ale czy jest jakieś prawdopodobieństwo, że byli jednak "starą" szlachtą? Jakieś jest. Właściwie mamy tylko jeden "dowód", geograficzny. Otóż Grzymalici byli bardzo ważną starą szlachtą, w czasie Państwa Piastów i właściwie tylko w czasie Państwa Piastów. Wojna Grzymalitów z Nałęczami, wojna domowa w Wielkopolsce, pogrzebała ich potęgę na zawsze, przestali się liczyć, ot zwykła kolej rzeczy, jak jesteś "stary", to w końcu odchodzisz, ustępujesz miejsca młodszym, zwłaszcza jak przegrałeś wojnę.

.

Ci Wielkopolscy Grzymalici mieszkali początkowo pomiędzy Gnieznem i Poznaniem, czyli tam gdzie nasza państwowa "kolebka". I dokładnie tam jest miejscowość Wierzyce. Wykluczyłam ją na wstępie z poszukiwań, ponieważ była własnością kościelną w dawnych wiekach. Ale z czasem człowiek się uczy, własność kościelna niczego nie przekreśla. Dorwałam w końcu książkę o rodzie Grzymałów w Wielkopolsce, praca doktorska Adama Szwedy i jestem po wstępnej lekturze. O Wierzyckich nie ma nawet słowa, ale autor wyraźnie zaznacza, że pisze tylko o niektórych rodach, w dodatku raczej o okresie przednazwiskowym.

Jest pewne prawdopodobieństwo że Grzymałowie Wierzyccy wzięli swoje nazwisko od Wierzyc, ale mogli być tam bardzo krótko, może tylko w okresie kształtowania się nazwiska, Grzymalici w Wielkopolsce to bardzo mobilna szlachta.

Taki dowód geograficzny, w zasadzie etymologiczny, to mało, trzeba temat dalej śledzić. Czekać na nowe opracowania i wiadomości, żeby potwierdzić lub zaprzeczyć.

.

_______________

Na blogu były już co najmniej dwa teksty, prawdopodobnie o wielkopolskich Grzymalitach. O Adamie Wierzyckim, którego zauważył Włodzimierz Dworzaczek i pojawia się on tam w Regestach. Miejscowość Skoki, w XVIII w. Adam był tam ekonomem, czyli zarządcą dóbr.

http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,330269718,title,XVIII-to-wieczny-Wierzycki,index.html

I o Janie Wierzyckim, który w XVII w. w Nojowsku (?) miał owce. Adam Szweda w swojej pracy o wielkopolskich Grzymalitach pisze o Nojewie, jako majątku Grzymalitów, może to będzie jakiś trop. Akurat z Nojewem była związana gałąź rodem z Iwna, a Iwno i Wierzyce to dosłownie rzut beretem (w stronę Gniezna).

http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,332043928,title,Wierzycki-mial-owce,index.html

.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Szliachticz Wierzyckij na Wołyniu

piątek, 05 lutego 2016 19:01

 

Tropiąc nazwisko Wierzycki, tym razem pisane cyrylicą, natknęłam się na arcyciekawe dokumenty z 1707 r. Korespondencja z carem Piotrem I w sprawie "szliachticza" Wierzyckiego, który w miejscowości swojej Duby "ubił" był kilku oficerów rosyjskich (pozycja 15 od góry):

http://www.lgsp.petrobrigada.ru/Iz_proshlogo/index.html

 

Materiały te są na stronie rosyjskich rekonstruktorów wydarzeń historycznych z Moskwy, akurat specjalizujących się w historii słynnego w Rosji Semenowskiego Pułku Gwardii. Materiał o Wierzyckim wydaje się dość dobrze udokumentowany, są przypisy. Nazwisko nie występuje wszędzie w jednolitej formie, ale nie bądźmy drobiazgowi, Wierzycki też tam jest.

A gdzie Duby? No właśnie, gdzie leży wioska Duby, w której "szliachticz" Wierzycki miał 10 chłopów?  Są obecnie jakieś Duby (Dęby) na płn. -wsch. od Równego, może to te, trzeba sprawdzić czy istniały także na początku XVIII w. i kto w nich mieszkał, czyją były wówczas własnością. To 1707 r., czasy III wojny północnej (pomiędzy Rosją i Szwecją), która toczyła się także na polskim terytorium. To czasy kiedy Polska zaczęła się "zmierzchać", być może nawet postępek Wierzyckiego to pokazuje, po co on "ubija" tylu Ruskich? No i raczej dobrze to się dla niego nie skończyło, wiadoma sprawa, chociaż w materiałach rekonstruktorów nie ma na ten temat szczegółów.

.

Dlaczego sprawa mnie zainteresowała? Wiadoma rzecz, nazwisko, ale i czas, początek XVIII w., dość wczesny czas. Oraz oczywiście Równe, jakoś tak się składa, że już dwukrotnie namierzyliśmy nazwisko Wierzycki w okolicach tego miasta. W Równem, ale może nie w samym mieście, rodzi się pod koniec XVIII w. Paweł Wierzycki, szwoleżer Napoleona. Obecnie w Równem i okolicach (ale w zachodnią stronę) mieszka kilkoro Wirzyckich (bez "e" nazwisko). Czy bohater wydarzeń z 1707 r. może być moją rodziną - nie mam pojęcia i szybko się tego pewnie nie dowiem, ale ciekawy ślad do tropienia.

Czytając po raz pierwszy tę informację pomyślałam o Wierzyckich w okolicach Limanowej, którzy pojawili się tam nagle, właśnie w XVIII w., nie było ich pod koniec XVII w., a pod koniec XVIII w., jak już mamy dostępne metryki, byli tam silnie rozrodzeni. Małe prawdopodobieństwo związku z Wierzyckim spod Równego, ale kto wie, nie można tego wykluczyć. Pojawienie się nazwiska Wierzycki w okolicach Limanowej wiąże się z jakimiś okolicznościami ucieczki, szlachcic uciekał w niedostępne góry żeby się schować, ponieważ coś "przeskrobał". Zastanawiałam się jak na to "przeskrobanie" trafić, co to było, co to być mogło, nie wiem czy postępek "szliachticza" Wierzyckiego z wioski Duby do takiego "przeskrobania" pasuje. Na razie mamy tylko ślady, tropy i domysły. 

_____

Jeden z listów do cara w sprawie "pana" Wierzyckiego (akurat nazwisko w dobrej formie):

 

Фельдмаршал Шереметев Петру I

Премилостивейший Государь

Писал я к вашему величеству ис Корца о посылке Семеновского полку афицеров и салдат для поимки убойцы пана Вежицкого которой побил в деревне своей Дубе афицеров наших идущих к Пинску и те посланные писали ко мне что того убойцу в той деревне не изьехали и ушол совсем в леса и я писал к ним чтоб они искали ево и доставали всякими мерами как возможно а в той посылке были капитаны Михайла Волков Иван Дмитриев Мамонов с товарыщи и сего февраля 17 дня по приезде моем в Острог писал ко мне из Дубы капитан Волков что он для поимки того убойца ездил сам и розослал по лесам и по дорогам афицеров и салдат и того убойцу Вежицкого и хлопов его крестьян всего 10 человек переловили в лесу и с тем убойцом и с протчими при нем велел я ехать тому Волкову к себе в Острог и как он сюда с ними прибудет и мне здесь ли ими розыскивать или прислать в Жолков о том повели ваше величество указ учинить.

Из Острога 18-го дня Февраля 1707

 

   

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Urodziny Rocha Ludwika

sobota, 30 stycznia 2016 14:40

 

Roch Ludwik Domański przychodzi na świat w Orliczu, parafia Garbów, 15 sierpnia 1844 r., o godz. 5-ej rano. Syn Antoniego i Anny z Sawickich. Antoni jest ekonomem orlickiego folwarku, ma 22 lata, Anna ma 25 lat:

http://searcharchives.pl/35/1817/0/2.4/90/skan/full/yIQKr5iQOANFJpZ9TFhPAw

 

To bardzo długo poszukiwana metryka, niestety międzyczasie najeździliśmy się trochę po Lubelszczyźnie, co wynikało z małego doświadczenia na początku poszukiwań genealogicznych. Mieliśmy akt zgonu Ludwika (w 1922 r.) i tam jak wół stało gdzie się urodził, Jaślików, parafia Krasnystaw. Bardzo fajnie, tyle, że nieprawda. Nie jednego Ludwika szukałam w taki sposób, na podstawie informacji z aktu zgonu i bez skutku. Ludwik, Roch Ludwik, był lekarzem, pamiętam, że identyczna była sytuacja z innym lekarzem w rodzinie, bratem prababci Rościszewskiej, Erazmem i samą prababcią. Informacjom z aktów zgonu w ogóle nie można wierzyć, jak człowiek umiera, to podającym taką informację wydaje się widać nieistotne gdzie się urodził, a coś wpisać trzeba. Horror dla genealogów.

Od Ludwika, a teraz wynika, że Rocha, zaczęłam poszukiwania genealogiczne, był chyba drugi w kolejce po prababci z Maziarzów, zaczęłam i stanęłam, zatrzymałam się na lata. Nijak nie mogłam pojąć dlaczego nie ma go w Krasnystawie.

.

Kilka dni temu odwiedziłam Muzeum Uniwersytetu Warszawskiego, w tym roku przypada 200 lat tej uczelni i muzeum się organizuje, szykuje, coś robi. Zapytałam o Ludwika, ale byli zajęci rozpoczęciem obchodów 200-letniej rocznicy, kazali do siebie napisać podając wszystkie posiadane informacje o Ludwiku, obiecali, że się pochylą. A ja prawie nie wiedziałam nic, nie wiedziałam gdzie i kiedy się urodził, a teraz się okazuje, że również niezbyt precyzyjnie znałam jego imię (Roch Ludwik, a nie Ludwik Roch!). Ciekawe czy coś znajdą o swoim studencie i absolwencie, zaraz do nich napiszę podając tę dzisiaj wyłuskaną informację. 

Zdjęcie Ludwika, pardon, Rocha Ludwika:

.

Jelecdomanskiludwik.jpg


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dwa śluby Domańskich

piątek, 29 stycznia 2016 23:54

 

Odnalazł się ślub Antoniego Domańskiego i Anny z Sawickich, rodziców Ludwika. Odnalazł się także ślub Ludwika. Ten pierwszy w parafii Garbów na Lubelszczyźnie, w 1843 r. Mnóstwo nowych miejsc i faktów. Ten drugi w .. Warszawie, w 1895 r., parafia Świętego Krzyża, długo mogłam szukać, nie wpadłabym nigdy, że ślub był kiedy dziecko obojga już całkiem duże, a nawet dorosłe, dlaczego? I na dodatek w Warszawie. Bardzo skomplikowana rodzina, w tym drugim ślubie także mnóstwo nowych faktów i miejsc, bardzo dużo, jest co składać i nad czym myśleć.

Ślub Ludwika i Barbary:

http://szukajwarchiwach.pl/72/158/0/-/131/skan/full/JyKqMTZ__7SLrkjKImzroQ

 

Ślub Antoniego i Anny:

 http://szukajwarchiwach.pl/35/1817/0/2.4/89/skan/full/ObKjjHlW1v4jfAQGKBAT0w

 

Oba śluby łączy prawdopodobnie to, że z obu było tylko jedno dziecko, Ludwik był jedynakiem, Tadeusz syn Ludwika też. Ale przejdźmy do tych nowych miejsc i faktów, może zatem chronologicznie.

Czego dowiemy się z aktu małżeństwa Antoniego i Anny? Akt nr 66, z 17 września 1843 r. Parafia Garbów.

Antoni ma 21 lat, Anna 24. Antoni jest ekonomem folwarku Pulki (na wsch. od Puław), urodził się natomiast w Tarnowie w parafii Wereszczyn (przy Poleskim Parku Narodowym obecnym). Anna Sawicka urodzona w parafii Niedrzwica Mała, w Sobieszczanach, mieszkająca w Garbowie "w obowiązku miejscowych dziedziców". Jest też trochę o bracie panny młodej, Janie Stanisławie Sawickim, który jest tu świadkiem, ma 30 lat i jest ekonomem w Nowym Dworze, w dobrach Końskowolskich "suprymowanych" (cokolwiek to znaczy). I jak to bywa przy ślubach mamy piękne podpisy państwa młodych pod aktem. Tak, śluby są najpiękniejsze dla genealoga, zwykle zawierają najbardziej pewne informacje o osobach.

.

Czego dowiemy się z aktu małżeństwa Rocha Ludwika i Barbary? Akt nr 238, z 1895 r. Parafia Św. Krzyża w Warszawie. Roch Ludwik (a nie Ludwik Roch!) urodził się w miejscowości Orlicz w parafii Garbów, uff, w końcu wiemy.., na płn. od Garbowa. W 1895 r. Ludwik ma 51 lat. Barbara Bogusz ma 45 lat i urodziła się w gubernii mińskiej, w parafii Starczyce, a miejscowość to .. nie mogę rozczytać, pewnie jest na mapie, trzeba poszukać. W aktach zgonu obojga inne informacje o miejscach urodzenia, można było szukać i szukać, u Barbary jest to dość blisko (parafii Wyzna, Starczyce to sąsiednia parafia), u Ludwika odległość jednak spora (gdzie Garbów, a gdzie Krasnystaw). No ale już wiemy, w końcu wiemy, wiadomo gdzie jechać. Jest także panieńskie nazwisko matki Barbary, Emilii - Puzynowska.

.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Lista pasażerów

środa, 27 stycznia 2016 16:08

Jest Karol Stec na liście pasażerów, w 25 linii:

https://familysearch.org/ark:/61903/3:1:33SQ-G1XM-5MD?mode=g&i=674&wc=QZ5T-MG9%3A1588705149%3Fcc%3D2386295&cc=2386295

 

Przybywa statkiem, który wyrusza z Hamburga 5 maja 1905 r. i melduje się w Nowym Jorku 19 maja. Karol jest 21-letnim mężczyzną, robotnikiem narodowości austriacko-polskiej, urodzonym w Przyłęku, a zdążającym do Buffalo w stanie Nowy Jork. Nie ma biletu do końcowego etapu podróży, ale ma przy sobie 16 dolarów, pewnie tyle ile trzeba (albo 15 dolarów, co napisano ołówkiem, pewnie 15 i coś). Jest po raz pierwszy w USA. Jedzie do, no i właśnie, tutaj nie można rozczytać do kogo, powinien być adres, imię i nazwisko osoby do której jedzie. Coś tam jest napisane, ale nie wiem co, zlewa się z następnym wpisem (Bronisław ... andys), może to wpis poprzedni (Wojciech Giegrza?), rubryki są tu przemieszczone. Trzeba chyba sprawdzić listę pasażerów tego statku, czy nie przybył ktoś jeszcze z Przyłęka, albo chociaż Mielca, może sprawa do kogo się wyjaśni, a może do nikogo, tylko tak jak to bywa i dzisiaj, w ciemno.

.

Co to za tajemnicze źródło? Ano Mormoni, znów Mormoni, 

Lista pasażerów, którzy przybyli do Nowego Jorku w latach 1891-1924:

https://familysearch.org/search/collection/2386295?collectionNameFilter=false

Ponad 3 miliony stron, tylko szukać, szukać i szukać. Karola odnalazłam na mikrofilmie nr 575 z datą 18 maja 1905 r., zdjęcie 675, pozycja 25. Lista wszystkich mikrofilmów jest tutaj: https://familysearch.org/search/image/index#uri=https://familysearch.org/recapi/sord/collection/2386295/waypoints

.

Fragment listy pasażerów z Karolem (nr 25), Karol Stec, 21 lat, mężczyzna, robotnik, austriacko-polska narodowość, Przyłęk, Buffalo:

Stec.Karol.NY..png

.

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Emigracja

środa, 27 stycznia 2016 12:48

 

Karol Stec przybywa do USA jednak w 1905 r., tutaj będzie to odnotowane:

https://familysearch.org/ark:/61903/1:1:JFQV-3N1

 

To on, chociaż długo się zastanawiałam nad "Orzyłek" jako miejscu skąd przybył do Nowego Jorku. Przyłęk! Oczywiście, że Przyłęk, wioska gdzie się urodził. I tak dość nieźle to napisali, w sumie jak się chwilę zastanowić można odczytać, Przyłęk.

Czyli rok 1905, chociaż to także może się nam jeszcze zmienić, w dotychczasowych dokumentach daty są różne, 1904, 1903. Tutaj mamy dokument najbliższy w czasie, bo lista pasażerów statku, który przybył do Nowego Jorku, ale nie widzimy jeszcze oryginału. 19 maja 1905 r. Statek - Graf Waldersee, z Hamburga, chociaż tyle. Miał 21 lat, był kawalerem, narodowości austriacko-polskiej.

.

Tutaj informacje o statku:

http://www.libertyellisfoundation.org/passenger-details/czoxMjoiMTAyNDAyMDgwODU2Ijs=/czo0OiJzaGlwIjs=

2546 pasażerów, duży statek, w tym 2200 pasażerów 3 klasy, 250 członków załogi. Statek zbudowany w 1898-1899 r. w Hamburgu, pływał pod niemiecką flagą do Nowego Jorku, po I wojnie światowej w 1919 r. jako reparacje wojenne trafił do Amerykanów, którzy odstąpili go w 1920 r. Brytyjczykom, zakończył żywot tam gdzie powstał, w Hamburgu, w 1922 r. Karol przybył nim do Ameryki! W kiku dokumentach o Karolu jest wzmianka, że był początkowo ... żeglarzem, nie wiem o co może chodzić.

.

Pocztówka z datą 6 maja 1905 r., statek Graf Waldersee, linia Hamburg - Ameryka:

StecKarolstatek2Graf-Waldersee-2.jpg

 http://www.navsource.org/archives/12/174040.htm

.

Karol Stec był chyba najstarszym z rodzeństwa, synem Marcina i Weroniki, mówi się o 20 dzieciach tej pary, mniej więcej, ile ich było dokładnie nie wiadomo, informacje skrywa przepastna niedostępna szafa w parafii, nie ma ich w archiwum. Wygląda na to, że najstarszy syn opuszcza rodzinne strony, Przyłęk koło Mielca i rusza w świat. Potem jeszcze dwójka starszego rodzeństwa (Stefania i Józef) przybywa w ślad za nim do Buffalo. Młodsze rodzeństwo, które dorosłość zastaje już w wolnej Polsce, zostaje w kraju.

.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Buffalo, Buffalo

poniedziałek, 25 stycznia 2016 11:59

 

Karol Stec, a właściwie Charles Stec, jest odnotowywany także w poprzednim spisie powszechnym w 1920 r. Informacje w spisach z lat 1940, 1930 i 1920 różnią się nieco, ale nie bądźmy drobiazgowi i tak jest tam bardzo dużo informacji o rodzinie.

Rok 1920, Karol ma 36 lat, co daje datę urodzenia w 1884 r., datą emigracji do USA jest rok 1906 (a dla żony Henrietty rok 1913). Mieszka z żoną i dwójką małych dzieci, Walter ma 3 i 5/12 lat, a Alfred 2 i 7/12. Mieszka w North Tenawanda Ward 3, to adres "spisowy". Ciekawe w formularzu spisu jest przekreślenie narodowości dzieci jako polskiej, rachmistrz spisał, a potem przekreślił, wszak urodziły się już tam, nie są zatem Polakami. Karol pracuje w Bolt Co, jak większość mieszkańców Tenawandy w tym spisie. 

Link do spisu z 1920 r.:

https://familysearch.org/ark:/61903/1:1:MVMK-41N

Jest jeszcze spis stanowy z 1925 r., stan Nowy Jork, Buffalo leży na płn. stanu Nowy Jork, blisko wodospadu Niagara. Byłam nad Niagarą w 1986 r., nie wiedziałam, że mam w Buffalo rodzinę. Teraz po 30 latach coś już wiem, ale wcale nie tak dużo, np. czy Karol przybył do USA jako pierwszy z rodziny, czy już w ślad za jakimś wujkiem, stryjkiem, kuzynem, w USA przecież tyle Steców... Też w Buffalo.

Link do spisu stanowego z 1925 r., odnotowany jest tylko Karol:

https://familysearch.org/ark:/61903/1:1:KSWX-K9F

Dom numer 1048, Buffalo Ward 09, ma 42 lata, w USA od 21 lat.

 

21 lat w USA, a w spisie z 1910 r. Karol nie jest odnotowany, mimo, że jest tam innych dwóch Karolów Steców, ale starszych i nie mieszkających w Buffalo, New Jersey i Pensylwania.

.

Nasz Karol jest także odnotowany tutaj, w Manifeście z przekroczenia kanadyjskiej granicy, jako Karol Stec (nie Charles tym razem):

https://familysearch.org/ark:/61903/1:1:QKQ9-W4RS

https://familysearch.org/ark:/61903/3:1:3QS7-L9D3-BHSV?mode=g&i=351

Był kawalerem i na pewno jest to nasz Karol, syn Marcina. Z Manifestu wynika, że w latach 1904 - 1912 przebywał w USA, konkretnie w Buffalo. Czyżby wrócił do Polski i przyjechał po raz drugi?? Ech, to przecież przekroczenie granicy z Kanady, nie wiem o co chodzi.

Karol ma brązowe włosy i brązowe oczy. Na amerykańskiej ziemi staje po raz pierwszy w porcie Nowy Jork 20 maja 1904 r., jest nazwa statku, ale trzeba będzie ją dopasować, nie udaje się tak wprost odczytać z rękopisu. Datą manifestu jest 28 grudzień 1913 r. (?), czyżby wrócił do Polski po żonę?? To Henrietta przybywa do Buffalo dopiero w 1913 r. Czy był tylko w Kanadzie w owym czasie? Coraz więcej wiemy o rodzinie, ale nie ma jeszcze z żadnym z potomków Karola kontaktu, jeszcze ich nie odnaleźliśmy, wciąż tropimy tylko historyczny ślad.

.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Karol Stec

poniedziałek, 18 stycznia 2016 14:37


Wyłania się postać Karola, najstarszego (prawdopodobnie) brata dziadka. Pierwszego dnia Nowego Roku dotarł meilem nekrolog Karola z 1949 r., z amerykańskiej gazety po polsku, dostaliśmy go od świeżo odnalezionej rodziny siostry dziadka. Siostra i brat wyjechali za ocean, ponad 100 lat temu, dzisiaj nie ma już pomiędzy mieszkającymi tam potomkami obojga kontaktu, kolejne pokolenia. Nie było też kontaktu z Polską. Jest szansa, że to się zmieni, trzeba będzie odszukać potomków Karola, co wcale nie musi okazać się trudne, a nawet może być bardzo proste.

W zasobach FamilySearch (Mormonów) znajdują się m.in. skany amerykańskich spisów powszechnych. Na przykład z 1940 r., rodzina Karola jest na samej górze:

https://familysearch.org/ark:/61903/3:1:3QS7-89MB-QXD?mode=g&i=22&wc=QZXR-KHV%3A790105101%2C801047501%2C801680801%2C801683301%3Fcc%3D2000219&cc=2000219

.

Te spisy są zupełnie inne niż spisy w Polsce, przede wszystkim są przechowywane w archiwum, nie są likwidowane (jak spisy w Polsce). Dzisiaj są bardzo ciekawym źródłem informacji o osobach i rodzinach. Dowiadujemy się, że Karol urodził się w 1882 r.  w Polsce i w 1940 r. miał 58 lat, jego żona Henryka, także urodzona w Polsce była o 11 lat młodsza. Miał dwóch synów, Waltera i Alfreda, lat 24 i 22, urodzonych już w USA oczywiście oraz 3 córki, Emilię, Helenę i Ritę, 19, 12 i 10 lat. Dowiadujemy się także o profesji członków rodziny, a niekiedy i o miejscu pracy. Jest oczywiście także adres i od tego trzeba by zacząć poszukiwania obecnie, może jakiś Stec tam obecnie mieszka.  Ze spisu z 1940 r. wynika, że był właścicielem domu. Ulicę z łatwością można odnaleźć na google ze słynnym żółtym ludzikiem, pod adresem Ward 6, Buffalo: https://www.google.pl/maps/@42.8325219,-78.8084935,3a,75y,65.44h,90t/data=!3m7!1e1!3m5!1slqhS_M6GelY4TDyiJVwA0A!2e0!6s%2F%2Fgeo1.ggpht.com%2Fcbk%3Fpanoid%3DlqhS_M6GelY4TDyiJVwA0A%26output%3Dthumbnail%26cb_client%3Dmaps_sv.tactile.gps%26thumb%3D2%26w%3D203%26h%3D100%26yaw%3D68.576866%26pitch%3D0!7i13312!8i6656

.

Linki do strony FamilySearch z informacjami o Karolu i rodzinie Steców w 1940 i 1930 r.:

https://familysearch.org/ark:/61903/1:1:K791-4GN

https://familysearch.org/ark:/61903/1:1:X7CF-RXZ

.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Florian u Lelewela

niedziela, 08 listopada 2015 14:30

 

Florian Dorohinicz, ojciec Agnieszki, późniejszej Domańskiej, był rządcą u Lelewelów:

Strona 47

 

A książka, którą należy przeczytać, to "Pamiętniki i diariusz domu naszego" Prota Adama Jacka Lelewela, brata Joachima. Ukazała się w 1966 r., nakładem Ossolineum. Do przeczytania koniecznie, Florian pojawia się na kilku stronach książki, a jest tam też wspominany jego syn Franciszek. Lelewel ojciec był urzędnikiem Komisji Edukacji Narodowej i mieszkał w Woli Cygowskiej, były jakieś związki z Okrzeją.

Właśnie, bardzo ciekawe czy Franciszek (ten zgłaszający w Okrzei zgon ojca w 1815 r.) ma potomków do naszych czasów. Nazwisko Dorohinicz czy Doronicz nie jest już w Polsce  notowane, ale może za pośrednictwem kobiet jednak coś przetrwało. Jedną z takich kobiet jest niewątpliwie Agnieszka, ale szukamy potomków po jej rodzeństwie, braciach, Janie i Franciszku. Jeżeli Franciszek został w okolicach Siedlec to jest jakaś nadzieja, ale księgi metrykalne z tego rejonu są trudno dostępne dla genealogów i pewnie trzeba będzie długo poczekać, zanim coś znowu wypłynie. Teraz z Domańskimi to jakiś "wodotrysk", nie sądziłam, że to kiedykolwiek się przebije, szukam ich już 9 lat! Wciąż nie wiem gdzie urodził się Ludwik, ok. 1844 r., ale jak widać warto sięgać głębiej, nawet jak nie po kolei. Florian na pewno jest "mój", czyli Białorusinką jestem, w dumnej 1/128.

.

.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dorohinicz, czyli siódma woda po Kisielu

niedziela, 08 listopada 2015 13:07

 

Dorohinicz wcale nie jest takim nieznanym nazwiskiem. Nie jest orszański, ale jest za to poleski. Nazwisko pojawia się w spisie szlachty poleskiej, który to spis nie jest jednak jakimś oficjalnym spisem, tak jak było z Gutowskimi i szlachtą orszańską.

Co by nie było - ciekawe. Trzeba tropić. Dorohinicze pieczętowali się herbem .. Kisiel, inaczej zwanym Namiot, Świętołdycz. Legenda herbowa jest bardzo ciekawa, otóż sięga ona czasów Włodzimierza Monomacha, wielkiego księcia Rusi Kijowskiej, w którego służbie był niejaki Świętołd. Wykazał się pomysłowością kiedy Kijów oblegany był przez Pieczyngów i ludzie stracili nadzieję. Kazał wykopać w ziemi dwie jamy, w jedną nasypał mąki, w drugą nalał wody, dodał miodu i wymieszał. Ludzie widząc, że ich ziemia rodzi takie skarby (kisiel!) odzyskali wiarę w powodzenie i pokonali Pieczyngów. Z herbem tym najbardziej związane jest nazwisko Kisiel, ale Dorohinicz także się tam pojawia.

Obecnie członkowie rodu Kisieli prowadzą badania genetyczne swojego pochodzenia, jest tam dużo o herbie, stąd linkuję:

https://www.familytreedna.com/public/Kisiel-family_coat_of_arms/

Herb Kisiel to biały namiot na czerwonym polu, otwarty z przodu, nad namiotem czarny baldachim zwieńczony krzyżem, nad hełmem trzy ceglane wieże, trzeba przyznać, że jest ładny.

.

Dorohinicz pojawia się jako nazwa miejscowości w dziele Macieja Dogiela z 1758 r., o rozgraniczeniu Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego ("Limites Regni Poloniae et Magni Ducatus Lituaniae: ex originalibus et exemplis authenticis descripti et in lucem editi"), kiedy wytyczano granicę między wojewówdztwem włodzimierskim i bełskim, za czasów królowej Bony:

https://books.google.pl/books?id=nG5KAAAAcAAJ&pg=PA140&lpg=PA140&dq=dorohinicz&source=bl&ots=DtTb95M8Yg&sig=xCMDzXd5NgEx3TELG4bo7bMUAl0&hl=pl&sa=X&sqi=2&redir_esc=y#v=onepage&q=dorohinicz&f=false

Okolice Włodzimierza Wołyńskiego i Hrubieszowa, po "ruskiej" stronie.

.

Agnieszka Dorohinicz była matką Antoniego Domańskiego, babką Ludwika i prababką Tadeusza. 

.

.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Gutowscy

niedziela, 08 listopada 2015 10:08

 

A jednak szukamy w powiecie orszańskim Gutowskich, nie Dorohoniczów chyba jednak. Florian Dorohinicz (vel Doronicz) urodził się w powiecie orszańskim, z ojca Antoniego i matki Heleny z Gutowskich. Podczas gdy nazwisko ojca jest dużą niewiadomą (która wersja, może jeszcze inna?), to nazwisko matki jest już znanym orszańskim nazwiskiem. Nawet dzisiaj takich tam znajdziemy. Czyli to były rodzinne strony matki.

Gutowscy występują w "Herbarzu Orszańskim", jest takie hasło w rosyjskiej wersji Wikipedii, niestety w polskiej nie ma:

https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9E%D1%80%D1%88%D0%B0%D0%BD%D1%81%D0%BA%D0%B8%D0%B9_%D0%B3%D0%B5%D1%80%D0%B1%D0%BE%D0%B2%D0%BD%D0%B8%D0%BA

 

Te nasze dawne rody z najdalszych Kresów są właściwie niczyje, Polska za bardzo się do nich nie przyznaje, najdalsze Kresy odpadły już bardzo dawno, po I rozbiorze (1772). Herbarz wyszedł drukiem w Witebsku, w 1900 r., ale został opracowany pod koniec XVIII w., w latach 1773-1776, właśnie w związku z I rozbiorem. To pomysł Rosji oczywiście, że szlachta musiała okazać swoje pochodzenie, przedstawić spisy, dokumenty. Herbarz ukazał się drukiem w 1900 r. jako materiał historyczny. Wymienia on 119 rodów szlachty z powiatu orszańskiego, w gubernii witebskiej. Są pomiędzy nimi Gutowscy herbu Ciołek.

Wikipedia (wersja rosyjskojęzyczna) wymienia wszystkie te rody (wyżej w linku). Na polskich stronach internetowych rody te są wymienione na stronie ornatowski.com:

http://ornatowski.com/index/herbarzorszanski.htm

__

Najdalsze Kresy ciągnęły mnie zawsze, bardzo, bardzo mocno, chciałabym tam pojechać, najdalej byłam w Witebsku, nie sądziłam, że to już bardzo blisko bardzo dalekich "moich". Dalekich bardzo, rzeczywiście, siódma woda po kisielu, jak to się mówi. Bardziej mnie chyba interesuje zjawisko, jak im się tam wiedzie i jak czują swoją dawną polskość, czy w ogóle czują. A, że mogę do nich dotrzeć "osobiście", szukając potomków rodzeństwa Heleny Gutowskiej, to mam po prostu punkt zaczepienia, żeby się przyjrzeć "zjawisku".

Helena Gutowska zamężna Dorohinicz, była matką Floriana, który był ojcem Agnieszki zamężnej Domańskiej, która miała syna Antoniego i wnuka Ludwika. Bardzo, bardzo głęboko.

.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dorohinicz vel Doronicz

sobota, 07 listopada 2015 23:03

 

Rzutem na taśmę mamy już rodzeństwo dopiero co odnalezionej Agnieszki Domańskiej z domu Dorohinicz, matki Antoniego Domańskiego, babki Ludwika. I to nie tylko syna Franciszka, który zgłasza zgon ojca Agnieszki, Floriana Dorohinicza, w Okrzei (w 1815 r.). Teraz już mamy również drugiego brata Agnieszki - Jana Doronicza (właśnie, nazwisko jak widać ewoluowało, z Dorohinicza na Doronicza, a co było przed Dorohiniczem nie wiemy). Florian, przypomnijmy, urodzony na Litwie, w powiecie orszańskim. 

Jan Doronicz osiadł w Warszawie, gdzie przez lata pełnił funkcję sekretarza Szpitala Św. Łazarza. Zmarł w 1854 r., akt nr 1086:

http://metryki.genealodzy.pl/metryka.php?ar=8&zs=9214d&sy=508&kt=1&plik=1084-1089.jpg#zoom=1&x=677&y=2244

Pozostawił dzieci, mam nadzieję, że uda się tutaj odszukać kuzynów, tzn., że przetrwali do dzisiaj. Może po Bronisławie, synu Jana? Bronisław rodzi się w 1846 r. i w 1868 r., jako czeladnik zduński, bierze w Warszawie ślub. Daj Boże, żeby były z tego jakieś dzieci. No były, był co najmniej Stefan Doronicz, który umiera w Tarchominie w 1938 r. Mógł nie mieć dzieci, tak wnioskujemy z pewnych relacji, ale miał brata. Coś dzisiaj ten urobek duży.

.

A i ciekawa okoliczność, ale to muszę dopiero odszukać, czytałam już dzisiaj, ale nie zanotowałam sobie. Nasz Dorohinicz vel Doronicz (nie wiem który, chyba Florian?) mieszkał w jednym domu z Lelewelami, tak, tym Lelewelem. To znaczy "ten" Lelewel był mały i na skutek tego, że ekonom Dorohinicz (czy Doronicz) zajmował 1/3 domu w Woli Cygowskiej, "tego" Lelewela wysłano do .. Okrzei, ponieważ w domu było za ciasno. Piszę z pamięci, ale czytałam to kilka godzin temu (znajdę w internecie i na pewno podlinkuję, choćby po to, żeby nie zgubić). 

Co by nie było teraz kierunek Orsza, skąd pochodzą Dorohinicze, gdzie urodził się Florian, w powiecie orszańskim. Ciekawe czy ich tam odszukam, nazwisko znowu brzmiało pewnie inaczej.

.

.

.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Lubelscy Domańscy

sobota, 07 listopada 2015 21:04

 

Na Lubelszczyźnie szukam przede wszystkim Domańskich, jest ich tam "całe mnóstwo", ale którzy są moi? Dzisiaj udało się przebić, wreszcie, po .. 9 latach szukania. Nie przebiłam się bardzo głęboko, ale dość głęboko. Tadeusz Domański  syn Ludwika, wnuk Antoniego i prawnuk Michała oraz praprawnuk także Antoniego. Czyli najstarszy, którego teraz mam to Antoni, żonaty ze Starzyńską.

Wszystko dzięki bazom Lubgens (Nagroda Nobla się należy) i przeprowadzanej tam indeksacji. Odnalazł się dzisiaj ślub Michała Domańskiego w Bełżycach w 1819 r., akt nr 20:

http://szukajwarchiwach.pl/35/1644/0/1/34/skan/full/yD_N2CH4hl_7FF3PNvsoAg

Michał kawaler lat 41 żeni z Agnieszką Dorohiniczówną, panną lat 35. coś późno jest ślub, państwo już nie tak młodzi. Agnieszka jest córką Floriana i Marianny z Krassowskich, urodzona w Okrzei.

I odnalazł się zgon Michała w 1836 r. w Firleju, akt nr 15, Michał miał 60 lat:

http://szukajwarchiwach.pl/35/1857/0/2.4/34/skan/full/7AUijAJYwvt6MSYUeWmy1Q

Był oficjalistą przy folwarku Syrockim (Serock nad Wieprzem). Agnieszka owdowiała.

Potężne przebicie, do niedawna, do wczoraj wiedzieliśmy tylko o Antonim (mamy go na zdjęciu!), a tutaj pojawił się Michał w pełnej krasie (imię ojca Antoniego było nam już znane) i jego ojciec Antoni (również żonaty z Agnieszką).

.

A nawet jest coś więcej jeszcze, zgon Floriana Dorohinicza, ojca Agnieszki, dziadka Antoniego Domańskiego, pradziadka Ludwika i prapradziadka Tadeusza. W 1815 r. w Okrzei., akt nr 63:

http://szukajwarchiwach.pl/35/1886/0/1/5/skan/full/_vBcWIMUk3IdJcn80fU6RA

Florian był dyrektorem szkółki parafialnej, czyli nauczycielem. Piękne. Miał około 80 lat, zgon zgłasza jego syn Franciszek. Florian rodzony na Litwie, w powiecie orszańskim, syn Antoniego i Heleny z Gutowskich. Przepiękne! Kilka nowych nazwisk w drzewie (Krassowski, Gutowski, no i Dorohinicz vel Doronicz). Okrzeja i Orsza!

Vivat Lubgens!

.

_____________________

http://regestry.lubgens.eu/news.php

.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Na tropie Pawła Wierzyckiego

środa, 28 października 2015 20:06

 

Kilka notek o Pawle Wierzyckim już było, człowiek o tym imieniu i nazwisku jest naszym przodkiem, najdalszym znanym z imienia i nazwiska przodkiem. Imię i nazwisko pojawia się w akcie małżeństwa jego syna Wincentego, w 1841 r.. Poza tym nie wiemy nic. Jakiegoś Pawła Wierzyckiego znajdujemy w metrykach i już go prawie adoptowaliśmy na przodka, może nim jest, może nie jest, na razie nijak to udowodnić, ale nie można też zaprzeczyć. Odnaleziony Paweł ma inną żonę, to fakt, ale to mogła być druga żona przecież, czyli inna żona nie wyklucza. 

Kim jest ów Paweł?

Jest podoficerem Korpusu Weteranów. np. w 1834 r., ma wtedy 49 lat. 14 lutego 1834 r., o godzinie 4-ej rano, umiera w Lublinie jego córka Marianna, mająca "pięć niedziel". Smutny niewątpliwie fakt, ale dzięki temu można było go tutaj uchwycić, akt nr 84:

http://szukajwarchiwach.pl/35/1859/0/2.4/12/skan/full/96FQoztiqeiMnLz6_pOYFQ

Rok wcześniej, w 1833 r., inny tak samo smutny fakt, 15 marca 1833 r. o godzinie 11-tej rano umiera w Lublinie Jan Wierzycki, syn Pawła, akt nr 109:

http://szukajwarchiwach.pl/35/1859/0/2.4/10/skan/full/QeQbQ3HYVRf9VDifUJF3Vg

W 1835 r., 17 września o godzinie 6-ej z rana w Janowie (Biała), przychodzi na świat Michalina, córka Pawła, akt nr 350, pisaliśmy już na blogu o tym, ale teraz do lubelskiej kolekcji, jest tam córką Pawła weterana:

http://fotolubgens.lubgens.eu/janow_lubelski/urodzenia/1835/348-350.jpg

O Michalinie pisaliśmy i jeszcze na pewno napiszemy (dwa śluby w Warszawie).

W 1837 r. także radosne wydarzenie, 22 listopada 1837 r.o godzinie 8-ej przed północą w Krynicach, parafia Łabunie, przychodzi na świat Katarzyna Wierzycka, córka Pawła Wierzyckiego, liczącego 52 lata, podoficera Korpusu Inwalidów okręgu dziewiątego Straży Wewnętrznej w Twierdzy Zamość, "w lazarecie na kuracji zostającego", akt nr 188:

http://szukajwarchiwach.pl/35/1863/0/2.1/50/skan/full/hOz-0HoRw7qdtMLO7J5VwQ

.

Chyba coraz goręcej. Czyżby Jan, Marianna, Michalina i Katarzyna byli rodzeństwem Wincentego, 2xpradziadka? Z innej matki (Rozalii Jeżewskiej)?

.

_____________________

Kolejna ciekawa informacja odnaleziona w regestrach Lubgens (powyższe metryki także z tego źródła), w 1813 r. umiera w Krupe, parafia Krasnystaw, Marianna Wierzycka, lat 50. Nie wiem jeszcze czy ta metryka jest osiągalna via internet, ale to bardzo ciekawe. Marianna. Może matka Pawła? No bo właśnie, próbowaliśmy już tego Pawła porównać z Pawłem Wierzyckim, szwoleżerem Napoleona, ale data urodzenia inna, trudno przypuszczać, że Napoleon miał bałagan. Ale niewątpliwie matka Pawła szwoleżera miała na imię Marianna (mało oryginalnie), tutaj Napoleon był skrupulatny. 

Ha, przeglądałam bardzo dokładnie kiedyś metryki parafii Krasnystaw, po wielokroć, ale późniejsze lata i w poszukiwaniu zupełnie innego przodka, którego zresztą nie znalazłam. Może pójść tym lubelskim tropem i drążyć? Nic innego nie pozostaje.

Krupe? Czy ja tam kiedykolwiek byłam? 

.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z Izbicy w świat

piątek, 23 października 2015 9:51

 

Ponieważ z parafią Izbica Kujawska związana jest rodzina matki Fryderyka Chopina, Tekli Justyny Krzyżanowskiej (chrzest w 1782 r.), to Izbica budzi duże zainteresowanie historyków i miłośników historii, a także miłośników Chopina. Także zainteresowanie genealogiczne, co nam akurat odpowiada, bo może przy okazji Umińskich uda się odszukać. Czy coś udało się teraz odnaleźć? Niewiele, ale nadzieja wciąż jest, na pewno będą szukać Krzyżanowskich, to i Umińscy się pojawią, być może. 

Najpierw przypomnienie usytuowania naszego Antoniego Umińskiego.

Zakładamy, że Antoni Umiński, syn Karola i Wiktorii z Wolskich, urodzony w 1791 r. w Izbicy, jest naszym przodkiem, ojcem Erazma, dziadkiem Anieli, pradziadkiem Marii Antoniny z domu Rościszewskiej, a po mężu Wierzyckiej. Przyjmujemy tak dlatego, że Antoni pojawia się przy ślubie Marcjanny Umińskiej, córki Franciszka Umińskiego, jako "stryj", czyli Antoni i Franciszek to jedna rodzina.  Franciszek, urodzony w parafii Chodecz (rzut beretem od Izbicy) miał też synów, Cypriana i Józefa, już w 2009 r. odnaleźliśmy metryki z parafii Bobrowo koło Brodnicy, z połowy XIX w., prawdziwe zagłębie naszych Umińskich, tam umiera Antoni, tam rodzi się jego wnuczka Aniela i mieszka syn Erazm, także tam rodzi się jego prawnuczka Maria Antonina. Tam także w licznych metrykach pojawiają się Cyprian i Józef Umińscy. Z Izbicy w kierunku pruskim.

Karol Umiński i Wiktoria z Wolskich mieli także inne dzieci, wiemy już o Eugeniuszu Gasperze, chrzest w Izbicy w 1798 r. Ojcem chrzestnym młodszego brata Antoniego jest .... Jakub Krzyżanowski, ojciec Tekli Justyny i dziadek Fryderyka Chopina! Fajne.

Udało się również trafić na ślad Wojciecha, urodzonego w 1802 r. Odnaleźliśmy go w Warszawie, gdzie jest officyalistą Urzędu Municypalnego miasta Stołecznego Warszawy. Z Izbicy do stolicy. Wojciech w Warszawie bierze dwukrotnie ślub, w 1826 r. i w 1836 r. a pomiędzy oczywiście jest rozwód. Co ciekawe, w 1826 r. ma ojca Franciszka (?), a w 1836 r. jego ojcem jest już Karol, znany nam jako mąż Wiktorii z Wolskich, o co chodzi Bóg jeden raczy wiedzieć, jakaś tajemnicza historia, skąd taka akurat pomyłka. Ale wylądowaliśmy w Warszawie! W metryce ślubu z 1826 r. jest bardzo ciekawa informacja, że Wiktoria żyje jeszcze i mieszka w Warszawie, adres Wojciecha to ul. Nowogrodzka nr 1586. W 1836 r. Wiktorii nie ma już na świecie, a Wojciech mieszka przy ul. Długiej nr 552. W akcie ślubu z 1836 r. jest podana informacja, że Wojciech jest "trzecim" synem. Po Antonim i Eugeniuszu, tak by wypadało.

Ciekawe czy po Wojciechu przetrwało jakieś potomstwo, a po Eugeniuszu? Była jeszcze w tej rodzinie siostra Anna. Z potomkami Franciszka udało się nawiązać kontakt już dawno, tylko nie umieliśmy się do nich podczepić, teraz też jest to dość tajemnicze. Franciszek był starszy od Antoniego 10 lat, Wojciech młodszy o lat 11, o Eugeniuszu, młodszym 7 lat, nic jeszcze nie wiemy.

Ale jakiś krąg zawodowo-towarzyski rodziny matki Chopina to niewątpliwie jest, bardzo interesujące odkrycie.

.

________________

Strona internetowa poświęcona Izbicy Kujawskiej, w tym XVIII-to wiecznym chrztom w parafii Izbica, bardzo interesująca:

http://izbica-kujawska.com/informacje/ksiegametryk.php

.

Mapa z początku XIX w., tam Izbica i okolice, a mapa jest mapą Prus, kawałek polskiej historii. Nawiasem mówiąc mieszkam teraz w miejscowości, która w owym czasie była przecięta granicą pruską, mieszkam w Prusach, drugi link to okolice Warszawy.

https://www.sggee.org/research/gilly_maps/south_prussia_map.html

https://www.sggee.org/research/gilly_maps/D3.jpg

.


Podziel się
oceń
1
0
Tagi: Umiński

komentarze (0) | dodaj komentarz

Chopin, Skarbkowie i Izbica Kujawska

niedziela, 11 października 2015 16:34

 

Trwa 17 Międzynarodowy Konkurs Chopinowski, impreza odbywa się cyklicznie, ale 5 lat temu nic w naszej genealogii się z tematem nie wiązało, a teraz być może tak. Okazja żeby zbadać temat duża, nie, nie mamy Fryderyka Chopina "w drzewie", ale jest pewne miejsce i pewna rodzina, które trzeba by koniecznie "prześwietlić".

Chodzi o Izbicę Kujawską i rodzinę Skarbków oraz matkę kompozytora Teklę Justynę Krzyżanowską która przychodzi na świat w parafii Izbica, w 1782 r. Jej rodzice zarządzają majątkiem Skarbków, pracują dla nich wiele lat, będą to także chrzestni Tekli Justyny, matki Fryderyka.

Skarbkowie i Izbica Kujawska, co nam to przypomina?

Przypomina inny chrzest w izbickiej parafii, który z dużym prawdopodobieństwem dotyczy naszego przodka. Otóż w 1791 r. (czyli 9 lat później) przychodzi na świat w parafii Izbica Antoni Umiński, przekonywujących w 100% dowodów, że jest naszym przodkiem chyba jednak brak, ale prawdopodobieństwo, że nim jest nieomal graniczy z pewnością, no 99%.

Oto ta metryka, Antoniego, z chrzestną Marianną Skarbkową, rodzicami Antoniego są Karol i Wiktoria z Wolskich (nazwiska matki nie ma w tej metryce):

http://pu.i.wp.pl/bloog/93646439/47046583/Antoni1791_09_15_8t_big.jpg

Antoni rodzi się w Śmielniku, Tekla Justyna w miejscowości Długie. Izbickie dobra Skarbków były rozległe, obie miejscowości leżą na płd. od Izbicy. "Regestr Diecezjów" Franciszka Czaykowskiego, który odnotowuje stan własności w latach 1783-1784 podaje, że właścicielem Śmielnika (Antoni Umiński urodził się kilka lat później) jest Jan Skarbek, a właścicielami Długiego są klanicowie Skarbkowie, czyli synowie Jana Skarbka, kasztelana inowrocławskiego. Ale chyba nie będzie chodzić o tego samego Jana (jako właściciela Śmielnika), ponieważ Jan kasztelan zmarł z 1772 r.? Może podział majątku nie został przeprowadzony albo dane z "Regestru" nie są zbyt dokładne? Rodzice przyszłej matki Fryderyka Chopina, Krzyżanowscy, pracowali w dobrach Jana kasztelana przez wiele lat, być może byli nawet ze Skarbkami spokrewnieni w jakiś sposób.

.

Trzeba się Skarbkom z Izbicy bliżej przyjrzeć, może doprowadzą do Antoniego Umińskiego, którego chrzestną jest Marianna. Inne dobra w parafii Izbica według "Regestru Diecezjów" należą w owym czasie także do Umińskich, wiadomo również, że Skarbkowie i Umińscy byli powiązani, np. Kajetan Umiński, syn Marcina, ożenił się z Marianną Skarbek, dobra wniosła jako wiano, czy byli to sąsiedzi? Obraz powoli zaczyna się wypełniać i chociaż jest ciągle bardzo niewyraźny, to może jeszcze przy dźwiękach polonezów, etiud, mazurków, walców, nokturnów i koncertów 17 Konkursu Chopinowskiego uda się w sprawie "naszych" Umińskich coś ciekawego ustalić. 

.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wszystkie linie Rościszewskich

środa, 07 października 2015 10:46

 

Jerzy Łempicki, który był profesorem budownictwa, zbudował genealogię Rościszewskich od fundamentów. Wzniósł potężny gmach, który ma kilka skrzydeł, Łempicki oznaczył je literami: A, B, C, D, E i F. Skrzydło A i B to potomstwo Stanisława, skrzydła C, D, E i F to potomstwo Pawła Ziemaka. Obaj, Stanisław i Paweł Ziemak, to synowie Ziemaka, pierwszego historycznego Rościszewskiego (pierwszy zaczął używać tego nazwiska, jak podaje Łempicki). Ziemak, wspólny przodek wszystkich linii Rościszewskich, jest fundamentem tego gmachu, to o nim krąży chyba raczej legenda, że był mężem córki mazowieckiego księcia, stąd tak bardzo powiększył swoje włości. Ziemak to połowa XV w., był synem Adama (z Życka), znanego nam już z kresowego epizodu protoplastów Rościszewskich (vide poprzednia notka). Od Ziemaka są Rościszewscy, od innych synów Adama - Kiernowscy (ale to taka dygresja).

Ważne, że synowie Ziemaka, Stanisław i Paweł Ziemak, dokonali przedziwnego podziału otrzymanych od ojca potężnych włości, a mianowicie, każdą wieś podzielili po połowie. Tym samym, przez następne stulecia, w każdej wsi było zawsze co najmniej dwóch różnych Rościszewskich, po Stanisławie i po Pawle Ziemaku. Po Stanisławie pnie się w górę linia A (od syna Jakuba) i linia B (od syna Adama). Nasza linia to jest B! Po Pawle Ziemaku pnie się w górę linia C (od syna Mikołaja), linia D (od syna Jana), linia E (od syna Hieronima) i linia F (od syna Pawła Ziemaka). "Bieszczadzcy" Rościszewscy mogą być od Hieronima, linia E, czyli nasz wspólny przodek to? Fundament tego gmachu, Ziemak, linia B (nasza) jest od jego syna Stanisława, a linia E od jego syna Pawła Ziemaka (prawdopodobnie wyodrębniła się z niej linia "bieszczadzka", na kolejnym piętrze tego gmachu).

.

Albo jeszcze inaczej, mówiąc językiem "budowlanym" fundamentem będą protoplaści.Rościszewskich, Gotard z Życka i jego syn Adam z Życka (wtedy kresowy epizod), także ich poprzednicy. Parter budynku to Ziemak, domniemany mąż księżnej mazowieckiej, raczej jako legenda, ale tak się czasami tłumaczy znaczne powiększenie włości tej rodziny, było potem co dzielić. Pierwsze piętro gmachu zajmują jego synowie: Stanisław i Paweł Ziemak. I dopiero od nich gmach dzieli się na skrzydła, które ostro pną się już w górę, sześć skrzydeł, ale w taki sposób, że dwa skrzydła pną się od Stanisława, a cztery skrzydła od Pawła Ziemaka. Trochę to skomplikowane, ale każdy Rościszewski może się pod któreś z tych skrzydeł podczepić, trzeba tylko znaleźć "lokal" na kolejnym piętrze gmachu, lokal już opisany (przez Łempickiego).

.

Ja takiego "lokalu" szukałam dość długo, prapradziadka Gustawa Rościszewskiego Łempicki w swoim opracowaniu nie umieścił, dopiero niezależne odnalezienie jego aktu urodzenia (parafia Ligowo, rok 1834) i poznanie danych rodziców (Marceli i Antonina Ostrowska) pozwoliło znaleźć łącznik z tym potężnym, zbudowanym przez Łempickiego, gmachem wszystkich Rościszewskich.

.

___________

Jerzy Łempicki, "Herbarz szlachty powiatu sierpeckiego", Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Sierpeckiej, Sierpc 2008 r.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Rościszewscy i kresy

wtorek, 06 października 2015 21:54

 

Genealogia Rościszewskich została opracowana przez prof. Jerzego Łempickiego, który co prawda historykiem nie był, tytuły naukowe uzyskał w dziedzinie budownictwa, ale historii i genealogii poświęcił szmat swojego życia. Potrafił "budować" genealogie i w ten sposób "zbudował" wiele rodów szlachty mazowieckiej. Mam wrażenie, że Rościszewskim poświęcił się szczególnie, a może to taka ciekawa rodzina (chyba jest z nimi spokrewniony). Materiały do genealogii Rościszewskich są ujęte w "Herbarzu szlachty powiatu sierpeckiego", na ponad 100 stronach tego wydawnictwa. Pamiętam jak kupiłam tę pozycję, w Sierpcu, w bibliotece, kiedy już znalazłam "swojego" Rościszewskiego, w płockim archiwum.

Dzięki pracy Jerzego Łempickiego wielu Rościszewskich może się z łatwością odnaleźć, chociaż wiadomo, że te ponad 100 stron tekstu, to tylko część tego co można odszukać w archiwach. Teraz wciąż zdarzają się sytuacje, że z różnymi Rościszewskimi szukamy wspólnych korzeni, wspólnego przodka i po wielu tego typu doświadczeniach od razu uprzedzam, że "pewnie 400 lat wstecz". Albo i głębiej.

Ostatnio pojawiło się pytanie w jaki sposób z tymi z sierpeckiego związani są .. bieszczadzcy Rościszewscy. Trzeba to dopiero ustalić, szukać, może są od Franciszka, syna Adama, który nabył w Galicji dobra Smykowce? Ale przy okazji coś bardzo ciekawego wyszło na powierzchnię, czym chciałabym się podzielić, średniowieczny kresowy epizod.

.

Wszyscy (no nie wiem czy dosłownie wszyscy) Rościszewscy będą od Gotarda z Życka (pod Gąbinem), to on najpewniej otrzymał dobra w Rościszewie. Czyli Życk jest wszystkich Rościszewskich. Gotard z Życka żył na przełomie XIV i XV w. i miał syna Adama z Życka, który wplątał się w ciekawy kresowy epizod, już wtedy,  na przełomie wieków. A mianowicie jest on wymieniony jako "świadek w Bełzie" już w 1397 r. (chyba bym chciała ujrzeć ten dokument, książka Andrzeja Janeczka podaje źródła). I otrzymał nadania w ziemi bełskiej, jego syn Gotard (po dziadku) jest wymieniany jako właściciel Malic w 1436 r. Malice są pod Hrubieszowem, jakby się ktoś pytał. Epizod był krótki, gdyż już w 1449 r. zamienił Malice, Koturów i Konopne na Kargoszyn (na Mazowszu). Epizod krótki, ale był, w pewien sposób wspólny dla wszystkich Rościszewskich (przez to świadkowanie w Bełzie w 1397 r., bo Gotard syn Adama prawdopodobnie dzieci nie miał). Pierwszy "kresowy" epizod Rościszewskich. Takie kresowe historie należą do wielu mazowieckich rodów, "kierunek Bełz" to część mazowieckiej historii.  Arcyciekawa sprawa, związana z okresem kiedy o tron Polski starał się .. Władysław Jagiełło. Nie on jeden, także książę mazowiecki, który na otarcie łez (że królem nie będzie) otrzymał Bełz, czyli Ruś Czerwoną. A jak otrzymał, to szybko wysłał tam "swoich", w tym protoplastów Rościszewskich.

 

_________________

Andrzej Janeczek "Osadnictwo pogranicza polsko-ruskiego. Województwo bełskie od schyłku XIV do początku XVII w.", Ossolineum 1991

To w tej książce opisana jest niezwykła historia pierwszych naszych kresów

.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Buffalo

niedziela, 04 października 2015 12:16

Ważne miejsce na polskiej mapie świata, miasto w Stanach Zjednoczonych, które stało się domem dla tysięcy Polaków. Buffalo, czyli "bawół". Bardzo blisko słynnego wodospadu Niagara i kanadyjskiej granicy. Wiele lat temu byłam dosłownie o krok. Pewna część mieszkańców tego miasta to moja rodzina, wpisuję Buffalo także na swoją "mapę", mieszkało tam starsze rodzeństwo mojego dziadka, a dzisiaj mieszkają potomkowie. Niesamowite, że tak długo nie mogłam ich odnaleźć i niesamowite, że tam są, a jednak. Dużo może internet, więcej niż ludzka pamięć. 

Kuzynka z Buffalo przesłała mi linki do ciekawej zdigitalizowanej kolekcji zdjęć sprzed ponad 100 lat. 

"Album pamiątkowe i przewodnik handlowy osady polskiej w mieście Buffalo, z dołączeniem okolicznych miejscowości ze stanu New York":

https://www.historypin.org/channels/view/49161/#!collections/view/id/4376/title/Album%20pami%C4%85tkowe%20i%20przewodnik%20handlowy%20%20osady%20polskiej%20w%20mie%C5%9Bcie%20Buffalo%2C%20z%20do%C5%82%C4%85czeniem%20okolicznych%20miejscow%C3%B3sci%20ze%20stanu%20New%20York.

 

Browse Items · Digital Collections

 

Polacy w 1906 r. w mieście Buffalo. W tymże roku rodzeństwo dziadka mieszkało już w tym mieście. Portrety, zdjęcia zbiorowe, budynki, ciekawe funkcje ekspozycji pozwalające np. umieścić budynki na współczesnej mapie, a nawet zobaczyć tzw. street view. Ciekawe wycieczka po Buffalo sprzed ponad wieku.

.

W zdigiatilizowanych przez Uniwersytet w Buffalo zbiorach jest kilka związanych z Polakami i Polską kolekcji, np.:http://digital.lib.buffalo.edu/items/browse?collection=87

To zbiory Towarzystwa Łączności z Polonią Zagraniczną. A oto grafika po II wojnie światowej, polskie plakaty promujące pokój na świecie: http://digital.lib.buffalo.edu/items/browse?collection=13

Polskim akcentem będzie także kolekcja zdjęć znakomitego polskiego fotografa Jana Bułhaka, zdjęcia sprzed II wojny światowej: http://digital.lib.buffalo.edu/items/browse?collection=45

I jeszcze raz link do zdjęć Polonii w Buffalo z początku XX w., może ktoś dla siebie coś tutaj odszuka: http://digital.lib.buffalo.edu/items/browse?collection=27

.

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kazimierz Rościszewski?

poniedziałek, 28 września 2015 12:42

Czy my szukamy Sławomira Rościszewskiego, syna Erazma (brata prababci Marii Antoniny), czy mógł być to syn Erazma, ale o innym ... imieniu? Na przykład Kazimierz. Jeszcze  nie wiem, na trop wpadłam dopiero dzisiaj, dość przypadkiem. W wyszukiwarce zbiorów Centralnej Biblioteki Wojskowej w Warszawie, wstukałam jako autora nazwisko Rościszewski, a nuż jakiś Rościszewski coś ciekawego napisał. Na drugiej stronie wyników wyskoczył Kazimierz Rościszewski.

Nie napisał książki, ale złożył podpis pod życzeniami dla Marszałka, w 1928 r.

Życzenia imieninowe dla Marszałka Józefa Piłsudskiego od Tymczasowego Zarządu miasta Przemyśla [Rękopis]. Rękopis ów to barwna akwarela na pergaminie o wymiarach 45x29 cm. Ufff. Możliwe, że to "nasz" Rościszewski? Zapewne kolejne klikanie pomoże to ustalić, ale zanim ten domysł się potwierdzi lub wykluczy, w obawie przed wykluczeniem, napiszę co wiem teraz, dzisiaj. Przemyśl jest bardzo ciekawy, bo tam mieszkał, pracował i zmarł (w 1919 r.) ojciec Erazm. Ale bycie "komisarzem rządowym" w tym mieście, to żaden dowód, że był z nim wcześniej związany, a nawet wprost przeciwnie, że tak powiem, komisarzem rządowym nie zostaje się u siebie.

Czyli?

Za tym, że mógł to być nasz Rościszewski są jednak wspomnienia kuzynki mojego Ojca - Teresy. Pamiętam, że to Teresa opowiedziała nam o Sławomirze najwięcej i pamiętam, że mówiła o tym, że był chyba burmistrzem w jakimś kresowym mieście, i że to była dzisiejsza Ukraina. No Przemyśl nie jest, ale ..  blisko. Chyba zadzwonię do kuzynki mojego Ojca i opowiem co dzisiaj wyszło na powierzchnię, na pewno się ucieszy. Ale może najpierw potwierdzić tę hipotezę?

.

Z Wikipedii możemy ustalić, że komisarzem rządowym w Przemyślu w 1928 r. (i raczej krótki okres, bo w tymże 1928 r. było jeszcze dwóch innych włodarzy miasta) był "dr Kazimierz Rościszewski". Jedźmy dalej, z internetu wyskakuje kilka ciekawych informacji o nominacjach, nagrodach.

Oto one (cytaty):

"Pan Minister Spraw Wewnętrznych mianować na przełomie roku był łaskaw ...

Starostę powiatowego w VII stopniu służbowym w Rudkach Dr Kazimierza ROŚCISZEWSKIEGO – referendarzem w dotychczasowym VII stopniu służbowym w Urzędzie Wojewódzkim w Poznaniu z dniem 9 listopada 1928 r.".
Rudki? Czy to czasem nie jest dzisiejsza Ukraina? Jest. Bingo?
.
I dalej:
 
"Minister Spraw Wewnętrznych zamianował w czerwcu 1929 r.:.... Starosta powiatowy w VII stopniu służbowym w Wągrowcu (woj. poznańskie) Dr Kazimierz Rościszewski – starostą powiatowym w VI stopniu służbowym z dniem 15 czerwca;"
 
"Pan Prezydent Rzeczypospolitej Ignacy MOŚCICKI w dniu 7 listopada 1929 r. nadał po raz pierwszy  ZŁOTY KRZYŻ ZASŁUGI działaczom i popularyzatorom przysposobienia wojskowego oraz kultury fizycznej i sportu. Odznaczenia te otrzymali m. in.:...
Dr Kazimierz Rościsław Erazm ROŚCISZEWSKI – starosta w Wągrowcu".
.
.
Kazimierz Rościsław Erazm Rościszewski? Powiem, że bardzo ciekawe. Kazimierz mogło być w sumie po matce Kazimierze (z Różyckich). Erazm jako imię trzecie, to mogło być po ojcu Eraźmie. A Rościsław jako imię drugie, mogło być stosowane w wersji Sławomir i taka forma przetrwała w rodzinie, że to był Sławomir. Rościsław = Rościsławek = Sławek = Sławomir? Czy tak jednak było jeszcze nie wiem, trochę się obawiam, że ten trop się jednak nie potwierdzi.
Co było dalej? Jeszcze możemy wyklikać, że 1 marca 1939 r. dotychczasowy starosta obornicki Kazimierz Rościszewski, został zastępcą (?) starosty w Obornikach Wielkopolskich. Czyli kariera na stanowiskach rządowych w II Rzeczypospolitej. Nasz on, czy nie nasz?
.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dorociak

piątek, 18 września 2015 11:07

 

Ta na wagę złota genealogiczna informacja objawiła się ledwie wczoraj, mam nazwisko po mężu siostry mojego dziadka, starszej od niego o kilkanaście lat. Stefania Stec, to ta, która wyjechała na początku XX w. do US i założyła tam rodzinę. A informacja (dalsza) jest choćby w "Tonawanda News" z 23 września 1960 r., umiera wówczas mąż Stefani i w tekście poświęconym temu smutnemu wydarzeniu jest Stefania, z domu Stec, jako żona Ludwika Dorociaka. Strona 14:

http://fultonhistory.com/Newspaper%2011/North%20Tonawanda%20NY%20Evening%20News/North%20Tonawanda%20NY%20Evening%20News%201960%20%20Grayscale/North%20Tonawanda%20NY%20Evening%20News%201960%20%20Grayscale%20-%201523.pdf

.

Stefania miała w tymże 1960 r. 3 synów: Bronisława, Bennego i Raymonda oraz córkę John (Jessi) Krinke i 6-cioro wnuków. Imię córki pojawia się też w innej wersji. Na razie tyle. Rodzina jest, może uda się nawiązać kontakt. Ale spokojnie, po kolei.

Próbuję na podstawie wiadomości z internetu zrekonstruować tę rodzinę, facebook jest oczywiście najbardziej pomocny, także z uwagi na "ideę". Facebook czyli książka twarzy (face + book). Jeden z Dorociaków jest artystą plastykiem i wygląda tak:

stec.jpg

Chyba podobnie wygląda mój kuzyn, mieszkający w Polsce. Co ciekawe, ponieważ nie jest wyraźnie podobny ani do ojca, ani do dziadka, to zawsze się mówiło, że to w rodzinie matki taka uroda. A tu nie! Jednak jakieś wspólne korzenie z amerykańskim plastykiem Dorociakiem, czyli rodzicach Stefanii, Stecach lub Rusinach.

Wiem już także, a może tylko podejrzewam, że córka Stefanii wyszła za mąż za Irlandczyka (?) i ta linia jest w MyHeritage.

17.09.2015 r. Chyba mam już kontakt do wnuczki Stefanii, córki Jessi, jednej z 6-tki wnuków wspomnianych w 1960 r. Właśnie udało mi się ustalić adres email, bo numer telefonu i zwykły adres to oczywiście bardzo proste, ale chodzi o email, żeby się szybko skontaktować i wysłać zdjęcie Stefanii. Znalazłam ten adres mailowy na stronie klubu turystycznego w Buffalo, moja prawdopodobna daleka kuzynka (wcale nie taka daleka, wspólni pradziadkowie) miała coś wspólnego z utrzymaniem szlaków turystycznych (?). Nie wiem o co chodzi, ale ciekawe, genealogia, turystyka i wolontariat, w tych trzech obszarach działalności ją namierzyłam, aż dziw, że internet wie wszystko i chętnie nam to powie, wystarczy umiejętnie zapytać.

.

.


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ormiański ślad

czwartek, 03 września 2015 11:25

 

W przedostatni weekend sierpnia mieliśmy małe spotkanie rodzinne. Okazją była 10-rocznica śmierci Antoniego Żychiewicza (1919-2005), syna Marii Julii, która była z kolei córką Marii Antoniny Wierzyckiej z Rościszewskich i Hipolita Wierzyckiego. Czyli Antoni był kuzynem mojego Ojca. Wśród kuzynów, którzy żyli w czasie II wojny światowej Antoni najbardziej się zasłużył, był cichociemnym. Ale tym razem o Ormianach. O tym, że mogę mieć w żyłach ormiańską krew słyszałam od dawna, Ojciec (ur. w 1926 r.) często o tym mówił, ale nie wiedział w jaki to się mogło zdarzyć sposób. Kuzynka Jola, córka Emila Żychiewicza, brata Antoniego (ur. w 1914 r.), wiedziała już więcej. Że Ormianie wśród Wierzyckich byli "przez kobietę", czyli jakiś Wierzycki ożenił się z Ormianką... Ciekawe, nawet bardzo i trzeba ten trop czym prędzej zapisać, co właśnie czynię. Emil jako najstarszy mógł wiedzieć najwięcej o rodzinie Wierzyckich.

.

Może kłania tu się Stanisławów i odnalezieni tam XVIII-wieczni Wirzyccy? Było już na blogu na ten temat, Józef Wirzycki, militis (czyli żołnierz) miał 3 synów: Jana, Antoniego i Macieja:

http://geneteka.genealodzy.pl/index.php?rid=4375&from_date=&to_date=&search_lastname=wierzycki&search_lastname2=&rpp1=0&bdm=A&w=21uk&op=gt&lang=pol

Może to któryś z nich ożenił się z Ormianką? Synowie urodzeni w latach 1730-1738, do Wincentego urodzonego ponad 70 lat później to jeszcze 2-3 pokolenia. Ojcem Wincentego był Paweł Wierzycki, jakie imię miał z kolei jego ojciec? Może uda się tę lukę zapełnić. Ale gdzie? To, że Wirzyccy ze Stanisławowa mogą być "nasi", to nadal tylko domysły. Ale trop ormiański bardzo ten domysł uprawdopodabnia, o zdecydowanie! Ormianie i Stanisławów, no właśnie! Jak byłam w Stanisławowie kilka lat temu nawet oglądałam ormiańskie kamienice. Ormianie w Stanisławowie to znany temat.

.

Co jeszcze jest tutaj jakby "na plus"? Uroda Hipolita i jego brata Ludwika, może troszeczkę. A także kupieckie rzemiosło. Hipolit był kupcem, taką obrał karierą i nie jest jasne skąd wziął się taki pomysł, skoro ojciec Wincenty był strażnikiem granicznym, a dziadek Paweł najpewniej (?) żołnierzem. Czy po matce, mieszczańska rodzina z Koszyc, czy może po jakiejś dalekiej prababce Ormiance ze Stanisławowa?

Tak to dwa niewinne słowa "przez kobietę" (Ormianie u Wierzyckich) mogą pociągnąć genealogiczną opowieść w nowym kierunku.

.

A to zdjęcie, na którym widać jakby leciutki ślad ormiańskiej urody Wierzyckich (choć to może tylko siła wyobraźni). Od prawej: Hipolit Wierzycki, jego starszy brat Ludwik Wierzycki, a po lewej szwagier Hipolita Karol Rościszewski (wspomniany w poprzedniej notce):

Hipolit, Ludwik, Karol.jpg

.

Poniżej: ormiański zakątek Stanisławowa współcześnie, w 2012 r. właśnie rozbierano kamienicę na rogu ul. Ormiańskiej, w głębi widoczny kościół ormiański, który zbudowano w poł. XVIII w. 

StanisławówOrmianie.JPG

StanisławówOrmianie.2..JPG

StanisławówOrmianie.1.JPG


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Hipolit w "Pogoni" i "Gazecie Lwowskiej"

poniedziałek, 31 sierpnia 2015 9:08

 

Jest wzmianka o działalności Hipolita Wierzyckiego w Tarnowie, notka w "Pogoni". Rok 1885 to czas kiedy Hipolit był jeszcze kawalerem, ślub z Marią Rościszewską dopiero w następnym roku. Notka jakby przy okazji bulwersującego opinię społeczną wydarzenia, wyrzucenia w strugach ulewnego deszczu księgarni katolickiej na bruk, prasa zawsze szukała sensacji. W tymże 1885 r. w Tarnowie sklep spółki "Wierzycki i Pion" funkcjonował w kamienicy Fasta na placu Kazimierza Wielkiego obok rzeczonej księgarni, nawet witryna była wspólna, wspólnie urządzona. Dowiadujemy się z tej notki, że poprzednikami sklepu galanteryjnego spółki "Wierzycki i Pion" był sklep W.T.A. Wielogórskiego, a jeszcze wcześniej w tym samym miejscu funkcjonował handel towarów galanteryjnych Jahna. Obraz działalności Hipolita coraz bardziej się wypełnia, dowiadujemy się coraz to nowych szczegółów, a wszystko to dzięki temu, że prasa jest digitalizowana i trafia do bibliotek cyfrowych. "Pogoń" jest dwutygodnikiem ekonomiczno-społecznym, wydawanym w Tarnowie. Rok 1885 jest piątym rokiem wydawania pisma, notka ukazała się w numerze 14, z dnia 5 lipca 1885 r. (strona 5).

.

W 1886 r. Hipolit Wierzycki zakłada w Tarnowie własną firmę, która kończy żywot w 1910 r. Szmat życia, 24 lata życia. W tym czasie Hipolit żeni się i przychodzi na świat jego pięcioro dzieci. W 1910 r. "coś" się stało, tropimy to "coś" i obraz coraz bardziej się wypełnia.

.

Tym razem informacji dostarcza "Gazeta Lwowska". W numerze 248 z 1911 r. (strona 8 i 9) ukazuje się edykt licytacyjny Towarzystwa zaliczkowego w Tarnowie przeciwko Hipolitowi Wierzyckiemu o 148.000 koron. Na licytację trafią nieruchomości w Pustkowie i Męciszowie. Ha, byłam tam kilka lat temu, zresztą urodziłam się nieopodal, chociaż to zupełnie inna i dużo późniejsza historia. Ale byłam w Pustkowie w sprawie, która ma z tą związek, chociaż o licytacji i w ogóle zaangażowaniu nieruchomościowym Hipolita w Pustkowie nic nie wiedziałam, to dość tajemnicza sprawa. Pustków został bowiem wówczas zidentyfikowany jako miejsce zaangażowania Karola Rościszewskiego, brata prababci, żony Hipolita. Ale obraz powoli się wypełnia, ten edykt licytacyjny to bardzo ważna informacja. Zaangażowany był Karol Rościszewski, a edykt licytacyjny dotyczy Hipolita Wierzyckiego, o co chodzi?

Co się stało? Jeszcze w 1908 r. Hipolit Wierzycki występuje w imieniu Towarzystwa zaliczkowego, podpisuje jego dokumenty."Pogoń" numer 27, z dnia 5 lipca 1908 r. (strona 6).

 

______________________________

Zdigitalizowane pisma "Pogoń" i "Gazeta Lwowska" dostarczają nam nowych informacji o Hipolicie, trzeba to wszystko wyłapać i ułożyć. Interesujące zwłaszcza mogą być informacje po 1910 r., ale przecież wszystko jest ciekawe, bo nieznane, 100 lat później potomkowie Hipolita nie wiedzą co się wydarzyło, bo to "coś" wydarzyło się jeszcze przed I wojną światową, a potem były dwie wojenne zawieruchy i pamięć tak zamierzchłych wydarzeń wyschła.

Jeszcze w "Gazecie Lwowskiej" z 1913 r., nr 125, strona 8, pojawia się wpis o wykreśleniu firmy Hipolita Wierzyckiego w Rzeszowie (w Tarnowie sam zlikwidował w 1910 r.). "Handel galanteryjny i norymberski", "skutkiem śmierci i zwinięcia przemysłu przez spadkobierców". Wpisano 8 kwietnia 1913 r.

.

.

Jagiellońska Biblioteka Cyfrowa:

http://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/plain-content?id=37238
http://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/plain-content?id=28063

 

 

.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mapa wsi Grębów z 1853 r.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015 18:38

 

Mapa wsi Grębów w Puszczy Sandomierskiej, z 1853 r., z zasobów Archiwum Państwowego w Przemyślu. To fragment przedstawiający centrum Grębowa, z widocznym kościołem św. Wojciecha i cmentarzem (po lewej). Po prawej natomiast, ostatnia w całości widoczna działka, na południe od ulicy, to dom nr 258, dość duża działka, zabudowa tuż przy ulicy, jak inne, budynek w głębi działki ma inny numer. Nie mam pewności czy to dom Sajów. Ale w metrykach z przełomu wieków pradziadek Adam Saja mieszka w domu nr 258, jeżeli od połowy XIX w. nic się nie zmieniło to było tam! Wiem, że dopiero na początku XX w. nastąpiła przeprowadzka do innej części Grębowa.

.

P1100896.JPG Układ tej części wsi doskonale zachowany do dzisiaj, nic tylko odwiedzić swoje włości.

Wszystkich Sajów w Grębowie z przełomu wieków wypisałam na blogu już jakiś czas temu, dzięki indeksom z Geneteki, to tam właśnie numer domu się pokazał:

http://lakewierzycki26.bloog.pl/

Galicja w poszukiwaniach genealogicznych ma tę niewątpliwą zaletę, że są mapy z numerami domów (dla celów podatkowych oczywiście), a w aktach metrykalnych, oczywiście o ile się zachowały, numery domów bywają wymienione. Dzięki temu można to jakoś złożyć. Nie dla wszystkich miejscowości przetrwały mapy, nie dla wszystkich miejscowości przetrwały jednak metryki.

 

_______________

Archiwum Państwowe w Przemyślu zamieściło skany swoich zbiorów w internecie, to zbiór z Grębowa:

http://www.skany.przemysl.ap.gov.pl/show.php?zesp=126&cd=0&ser=0&syg=495M

http://pu.i.wp.pl/bloog/93646439/47046583/Grbw_13_centrum_nT_big.jpg

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Karol Umiński, parafia Bronisław

czwartek, 07 maja 2015 22:21

Z kronikarskiego obowiązku odnotowywuję, że w poszukiwaniu Umińskich pojawił się świeży ślad. A mianowicie w parafii Bronisław urodził się w 1752 r. jakiś Karol Umiński, a to na Karolu utknęła nam przecież ostatnio genealogia Umińskich. Utknęła, że ani rusz, ale i tak jesteśmy szczęśliwi, że dotarliśmy do Karola.

Karol jest ojcem Antoniego, Antoni ojcem Erazma, Erazm ojcem Anieli (żony Gustawa Rościszewskiego). Czyli Karol jest moim 5xpradziadkiem, oj głęboko, ale skoro Maria Antonina jest prababcią, Aniela jest 2xprababcią, Erazm jest 3xpradziadkiem, Antoni 4xpradziadkiem, to Karol jest 5xpradziadkiem, zgadza się. Teraz mamy apetyt na 6xpradziadka, czy my czasem nie jesteśmy zbyt pazerni na te genealogiczne informacje. Znaleźliśmy urodzenie Karola, ale pojęcia nie mamy przecież czy on "nasz", gra całkowicie po omacku.

.

Karol Marcin Umiński przychodzi na świat w parafii Bronisław w 1752 r., ale nic więcej nie wiemy, gdyż przetrwały tylko spisy, co oznacza, że wiemy kto się urodził, jego imię i nazwisko, ale nic więcej (najprawdopodobniej nic więcej). Reszty trzeba się domyślać. Być może zatem Karol jest synem Marcina? Skoro Karol Marcin, prawda? Tym bardziej, że trochę to podejrzewaliśmy.

Być może inne dzieci urodzone w zbliżonym czasie o tym nazwisku są rodzeństwem Karola, wszystko to mamy w Genetece. W parafii Bronisław przychodzi na świat w 1842 r. Jan Kanty Szymon Umiński, a w 1750 r. Andrzej Umiński. Z tego samego źródła, Geneteki, wiemy również, że w 1743 r. umiera w parafii Bronisław Ewa Umińska.

Jacyś Umińscy, jakaś nowa parafia. Ale ciekawa, oj ciekawa bardzo. O miejscowości można poczytać w "Słowniku geograficznym" intrygujące rzeczy.

 

Bronisław leży nad Bachorzą, słynnym kanałem z początków polskiej państwowości, który już przyciągnął na jednym z blogów naszą uwagę (trudno nazwać ten blog strice genealogicznym, ale można poczytać: http://gcl.bloog.pl/ ).

Bronisław leży również na granicy Królestwa Polskiego, oczywiście już w późnieszym czasie, w czasie zaborów. Ciekawe położenie zyskał już po I rozbiorze, czego ślad mamy z kolei w "Regestrze diecezjów..1783-1784". Tam jest bardzo ciekawa informacja, taka mianowicie, że dwie miejscowości w tej parafii, Papros i Skotniki leżały w kordonie pruskim i należały (Skotniki częściowo) do pruskiego króla. Ale nas interesuje okres na długo przed I rozbiorem, rok 1752 r., kiedy rodzi się Karol. Nasz on czy nie nasz? Oto jest pytanie! Kim była matka i czy ojcem mógł być Marcin Umiński?

Za "nasz" przemawia żywe zainteresowanie kanałem Bachorze i granicą pruską, nawet tam osobiście byłam. Ale czy można genealogię opierać na tak wątłym dowodzie, że coś nam się podoba i już? Raczej wątpię, dowody muszą być twarde i co najmniej dwa.

.

_____

O miejscowości Bronisław w "Słowniku geograficznym":

http://dir.icm.edu.pl/Slownik_geograficzny/Tom_I/379

.

Tekst o Karolu Umińskim na tym blogu:

http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,344558263,title,Karol-Uminski,index.html

.

Źródło w Genetece  dzięki indeksom Ireny Kaczmarek:

http://geneteka.genealodzy.pl/index.php?rid=4017&from_date=&to_date=&search_lastname=uminski+&search_lastname2=&rpp1=0&bdm=D&w=02kp&op=gt&lang=pol

 

I szukamy dalej. Wygląda na to, że archiwum we Włocławku koniecznie trzeba odwiedzić, skoro to jednak Kujawy.

.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

70 lat temu nad Nysą Łużycką

czwartek, 16 kwietnia 2015 15:48

 

Dzisiaj,16 kwietnia 2015 r., mija dokładnie 70 lat od śmierci podporucznika Tadeusza Bielaka, dowódcy czołgu 16 Dnowsko-Łużyckiej Brygady Pancernej, który zginął przy forsowaniu Nysy Łużyckiej, na samym początku operacji na Berlin. Urodzony 25 kwietnia 1925 r. miał wówczas niespełna 20 lat. Tadeusz był synem Józefa, oficera z Listy Katyńskiej,  który zginąl w Charkowie 5 lat wcześniej niż syn nad Nysą Łużycką.

Jego pamięć została uczczona w popularnej serii "Tygrysów", w książce Juliusza Malczewskiego "Brygada Wilków" i w książce Ryszarda Jegorowa "Szesnasta Pancerna".  Tadeusz Bielak  jest patronem szkoły podstawowej w Kępicach na Pomorzu, na blogu było już o nim kilkakrotnie, ale teraz może cytaty z "Tygrysów", za stroną internetową szkoły, której jest patronem (cytaty pochodzą ze strony internetowej szkoły, niżej link).

 

Z "Brygady Wilków" Juliusza Malczewskiego:


"...dowódca czołgu oznaczonego nr 1112 podporucznik Tadeusz Bielak, siedział w otwartym górnym włazie, chłonąc oczami niecodzienny widok. Oto już widać zasnuta, dymami rzekę, a na niej między obłokami dymu łodzie i tratwy pełne żołnierzy(...). Bielak dostrzega zwiadowcę z kompanii dowodzenia z chorągiewkami sygnalizacyjnymi w ręku, wskazującego czołgom dogodne zejście na wodę (...). Dopiero teraz zatrzasnął właz i przywarł do peryskopu.(...). Bliski wybuch pocisku zalał wodą peryskop, przez chwilę nic nie widać. I już brzeg (...). Ruszyli od razu pełnym gazem wprost na zasnutą dymami wieś. wokół której toczyła się nadal ostra walka.(...).Naraz wybuch wstrząsnął czołgiem Bielaka, zrywa jąć i zmiatając desant z pancerza. Wóz skręcił i całym pędem wbił się w murowany budynek, stając w płomieniach. Nikt nie otwierał włazu, nikt też nie usiłował podejść do płonącej wysokim ogniem maszyny. Pozostałe czołgi gnały przez wieś (...). Nowy potężny wybuch targnął wozem Bielaka, zrywając wieżę: ognisty obłok wzbił się wysoko w górę. To detonowała amunicja. Walka dobiegała końca. Resztki hitlerowskiej załogi ściganej przez czołgi umykały w stronę lasu (...). Zwycięstwo było całkowit
e. Przypłaciła je śmiercią w płomieniach załoga czołgu, ugodzona bliskim pancerfaustem (...)".


.

 Z "Szesnastej Pancernej" Ryszarda Jegorowa:

 

            ”16 kwietnia 1945 roku o godzinie trzeciej rano potężne przygotowanie artyleryjskie wojsk 1 Frontu Białoruskiego oznajmiło rozpoczęcie operacji berlińskiej(...). O godzinie szóstej piętnaście znad Nysy ruszyły do natarcia wojska 1 Frontu Ukraińskiego, a w ich składzie również działająca na lewym skrzydle 2 Armia Wojska Polskiego… . Do wsparcia działań 8 i 9 dywizji piechoty dowódca 2 armii generał Świerczewski wyznaczył 16 brygadę pancerną… . O godzinie ósmej piętnaście bataliony czołgów 16 brygady zajęły pozycje wyjściowe do forsowania rzeki. Na odcinku 1 batalionu czołgów działał 28 pułk piechoty z 9 dywizji. Gdy pierwsza fala piechoty zaopatrzona w łodzie i tratwy zalazła się na rzece, nieprzyjaciel otworzył ogień z broni maszynowej i artylerii. Ogień był tak silny, że powstrzymał atakujących. Wówczas poszły do forsowania rzeki czołgi. W tym miejscu Nysa miała bagniste brzegi. W rezultacie przeprawy cztery czołgi z 1 batalionu ugrzęzły, lecz pozostałe przeprawiły się na drugi brzeg i nawiązały walkę. Ogniem z dział i kaemów czołgiści zniszczyli Niemców i bezpośrednim atakiem osiągnęli linię szosy Rothengurg-Nieder Neudorf, co stworzyło piechocie warunki do przeprawy przez Nysę. Teraz należało zdobyć drugą transzeję. Pluton czołgów podporucznika Witolda Wereszczyńskiego pierwszy wydostał się na przeciwległy brzeg Nysy. Lecz tu natknął się na rozbudowaną obronę. Niemcy stworzyli oprócz rowów ciągłych system pozycji ryglowych, które znacznie utrudniały manewr czołgów. Ponadto urządzili w różnych miejscach pola minowe i porozmieszczali strzelców z pancerfaustami. Wreszczyński ruszył do ataku. Z prawej jego strony posuwał się czołg podporucznika Bielaka, z lewej podporucznika Golki. W słuchawkach hełmofonu co chwilę rozlegał się głos dowódcy kompanii.

- Tygrys, tu Orzeł. Naprzód! Z prawej kępa  krzewów. Działo. Zniszczyć! – To był rozkaz dla Bielaka. Z kolei:

- Pantera, tu Orzeł. Atakować transzeję. Naprzód! – to rozkaz dla Witolda.

Oto czołg Bielaka po oddaniu serii pocisków wchodzi na wzgórze. Wereszczyński jest nieco z tyłu. Obseruje przez peryskop, jak czołg kolegi wspina się. Nagle lewą gąsienicą wpada w rów ryglowy. Usiłuje się wydostać, lecz bez skutku.

- W prawo! – rozkazuje Witold mechanikowi kapralowi Rzeczkowskiemu. Pragnie wyminąć niebezpieczną przeszkodę. I w tym momencie spostrzega w pobliżu Niemca, który mierzy z panzerfaustu do jego czołgu.

-Z prawej szwab. Strzelaj! – woła do strzelca kaemu.

Ale jest już za późno. Niemiec pojawił się nieoczekiwanie, był ukryty w zagłębieniu. Gdy czołg zbliżył się na odległość stu metrów, podniósł się momentalnie z ziemi i teraz oddał strzał. Na szczęście spudłował. W tej samej niemal chwili odezwało się działo z kępy krzaków na prawo. Zdawało się, że Bielak zniszczył wskazany cel, tymczasem działko ożyło. Pocisk burzący trafił w bok wiezy. Odłamki zabębniły po pancerzu. Kaemista Waluś skosił Niemca strzelającego z panzerfaustu, zaś celowniczy kapral Tkaczuk dostrzegł w peryskopie wrogie działo. Błyskawicznie oddał dwa strzały. Tym razem ucichło na dobre. Czołg Bielaka nadal tkwił w miejscu. Mechanik-kierowca czynił bezskuteczne próby wydostania się z rowu. I wówczas stało się nieszczęście. Niemcy podeszli skrycie rowem i podłożywszy minę wysadzili czołg… ."

.

http://www.spkepice.pl/bielak/bielak.htm

 

___________

Tadeusz Bielak jest wnukiem Anieli Szeligiewicz z domu Rościszewskiej, siostry mojej prababci Marii Wierzyckiej.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Hipolit Wierzycki syn - już wiadomo

wtorek, 17 marca 2015 15:22

 

Nawet nie pamiętam co ja wstukałam w wyszukiwarkę, naprawdę nie wiem, ale nie będę się teraz cofać skoro mam przed oczami "Panteon Polski" nr 8, z 1925 r. i tekst Józefa Białyni Chołodeckiego pt."O niedoli jeńców i brańców w niewoli rosyjskiej", str. 12-14.

A tam takie m.in. słowa: 

"W odległości 1550 wiorst od Piotrogrodu, 1500 wiorst od Moskwy, 642 wiorst od gubernialnego miasta Wiatki, a 520 wiorst od stacji kolejowej w Kazaniu, wnosi się w powiecie sarapulskim potężna osada Iżewska fabryka broni, licząca ok. 38.000 ludności. Tamto pracowało w zimie 1915 - 1916 ok. 1500 jeńców wojennych przy wyrąbie drzewa, wśród nich młodzież warstw inteligentnych jak......[i tu w grupie nazwisk pojawia się nazwisko] Hipolit Wierzycki, leśnik z Rabki".

Następnie długi bardzo opis warunków w jakich żyli i pracowali jeńcy, wstrząsający, powinnam jakieś fragmenty przepisać, ale co wybrać z tak długiego opisu, trzeba się będzie zastanowić. A na koniec słowa:

"Z wymienionej wyżej inteligentnej młodzi przepłacił życiem Wierzycki swą niedolę".

A więc już wszystko jest jasne, Hipolit Wierzycki, brat mojego dziadka, nie przeżył niewoli, zmarł w Iżewskiej fabryce. Nie sądziłam, że znajdę opis tego wszystkiego, tak dokładny i przerażający. Nie wiem też, czy jego matka, a moja prababcia wiedziała o tym, czy dowiedziała się z "Panteonu Polskiego" co się stało, chyba jednak tak, musiała się dowiedzieć. Pewnie mój dziadek również wiedział. Ale ja nie wiedziałam, dowiedziałam się dopiero dzisiaj. Publikacja jest dostępna w sieci podobno od 2010 r., ale niestety wcześniej Hipolit mi nie wyskoczył. Teraz wydobyła go na powierzchnię zbitka słów "Kołomyja Wierzycki" i wtedy na pierwszej stronie wyników, zaraz po moich tekstach i aukcji pocztówek (tym razem ojca Hipolita). Czyli już wiem, zmarł tam gdzie ślad się urywał, w sumie logiczne.

Cieszę się, chociaż wiadomość jest przecież strasznie smutna, ale się cieszę, bo już wiadomo gdzie jechać. 1550 wiorst od Petersburga, 1500 wiorst od Moskwy, 642 wiorsty od Wiatki i 520 wiorst od Kazania. Sarapul - Iżewsk. Udmurcja, Rosja.

 

 

_____________________

"Panteon Polski" był dwutygodnikiem wychodzącym we Lwowie, nr 8 w 1925 r. ukazał się z datą 15 kwietnia. Był to kolejny numer 12, a więc drugi rok ukazywania się wydawnictwa, którego podtytuł brzmi "ilustrowany dwutygodnik poświęcony pamięci i czci poległych o niepodległość Polski wraz z kroniką czynów żołnierza polskiego w latach 1914-1921".

Link do zasobów Śląskiej Biblioteki Cyfrowej: 

http://www.sbc.org.pl/dlibra/plain-content?id=16826

Pierwszy blogowy tekst o Hipolicie, z grudnia 2008 r.:

http://lakewierzycki3.bloog.pl/

.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Józef Wirzycki w Stanisławowie raz jeszcze

niedziela, 15 marca 2015 21:42

O Józefie Wirzyckim pisaliśmy jako biorącym w 1737 r. ślub z Zofią w Stanisławowie (dzisiejsza Ukraina)  teraz mamy kolejne informacje. A mianowicie mamy urodzenia jego kilkorga dzieci: Jana (1730), Konstancji (1732), Antoniego (1734), Macieja (1738) i Katarzyny (1740). Trudno się nie zachwycić. Zofia była kolejną żoną, jej dzieci to Maciej i Katarzyna.

Które z nich zmarły jako dzieci, a które mają potomków do dzisiaj? Gdzie mieszkają ci potomkowie, Ukraina, Polska, Rosja? Nęci też oczywiście pytanie, czy wśród tych domniemanych potomków jesteśmy my sami, nie wiem tego niestety i pewnie jeszcze długo się nie dowiem, urok ciągłej gonitwy za króliczkiem, który chyba nie chce być złapany. Ale ciekawy ślad z I poł. XVIII w., bardzo ciekawy.

Józef Wirzycki był millitis, czyli ŻOŁNIERZEM.

Oto chrzest Jana w 1730 r.:

http://agadd.home.net.pl/metrykalia/301/sygn.%201250/pages/PL_1_301_1250_0124.htm

Chrzest Konstancji:

http://agadd.home.net.pl/metrykalia/301/sygn.%201250/pages/PL_1_301_1250_0142.htm

Chrzest Antoniego:

http://agadd.home.net.pl/metrykalia/301/sygn.%201250/pages/PL_1_301_1250_0165.htm

Chrzest Macieja:

http://agadd.home.net.pl/metrykalia/301/sygn.%201250/pages/PL_1_301_1250_0215.htm

Chrzest Katarzyny:

http://agadd.home.net.pl/metrykalia/301/sygn.%201250/pages/PL_1_301_1250_0239.htm

.

_______________________________

Wszystko to możliwe do odszukania dzięki:

po pierwsze - AGAD (Archiwum Akt Dawnych w Warszawie), które to archiwum na stronie internetowej pokazało zeskanowane lwowskie zbiory,

a po drugie -  dzięki Genetece, przedsięwzięciu PolskiegoTowarzystwa Genealogicznego (PTG), które przeprowadza tzw. indeksację zasobów metrykalnych i ujawnia indeksy na swojej stronie internetowej, no i oczywiście, a nawet przede wszystkim, dzięki osobie, która parafię Stanisławów indeksuje.

.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wierżycki na Ukrainie

sobota, 07 lutego 2015 23:45

 

Wyszukiwarka adresów na Ukrainie pokazuje 10 trafień nazwiska Wierzycki (Wierżycki) w formie męskiej i kilkanaście trafień w formie żeńskiej. Wschodnia część ukraińskiego państwa przeważa, więcej Wierżyckich mieszka po wschodniej stronie Dniepru, nazwisko jest notowane także tam gdzie toczy się obecnie wojna, okolice Doniecka i Ługańska. Smętna okazja, żeby zapoznać się z topografią tej części ukraińskiego państwa.

Wierżyccy mieszkają w mieście Krasnyj Łucz, to na płd.-wsch. od Debalcewa, w obwodzie ługańskim, tam najstarszy ślad, Piotr Wierżycki ur. w 1930 r., dane są sprzed kilkunastu lat. Stanisław Wierżycki, młode pokolenie, z lat 80-tych, mieszka w mieście Antracyt, na wschód od Krasnego Łucza. Antracyt to gatunek węgla, bodaj najlepszy, jesteśmy w samym sercu zagłębia węglowego o bardzo cennych zasobach, dobry gatunkowo surowiec, ludzie przyjeżdżają tutaj do pracy. W Antracycie mieszka także Igor Wierżycki. Poza tym pojawia się Kijów, Kirowograd oraz Bierdiańsk i Odessa (te dwa miasta nad Morzem Czarnym). A kolejny najstarszy ślad, to Józef syna Pawła Wierżyckiego, ur. w 1930 r., Szepietówka. Wśród ukraińskich notowań to miejscowość położona najbardziej na zachód, Podole, duże skupisko Polaków, dzisiaj w rejonie Szepietówki ok. 25% mieszkańców to Polacy.  A kobiety? Dodatkowo jeszcze tylko Ługańsk, Mariupol nad Morzem Czarnym i Krzemieńczuk nad Dnieprem.

.

Kim są ukraińscy Wierzyccy, pisani jako Wierżyccy? Nie wiem, nie wiem także czy te notowania to jedna rodzina, może być kilka różnych rodzin nie mających ze sobą nic wspólnego, chociaż mała liczba notowań może wskazywać także na jedną rodzinę. Trochę można z bazy nazwisk odczytać. Anatol syn Michała, Dymitr, syn Anatola, Igor syn Włodzimierza, Stanisław syn Igora, Maksymilian syn Stanisława. Itd. Są adresy, można napisać, do tej pory nie napisałam, a teraz jakoś nie wypada zawracać im głowy genealogią, poważniejsze sprawy ich dręczą niż ta kto był prapradziadkiem.

.

______________________________

Nie wiem czy można ukraińskich Wierżyckich powiązać jakoś z Wierżyckimi, którzy na początku XX w. zostali umieszczeni w spisie szlachty gubernii kijowskiej (spisok dworian kijewskoj guberni).  Taki spis został sporządzony w 1906 r., można go obejrzeć w bibliotece cyfrowej na stronie Małopolskiego Towarzystwa Genealogicznego (MTG), będą tam także spisy z guberni podolskiej i guberni wołyńskiej. 

23 marca 1900 r. legitymują się ze szlachectwa w Kijowie synowie Wincentego Macieja - Konstantyn z synem Jerzym i Aleksander, taki zapis.  Trzeba przyznać, że jeden ze współczesnych Wierżyckich na Ukrainie pasuje do tego obrazka, Aleksander syn Jerzego. Powtarzają się imiona, tylko tyle, ale to jest wskazówka w poszukiwaniach genealogicznych, ciekawe, akurat Bierdiańsk nad Morzem Czarnym. Z kolei Wincenty Maciej jako żywo przypomina nam .. ucznia Adama Mickiewicza z Kowna, tamten Wincenty był synem Macieja. Czyli co? Potomek tamtego Wincentego i Macieja? Jest duże prawdopodobieństwo, że tak!

.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kołomyja raz jeszcze

poniedziałek, 02 lutego 2015 14:00

Na samym początku poszukiwań udało nam się zabłądzić w kierunku północnymW Kownie znaleźliśmy niejakiego Wincentego Wierzyckiego, czyli osobę o tym samym imieniu i nazwisku, w odpowiednim wieku, uczeń Adama Mickiewicza. Potem student medycyny w Wilnie i ziarnko do ziarnka wyszedł inny ojciec (Maciej), bańka się rozprysła, nie nasz Wincenty. Ten Wincenty był najpewniej szlachetnie urodzonym i kiedy na początku XX w. w Kijowie znajdujemy legitymujących się tam szlachetnych Wierżyckich, to będą to zapewne potomkowie owego Macieja i Wincentego. Współcześni Wierżyccy na Ukrainie i w Rosji mogą mieć z nimi coś wspólnego. Na "naszego" ta kompania nie wygląda, ale może nie mamy racji.

.

To może kierunek południowy? Całkiem inny, ale za to blisko Koszyc. Dosłownie po drugiej stronie rzeki Wisły, nieopodal uchodzą Raba i Dunajec, płynące z gór i nie dalej niż 1-2 dni drogi dotarlibyśmy w okolice Limanowej gdzie prawdziwe zatrzęsienie Wierzyckich. Współcześnie, ale już od końca XVIII w., bardzo punktowo, Zalesie, parafia Kamienica. Wydają się całkiem prawdopodobni, ale coś nam nie pasuje, może to odcięcie państwową granicą, byli jednak w zaborze austriackim, a Wincenty w rosyjskim i nic nie wskazuje, że patrzył w południową stronę. Tego kierunku bym jednak nie wykluczała, może trzeba tylko dalej szukać, jeżeli serce gdzieś pika to tu pika, góry są śliczne, a Beskid Wyspowy zawsze był moim ulubionym (chociaż do Zalesia nigdy wcześniej nie dotarłam).

Na jakimś głębokim bardzo poziomie możliwe jest nawet powiązanie tych południowych i wschodnich, kresowych, Wierzyckich. Przez włodykę, ale to już wydaje się bardzo dalekie od realności, chociaż prawdopodobne historycznie, że dawni rycerze pozostawszy na miejscu przeszli do stanu chłopskiego, a obierając kierunek kresowy, czyli wojskowy w owym czasie, awansowali do stanu szlacheckiego. Bardzo mało prawdopodobny scenariusz, że te dwa kierunki mogą być jednak powiązane. O Wierzyckich w okolicach Limanowej mówi się raczej jako o potomkach zbiegłego z jakiegoś prawnego powodu w niedostępne góry szlachcica. Odnajdują się w okolicach Limanowej w bardzo niedostępnym miejscu, mój samochód próbując tam dojechać stracił skrzynię biegów i 2 tygodnie stał w warsztacie w Limanowej, to o czymś mówi. 

.

Możliwe są także kierunki zachodnie, też płn.-zach. w owym czasie, czyli Polska cała w wąskich i szerokich granicach. Możliwe jest zatem wszystko, także środek Polski. Wincenty nie pozostawił żadnych śladów, po których można by go odszukać. Kierunkiem zachodnim zajmiemy się za chwilę, tam robi się ciekawie. Także tam budzi zainteresowanie nazwisko Hertel, o ile takie było nazwisko jego matki. To nazwisko niemieckie z Saksonii (pisaliśmy na blogu dawno temu). Jan Wierzycki w 1697 r. wprowadza na tron Augusta II, w pewien sposób, Wettynowie rządzą Polską przez 2 pokolenia. Polacy są bardzo gościnni, chętnie biorą sobie Niemki za żony, żeby ten sojusz podkreślać, nie sojusz, Wettyni byli królami Polski przecież. Prawda czy kołomyja? Raczej chyba kołomyja, stop, wróć.

.

Wincenty przede wszystkim nie daje nam się zidentyfikować co do swojego pochodzenia społecznego, wkręca nas, że był szlachcicem. Dlaczego i czy był szlachcicem, dlaczego w to wątpimy? Czyżby miał nam to za złe? Rodzi się w czasie kampanii Napoleona ok. 1804 r., ponad 30 lat po I rozbiorze, w którym Polska utraciła południową Małopolskę i zrobił się prawdziwy zamęt, kołomyja, poplątanie. Jak widać do dzisiaj nie daje się tego ułożyć.

.

.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kołomyja

poniedziałek, 02 lutego 2015 13:04

 

Nie, nie stolicę Pokucia mam na myśli, raczej taki kołowrót, zamieszanie, zamęt. Poszukiwanie przodków Wierzyckich, to właśnie kołomyja i to absolutna. Nic nie pasuje, a jak rozszerzyć zakres poszukiwań, to pasuje z kolei za dużo. Rozszerzyłam zakres maksymalnie, szukam wszystkich osób o tym lub zbliżonym nazwisku, no i mamy kołomyję. A to, że dotarliśmy do miasta Stanisławowa na Pokuciu, gdzie miasto Kołomyja już blisko, to przypadek, ot taka gra słów. Żadna z osób o tym lub zbliżonym nazwisku, oprócz tych znanych już z rodziny, nie pasuje w 100% do obrazka.

.

Ostatni znany z rodziny to Wincenty Wierzycki, biorący ślub w 1841 r. w Koszycach nad Wisłą. Pojawił się tam jak ufo, desant ze spadochronu, nagle i nie wiadomo skąd. Sprytnie tzw. allegata, czyli załączniki do ślubu Wincentego po prostu zaginęły, nie ma ich, a my nie wiemy nic, nawet nazwiska jego matki nie daje się dobrze odczytać, może Hertel. Imię matki Krystyna, a imię ojca Paweł, małżonkowie Wierzyccy. Ale próżno takich szukać, jakby Wincenty nie miał rodzeństwa w ogóle. Prawdopodobnie był w wojsku, w 1841 r. był bowiem od 2 lat strażnikiem granicznym w Koszycach, a wcześniej granic pilnowało wojsko. Co ciekawe, kiedy w 1839 r. szukano kandydatów (chyba) na tę posadę, to Wincenty się nie zgłasza, nie ma jego podania o pracę, są inne, ale on dostaje tę pracę. Ale może nieco inną, bardziej samodzielną i przy mniejszych inwestycjach, tłumaczymy to tak, że był kawalerem i pracodawca nie musiał mu zapewniać dużego mieszkania, czyli był tańszym pracownikiem. Ale chyba także bardziej doświadczonym, obejmuje bowiem samodzielnie posadę pilnowania ważnego odcinka granicy z przeprawą przez Wisłę. Albo wcześniej był już strażnikiem na innym odcinku granicy, albo był w wojsku, albo jedno i drugie.

.

Jeżeli wcześniej był w wojsku, to czy miało to związek z jakąś powiedzmy tradycją rodzinną, że taka kariera była w rodzinie obierana, czy było to całkiem przypadkowe? Pytanie jest ważne, mamy bowiem Pawła Wierzyckiego, weterana w Janowie Lubelskim, w Lublinie, który ma inną żonę i dzieci, ale Wincenty mógł być jego synem z pierwszego małżeństwa, prawda? Mamy także drugiego (bo z pierwszym Pawłem data urodzenia się nie zgadza) Pawła Wierzyckiego, szwoleżera Napoleona, który jest jednak za młody na bycie ojcem Wincentego. Daty nigdy nie budzą w 100% zaufania, może był to jeden Paweł i akurat nasz, albo nasz był co najmniej z nimi spokrewniony? Szwoleżer rodzi się w Równem z ojca Józefa i matki Marianny. Równe jest koło Dubna, raczej Dubno koło Równego, współcześni Wirzyccy w tych okolicach wydają się więc zrozumiali, ale nic pewnego oczywiście. A jak Równe i Dubno, to także Stanisławów i odkryty ostatnio XVIII - wieczny Wirzycki w Stanisławowie, także Ukraina. Możliwe kariery wojskowe, w Stanisławowie była twierdza, to były płd.-wsch. kresy ówczesnego państwa. 

.

Czyli może Wincenty przybył do Koszyc ze wschodu, może pilnował wcześniej rosyjskiej granicy na innym odcinku? Być może, a może tylko kołomyja, bo dlaczego ten wschodni kierunek miałby być prawdziwy? Są inne kierunki, a jakże, nawet wszystkie inne.

.

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wirzycki

piątek, 30 stycznia 2015 21:04

 

Trafiłam właśnie na ślad Józefa Wirzyckiego, który w 1737 r. bierze ślub w ... Stanisławowie, dzisiejsza Ukraina. 11 czerwca 1737 r. Ciekawe, nasz czy nie nasz ciekawe bardzo, bo Stanisławów jest ciekawy. Założony przez Potockich jako twierdza w II połowie XVII w., a dokładnie w 1662 r., twierdza, którą już w 1676 r. oblegali Turcy. Ponieważ w 1672 r. upadł Kamieniec Podolski i straciliśmy tym samym największą naszą twierdzą na płd.-wsch. granicy, to m.in. Stanisławów z miejsca przejął jego rolę. Ważny punkt obrony naszych granic i tutaj w 1737 r. Józef Wirzycki bierze ślub, trudno się nie zachwycić. Tym bardziej, że mieliśmy już "pogłoski" o obecności Wierzyckich w XVIII w. w tych szeroko pojętych okolicach. Nawet sama znalazłam kogoś o tym nazwisku w AGAD, tylko wśród świadków, ale zawsze (parafia Pistyń, jak dobrze pamiętam).

Oj chyba trzeba będzie do tych poszukiwań AGAD-owych powrócić, tym bardziej, że dzisiaj jest to osiągalne via internet, a jeszcze kilka lat temu było z tym troszeczkę zachodu, czytelnia, czytnik, zamówienie. A dzisiaj Józef Wirzycki wyskoczył z czeluści internetu, dzięki indeksom metryk zamieszczanym w genetece:

http://geneteka.genealodzy.pl/index.php?op=gt&lang=pol&search_lastname=wierzycki&search_lastname2=&from_date=&to_date=&exac=&rid=S&w=21uk

.

http://agadd.home.net.pl/metrykalia/301/sygn.%201252/pages/PL_1_301_1252_0051.htm

Nieco inne brzmienie nazwiska (brak literki "e" w środku) akurat mnie nie zniechęca, może tylko oboczność nazwiska. Wirzyccy mieszkają współcześnie na Ukrainie w okolicach Dubna (Wołyń), a Wierżyccy w całej Ukrainie, obie formy bardzo rzadko spotykane, nawet więcej jest Wirzyckich (męska forma 19 osób).

Link:

http://www.nomer.org/allukraina/lastName_%D0%B2%D0%B8%D0%B6%D0%B8%D1%86%D0%BA%D0%B8%D0%B9_pagenumber_1.html

 

Podaję link bo niedawno rekomendowałam tutaj ukraińską wyszukiwarkę, ale wróćmy do Stanisławowa, XVIII w. i AGAD.  Teraz pozachwycam się AGAD, czyli Archiwum Akt Dawnych w Warszawie. Przechowuje ono m.in. księgi metrykalne z Archidiecezji Lwowskiej i to już od 1604 r.! Stanisławów jest tam na szczęście obecny, w tym księga małżeństw z lat 1716-1793, sygnatura 1252.

Tak wyglądają strony księgi:

http://agadd.home.net.pl/metrykalia/301/sygn.%201252/indeks_4.htm

 

A tak inwentarz całego lwowskiego zasobu, tylko szukać, szukać i szukać:

http://www.agad.gov.pl/inwentarze/KMLw301.html

.

_________________________________

Józef Wirzycki na pewno pobudził wyobraźnię, z tym śladem "huculskim", o czym była już nieśmiało wcześniej mowa w kontekście Wierzyckich, może być coś na rzeczy. Ale nawet jak on "nie nasz", to bardzo chętnie ten ślad zgłębię, widać przyszedł na to czas.

.

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Włodycy

czwartek, 29 stycznia 2015 9:21

 

W poszukiwaniach genealogicznych z wypiekami na twarzy szuka się szlacheckich przodków. Trochę nawet wstyd, że to "ślachcic" jest tak poszukiwany, polowanie na herb, wstydzą się ci, którzy szukają i bywa, że szukają po kryjomu. Ale najciekawsze jest to, że bardzo często można się tego "ślachcica" dogrzebać, jak nie po mieczu, to chociaż po kądzieli. A jak trudno znaleźć szlachcica i herb, to może chociaż jest szansa na .. włodykę.

Włodyka, całkiem dzisiaj zapomniany, stał niżej w hierarchii niż szlachcic, ale wyżej niż mieszczanin i chłop. Włodyka to rycerz, ale taki, który nie miał herbu i zawołania. Kim była ta grupa osób dokładnie nie wiemy, są domysły, że byli to rycerze, ale rekrutujący się z miejscowych, którzy za służbę wojskową, w miejscach gdzie przebywali byli traktowani wyżej. Albo też ta część rycerstwa, która w okresie formowania się szlachty nie stała się szlachtą (chociaż rycerzami była). Albo jedno i drugie, z czasem włodycy całkowicie zanikli, przeszli do stanu chłopskiego, mieszczańskiego, albo też szlacheckiego. Ten ostatni kierunek był częsty "via Kresy", jakbyśmy to dzisiaj ujęli. Zagadkowa grupa społeczna na pewno, za głęboko, żeby rozgryźć temat, zadanie dla historyków typu perpetum mobile.

.

Zainteresowanie włodykami uzasadniamy w taki sposób, że byli najczęściej spotykani w Małopolsce, czyli w dawnym województwie krakowskim. Na Mazowszu prawie wcale, a w Wielkopolsce w ogóle ich nie było, koloryt lokalny okolic Krakowa, związany zapewne w rozdrobnieniem dzielnicowym, które w Małopolsce miało bardziej "barwny" przebieg. Rywalizujący ze sobą książęta dzielnicowi włodykami obsadzali granice, chociaż także zagrożenie zewnętrzne trzeba brać pod uwagę, niczego nie wykluczać. 

.

Dokopałam się do ciekawego artykułu Władysława Semkowicza o włodykach w "Kwartalniku Historycznym" z 1908 r. (nr 22). Trafiłam na wersję okrojoną, ale i wersja pełna jest zapewne osiągalna w internecie. Dla poszerzenia swojej wiedzy historycznej przeczytać należy, zwłaszcza jeżeli mamy jakaś gałąź typu "perpetum mobile", nic się nie składa w jedną całość i nijak nie daje się złożyć. Choćby dla wzbogacenia obrazu, co mogło być, a czy było, to już "inna para kaloszy", na razie ekscytujmy się włodyką.

To Wierzycki, raz nam się wydaje, że był szlachcicem, innym razem, że nie był, był i nie był jednocześnie, taki obraz się rysuje.  I chociaż jest wiele możliwych scenariuszy jak to możliwe, być i nie być jednocześnie, to scenariusz z włodyką też jest możliwy, bardzo mało prawdopodobny lecz możliwy. Te krakowskie okolice... 

.

____________________________________

"Włodycy polscy na tle porównawczym słowiańskim", Kwartalnik Historyczny, nr 22, 1908 r., Lwów.

https://books.google.pl/books?id=llMQAwAAQBAJ&pg=PA576&dq=Wiatrowice&hl=pl&sa=X&ei=BRPJVNaKB-n_ywObgYGgAQ&ved=0CCYQ6AEwAQ#v=onepage&q=W%C5%82odycy&f=false

.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jan Wierzycki II

środa, 28 stycznia 2015 15:36

 

Jest jeszcze jedno, starsze nawet źródło o związku Jana Wierzyckiego z elekcją Augusta II i rok 1697.  Źródło z 1738 r., a więc prawie, że współczesne czasom kiedy żył: "Prawa, konstytucje i przywileje Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego na walnych sejmach koronnych od sejmu wiślickiego w 1347 r. aż do ostatniego sejmu uchwalone". To już tłumaczenie z polskiego na współczesny język polski, chociaż w oryginalnej wersji językowej też zrozumiałe (podamy ją niżej). W V tomie tego dzieła jest rok 1697, strona 876, Suffragia i Jan Wierzycki, jako jeden z wielu przedstawicieli województwa krakowskiego.

Co z tym można zrobić? Może spójrzmy na sąsiednie nazwiska, np. Władysław Wiktor. Może się znali, może byli sąsiadami, nie tylko w dokumencie, ale i w naturze.

Trudno dzisiaj dociec jaki był rozkład nazwisk pod koniec XVII w., jaki jest dzisiaj wiemy i na razie skupmy się na dzisiaj, chociaż trzeba sobie zdawać sprawę, że to wątła informacja, od końca XVII w. nazwisko w terenie mogło nie przetrwać. W przypadku innego nazwiska Rościszewski mamy właśnie taką sytuację, że w terenie nie przetrwało w ogóle, wszyscy się rozpierzchli po Polsce i świecie. Ale to Rościszewscy obciążeni "klątwą", że każdy spocznie w innej ziemi, a więc nie mogło być inaczej. A tutaj są Wierzyccy, którzy takiej klątwy nie mieli, nic mi o niej nie wiadomo.

Składajmy zatem dalej, nazwisko Wiktor, to na terenie dawnego województwa krakowskiego - obecne powiaty Nowy Sącz i Limanowa. To już jest jakaś informacja, niewątpliwie! To jest nawet podpowiedź, że obecnie mieszkający w tych powiatach Wierzyccy mogą być potomkami lub krewnymi Jana. Nowy Sącz 238+125, Limanowa 115 nazwiska Wiktor.

A Wierzycki obecnie - Limanowa 88, Nowy Sącz 6. Nazwisko Wiktor jest w ogóle znacznie bardziej liczne, a i w dokumencie z 1697 r. występuje kilku Wiktorów.

.

Fajny trop. Na bezrybiu i rak ryba, liczy się wszystko. Założenie zatem wygląda tak - Jan Wierzycki i Władysław Wiktor być może byli sąsiadami. Limanowa, Nowy Sącz, do tych powiatów, względnie okolicznych, ograniczamy badanie dawnego województwa krakowskiego. Ufff... 

 

 

___________

"Prawa, konstytucye y przywileje Królestwa Polskiego y Wielkiego Xięstwa Litewskiego na walnych seymiech koronnych od seymu wiślickiego w 1347 r. aż do ostatniego seymu uchwalone".

https://books.google.pl/books?id=kHBZAAAAYAAJ&pg=PA876&dq=wierzycki&hl=pl&sa=X&ei=1eXIVLvRD47vOcCPgaAI&ved=0CDwQ6AEwBQ#v=onepage&q=wierzycki&f=false


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

piątek, 9 grudnia 2016

Licznik odwiedzin:  57 254  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Taki nowy pomysł, zobaczymy. W miarę częste wpisy o "postępach" genealogicznych i o ich braku też. Łucja Wierzycka. lucjawierzycka@wp.pl

O mnie

Statystyki

Odwiedziny: 57254

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl